poniedziałek, 29 lipca 2013

TURN IT ON TONIGHT 11

WENA POWRÓCIŁA!!! ŁI AR DE CZEMPIONS!!! Dobra, nieważne, czytajcie -.-


 ***


Dni, tygodnie, miesiące upływały nam obu spokojnie. Brian był dla mnie dobry, miły i opiekuńczy; wszystko układało się tak jak chcieliśmy - ogólna sielanka. Ale jak to z sielankami bywa, kiedyś musi je coś przerwać...


***


- Mała? - spytał cicho Brian
- Hm?
- Widziałaś moją kartę pokładową?
- Co? Gdzie się wybierasz?
- Do Londynu
- Co się dzieje?
- Kate jest chora - powiedział krótko, starannie układając koszule w torbie. Miał zmęczoną twarz i wyglądał, jakby nie spał co najmniej od kilku dni.
- BRIAN! - chwyciła go za ramię - Nic mi nie mówiłeś! Hej!
- Wybacz, Karola, wybacz, ale muszę. Trzymaj się - powiedział i wyszedł
- HEJ! NIE POŻEGNASZ SIĘ? - mężczyzna odwrócił się i przelotnie cmoknął ją w policzek, po czym wyszedł z domu.

Karolina usiadła na kanapie. Jeszcze nikt nigdy nie potraktował jej w ten sposób... Nie olał...Poczuła się nagle tak cholernie samotna... Chłopaki, w sensie Myles, Slash czy Frank byli w trasie... Przyjaciółka w Polsce... A może by tak...

***

- Halo?
- No.. Cześć Todd... Tu Karola... Czy ja bym mogła... Wiesz, przyjechać do ciebie?
- Jasne! A coś się stało?
- No... Opowiem ci, jak przyjadę, dobra?
- Okej, to na razie.
- Na razie, Todd.

*** KAROLINA ***

Niepewnie zapukałam do drzwi swojego byłego chłopaka. Otworzył niemal od razu.
- Witaj, słońce! O! - zdziwił sie nieco, zauważając mój wyraźnie zaokrąglony brzuszek - Widzę, że rośnie! - uśmiechnęłam się
- Tak, jak na drożdżach! W końcu to prawie 6 miesiąc... Eh.
- Co jest?
- Brian mnie olał i poleciał do swojej córki, której się wyrzekł. Ale Kate chora, to Brianek leci jak na zawołanie! - zaczęłam krzyczeć - A powiedział, że ani ona, ani ta zdzira z którą ma Kate go nie obchodzą! I co, kurwa, co?!?!?!
- Nie denerwuj się... - poprowadził mnie na kanapę - Nie powinnaś w tym stanie...
- Idiota! - fuknęłam, zakładając ręce na piersi. Todd uśmiechnął się pobłażliwie
- Nie wierzę... Przestań, martwi się tylko... W końcu... To mimo wszystko jego córka!
- A o swoje dziecko to się nie troszczy!
- Wiesz już jaka płeć?
- Będzie się nazywał Frederick Michael... Freddie po prostu - posłałam Todd'owi smutny uśmiech - Domyślasz sie czemu? - pokiwał głową
- Wiesz... Freddie jest mi bardzo bliski... Jest genialnym artystą... No i... Jejku, to Mercury! Nawet jeśli Brian będzie miał wąty, to ja zdania nie zmienię!
- Podoba mi się. Sam bym tak nazwał syna... Gdybym go miał.
- Todd... Rozumiem aluzję, nie jestem głupia!
- Nie, nie, żadnej aluzjii tu nie ma. Wybacz.
- No okej. Niech ci będzie.
- No! - uśmiechnął się z zadowoleniem i spytał cicho:
- A gdyby jednak... Dziewczynka... To jak?
- Isabelle Julia. Co ty na to?
- Pięknie. Mmmm... Karola? - przysunął się do mnie bliziutko
- Tak? - szepnęłam. Zapadła cisza. Mnie i Todda dzieliło już tylko kilka centymetrów...
- Nie, nic - odsunął się nagle - Masz, zadzwoń do niego.
- Do Briana?
- Tak. On nie zna mojego domowego numeru, więc spoko.
- No... Dobrze. - wykręciłam numer - Halo, Brian?
- Hej, Karolka... - powiedział zmęczonym głosem
- Coś nie tak? Przeszkadzam?
- Nie, nie... Tylko całą noc czuwałem przy Katie... I przy jej mamie...
- Przy mamie?
- Bo widzisz... To nie do końca Kate jest chora. To był tylko pretekst, żeby mnie tu ściągnąć. Susie... Ona umiera.
- COOO?
- Faza końcowa raka płuc... Nic nie wiedziała, a kiedy się dowiedziała, było już za późno...
- Ale... Ale co się stanie z...
- Katie? Nie wiem... - szepnął - Ale chyba... Nawet jeśli przez to mielibyśmy się rozstać... To w końcu moja córka i ja... Wezmę ją ze sobą do LA. Ja się nią zaopiekuję.
- A pomyślałeś, że ja oczekuję dziecka?!?!?! Ale widzę, że Freddie cię nic a nic nie obchodzi!
- Co? Jaki Freddie?
- Masz syna, Brian... I będzie miał na imię Frederick Michael.
- C... CO? ALEŻ TO WYJEBIŚCIE! - wrzasnął do słuchawki - Naprawdę się cieszę! Imiona genialne! Kocham cię, mała, kocham nad życie!
- Że jak? - roześmiałam się
- To co słyszałaś!
- Dobrze, że się cieszysz. Kiedy wracasz?
- Kiedy... - zniżył głos do szeptu - Kiedy będzie już po wszystkim...
- To znaczy? Chcesz powiedzieć, że...
- 20 godzin, Karola... Wybacz, muszę kończyć. - ostry dźwięk przerwanego połączenia kazał mi odłożyć słuchawkę. Katie będzie... córką Briana... czyli tak jakby i... moją!

- I co? - Todd patrzył na mnie z niepokojem
- Susie umiera - opowiedziałam mu o wszystkim. Todd tylko z całej siły mnie przytulił.
- Tak mi przykro, kochanie... - wyszeptał. Wtuliłam głowę w jego szyję i zapłakałam cicho. Wtedy basista delikatnie wpił się w moje wargi.
Trwało to może kilka sekund, ale...
- Todd, co ty...
- Ciiii. Już dobrze. Idź do domu, odpocznij, jasne?
- Dobrze... Dobrze. Dziękuję za wszystko i... Na razie!
- Pa! Wpadnij jeszcze!
- Na pewno! - odkrzyknęłam

***

Nazajutrz dostałam bardzo smutnego sms'a:

"I po wszystkim... Susie przegrała tę walkę. Katie płacze jak jeszcze nigdy... Ja też. Zostaję na pogrzebie. Wracam za 4 dni. Trzymaj się, pamiętaj, że Cię kocham. Twój na zawsze Brian."

Nagle dostałam drugiego sms'a. Byłam pewna, że pisze Brian, ale...

"Cześć. Chciałem Cię przeprosić za ten pocałunek. Mam nadzieję, ze nie jesteś zła. I chciałem też tylko spytać, czy nie zechciałabyś wyskoczyć ze mną na kawę? Todd"



sobota, 13 lipca 2013

TURN IT ON TONIGHT 11 (ZWIASTUN) + INFO

 Hej. Wyjeżdżam na tydzień, nie będzie mnie. I mam prośbę. Widzę, że wchodzicie na bloga i to nawet licznie. WIĘC DLACZEGO NIC NIE KOMENTUJECIE? DLA KOGO JA PISZĘ, DLA SIEBIE? Przycisk "dodaj komentarz" nie boli! Amen.




MACIE, WY CHOLERKI, ZWIASTUN '11:




Dni upływały nam obu spokojnie. Brian był dla mnie dobry, miły i opiekuńczy; wszystko układało się tak jak chcieliśmy - ogólna sielanka. Ale jak to z sielankami bywa, kiedyś musi je coś przerwać...


***


- Mała? - spytał cicho Brian
- Hm?
- Widziałaś moją kartę pokładową?
- Co? Gdzie się wybierasz?
- Do Londynu
- Co się dzieje?
- Kate jest chora - powiedział krótko, starannie układając koszule w torbie. Miał zmęczoną twarz i wyglądał, jakby nie spał co najmniej od kilku dni.
- BRIAN! - chwyciła go za ramię...

piątek, 28 czerwca 2013

TURN IT ON TONIGHT 10 cz. 2

Wskazywał każdy po jednej kresce!

- CHOLERA, JAK DOBRZE! - krzyknęła i podskoczyła lekko do góry. Poszła na paluszkach do Briana, żeby mu przekazać radosne wieści, ale kiedy tylko zobaczyła jak słodko śpi z włosami rozrzuconymi na poduszce, jedynie wsunęła się obok niego pod kołdrę i wtuliła w szopę czarnych kudłów.
- Kocham cię, Bri... - szepnęła mu do ucha i zapadła w sen...

***

- Hejjj, mała - obudzili się niemalże równocześnie
- Cześć, przystojniaku - odparła, odgarniając mu niesforny loczek z czoła. Bri chwycił za jej pośladki i zaczął zsuwać z nich koronkowe majtki.
- Briii...
- Ej, już tak długo tego nie robiliśmy...
- Nie biorę tabletek!
- Jestem ostrożny... No proszę!
- Masz mnie, zgoda!
- Wiedziałem - wyszczerzył zęby i wrócił do przerwanej czynności...


***********

MIESIĄC PÓŹNIEJ...


- Nie panikuj, to pewnie znowu jakieś zatrucie... - Bri był już zmęczony paniką swojej dziewczyny
- A ja ci mówię...
- Och, zamknij się - fuknął i wpił się w jej usta. Karolina poddała się i tylko oddawała pocałunki z zaangażowaniem.
Po chwili wywołali jej nazwisko, a Bri szepnął:
- Czekam w samochodzie - i ulotnił się, zostawiając Karolinę sam na sam z lekarką.

Dziewczyna weszła do gabinetu. Najpierw padły podstawowe pytania, potem zaczęło się badanie.
- Proszę... Nie jestem w ciąży, nie jestem w ciąży... - błagała w myślach
- Niech pani powie, że ja nie jestem w ciąży! - powiedziała, a pani doktor odwróciła się do niej i powiedziała z uśmiechem:
- Dopiero zaczęłam badanie! - po stresujących 20 minutach lekarka wróciła do stolika z wydrukiem i zaczęła go studiować i wpisywać niektóre rzeczy do karty pacjenta.
- Proszę usiąść, pani Karolino...
- I... co?
- Ym... Tak, jest pani najzupełniej zdrowa, ale czy pani przesadzała kiedyś z alkoholem?
- Zdarzyło mi się...
- Żołądek lekko osłabiony, ale nie to jest przyczyną złego samopoczucia... Nie tym razem.
- Błagam, nieeee... - jęknęła, ale pani doktor tylko pokiwała głową
- Jest pani w ciąży. W 3 tygodniu.
- Kurwa... - Karolina walnęła głową w stół
- Powinna się pani cieszyć! - zdziwiła się lekarka
- Mam 22 lata, chłopaka nie męża i NIE CHCĘ mieć dzieci! Czy jest jakiś sposób, żeby...
- To pani przedyskutuje z chłopakiem! - przerwała jej pani doktor i odesłała do domu.

Karolina usiadła na ławeczce przed szpitalem i ukryła twarz w dłoniach.
- Jak ja się teraz pokażę Brianowi??? Przecież on na pewno nie chce mieć dzieci... Nie teraz! - pomyślała i wybuchnęła głośnym płaczem.
Po chwili poczuła, że obejmuje ją ktoś, kogo nie chciała znać. Ktoś, kogo nienawidziła z całego serca... Ktoś...
- Czemu płaczesz, mała?
- Bo ja... Todd, ja...
- Ciii, spokojnie. Co jest?
- Ja nie chcę!!!
- Jesteś w ciąży, tak? - odgadł bezbłędnie
- Niestety... Todd, co ty tutaj w ogóle robisz?
- Kumpel złamał rękę, zawiozłem go na Roentgena i jak wracałem to usłyszałem, ze ktoś płacze...
- Wiesz, że teoretycznie cię nienawidzę?!
- Wiem, słońce, wiem. Chciałem cię przeprosić za to, jak nazwałem wtedy Freddiego i Briana... Wybaczysz mi?
- Wybaczę - szepnęła, zarzucając mu ręce na szyję - Nadal cie lubię, wiesz?
- Miło mi - uśmiechnął się - Ok, spadam, a ty nie płacz, Bri to nie ten typ. Na razie!
- Hej... - odparła, ale Todda już nie było.

Dziewczyna wstała i chwiejnym krokiem skierowała się do auta Briana.
- Karola? Ty płaczesz? Hej, co się stało?
- B... B... BRIAN!!! - wybuchnęła przejmującym płaczem i wtuliła się w chłopaka
- Co się stało?
- A... m... mówiłam, że to zły... Pomysł!
- Ale o co ci... Aaa... - przypomniało mu się - Karola, ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jesteś...
- TAK, KURWA! TAK! - krzyknęła i dodała - WYPIERDOL MNIE Z DOMU, JASNE?!
- Ale...
- ZAMKNIJ SIĘ!
- KAROLINA! USPOKÓJ SIĘ! - szarpnął ją za ramiona i spojrzał jej prosto w oczy - Nigdzie cię nie zamierzam wywalać, rozumiesz? Mówiłem ci kiedyś, że ZAWSZE będę cię kochał! MIMO WSZYSTKO!
- Ty nie chcesz dzieci... Jedno już masz i...
- KURWA, BO CIĘ UDERZĘ! NIE ODZYWAJ SIĘ NA TEN TEMAT, JASNE?
- Bri, ja mam 22 lata! Nie chcę dziecka i jeśli się zgodzisz, to ja je... - gitarzysta zmrużył oczy
- Chyba cię pojebało, mała. Urodzisz to dziecko jak każda kobieta i wychowamy je razem jak każda para!
- A twoja kariera?
- Rodzina jest najważniejsza! Walić karierę, jesteście ważniejsi, ty i... ono - lekko pogłaskał brzuch dziewczyny - Nie zostawię cię...
- Tak jak ich...? - brunet stłumił złosć
- Byłem u szczytu kariery, kiedy z JEJ winy pojawiła sie Kate. To nie moja sprawa, sama to przyznała. Nie wracajmy już do tego, co?
- Mhm, w porządku. To... co robimy?
- Jedziemy do domu i przyzwyczajamy się do myśli, że ty będziesz mamą a ja tatą - powiedział i lekko popchnął Karri w stronę auta. Oboje wsiedli i w milczeniu dotarli do domu Briana.
Karolina usiadła na kanapie i wzięła telefon do ręki, a Bri poszedł na górę

- Halo?
- Slash...?
- Karolcia! - ucieszył się - Co jest?
- Ja jestem w ciąży, Slash... - znów zaczęła płakać
- Gratuluję! - powiedział radośnie
- Slash, ja nie chcę!
- Ale czemu? Ja sam bym chciał dziecka, ale Michy się nie zgadza! CIESZ SIĘ! - zaczął jej mówić o radości z posiadania malucha, dlaczego on by chciał, itd...
W trakcie rozmowy Karri zaczęła się pomału przekonywać, aż w końcu podjęła decyzję.
- Dzięki, Saul. Naprawdę mi pomogłeś!
- Nie ma za co, mała. Na razie!
- Papa, na razie! - odłożyła słuchawkę i po cichu poszła na górę, do Briana.

- Bri...?
- Hm? - podeszła i oplotła mu rękami szyję
- To... Gdzie mu zrobimy pokoik? - spytała, a na twarzy gitarzysty zagościł szeroki uśmiech...


TURN IT ON TONIGHT 10 cz.1

Minął lot do Los Angeles, oboje byli już w domu Briana. Karolina była jakoś dziwnie smutna, kiedy gitarzysta podszedł, usiadł obok niej na kanapie i wsunął jej w dłoń jakąś kartkę



Karola czytała uważnie, a z każdym słowem jej policzki były coraz bardziej czerwone.
- Ty to napisałeś?
- Dla ciebie... Kochanie - musnął jej policzek swoimi ustami i przytulił ją od tyłu - Wieeesz cooo? - przeciągnął głoski
- Hmmm?
- Nudzi mi się - powiedział z rozbrajającą szczerością, a Karolina zaśmiała się i cmoknęła go w usta
- Nie idziesz dziś nigdzie?
- Kiedy nie ma koncertów, moje życie traci sens... - westchnął - Na szczęście mam ciebie!
- No ja myślę!
- Chcę nagrać płytę - oznajmił nagle
- Solową?
- Mhm... Ale John i Roger normalnie, będą tak jak zawsze, ale ja nie chcę grać na gitarze... Chciałbym zaśpiewać.
- Jestem za, śpiewaj, skarbie!
- Tak?
- Tak. Świetnie śpiewasz, nagrywaj, a nie czekaj!
- Nagram, ale jeszcze nie teraz. Zbieram materiał jak na razie.
- Okej - przytaknęła i wtuliła się w niego - Co robimy?
- Nie wiem. Bon Jovi gra w LA za dwie godziny.
- Nie mamy biletów.
- Jestem Brian May, Karri! Zbieraj swój seksowny tyłeczek i idziemy!

***

- Ale to było!!! Wow! Dawno nie oglądałam tak zajebistego koncertu! - zachwycała się Karolina
- Tak! Było świetnie, Bon Jovi daje czadu! Idziemy na piwo?
- Jasne! - weszli do pierwszego napotkanego klubu i zamówili duże piwo. Karolina po połowie kufla poczuła nieprzyjemne uczucie w żołądku i jęknęła:
- Br... Ian...
- Co jest? - zatroszczył się, obejmując ją ramieniem
- Niedobrze mi - skrzywiła się i wstała, lecz zakręciło jej się w głowie i wylądowała w ramionach Briana, który miał tak w ogóle genialny refleks!
- Już dobrze?
- Nieee... - jęknęła ponownie. Dla bruneta był to sygnał
- Dom czy idziemy do kibla na rzyganko? - zażartował
- Eeee.... To pierwsze.
- Okej - po 10 minutach byli w domu. Brian położył dziewczynę na kanapie, dał jej zimny okład na głowę i krople żołądkowe.
- Dziękuję - szepnęła słabo i chwyciła go za rękę
- Po to między innymi jestem, słonko - uśmiechnął się rozbrajająco:




Karolina westchnęła i poprosiła:
- Możesz zostawić mnie samą? Chciałabym spać...
- Jasne, już sobie idę - puścił do niej oko i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Karri zamknęła oczy i po chwili już spała.


*** KILKA DNI PÓŹNIEJ ***


- BRIIIAAAANNN!!! - gitarzystę Queen obudziło wołanie jego dziewczyny. Zwlókł się z łóżka, zerkając pobieżnie na zegarek - była 3.33 w nocy. Bri jęknął głucho i poszedł do kuchni, skąd słyszał wołanie.
- Hmmm? - mruknął, trąc oczy i przyglądając się siedzącej na stole Karolinie.
- Zrobisz mi herbaty?
- Znowu ci niedobrze?
- Taaa... Ja nor... - nie zdążyła dokończyć, bo zaliczyła bliski kontakt ze zlewem. Kiedy skończyła, przepłukała zlew i zakończyła zdanie:
- Ja normalnie mam już dość! Ileż można rzygać?
- Ja po wódce mogę i pół nocy...
- A przymknij się, ja już rzygam od kilku dni a ty mi z wódką wyjeżdżasz!
- Przepraszam, kochanie - odparł, na wyczucie robiąc ulubioną miętową herbatkę Karri.
- Proszę - postawił przed nią kubek
- Dziękuję, jesteś kochany - uśmiechnęła się leciutko i napiła się mały łyczek
- Pomóc ci jeszcze w czymś?
- Nieee, idź już spać.
- Przyjdziesz na górę?
- Lepiej nie, wolę być tu, blisko kibla - skrzywiła się na samą myśl
- Okej... Karola?
- Mmmm?
- Czy ty miałaś już okres? - spytał niepewnie
- Tak. Spokojnie, Bri. - gitarzysta kiwnął głową
- Dobranoc - powiedział i poszedł na górę.

Karolina poszła z herbatą na kanapę, przykryła się kocem i przymknęła oczy
- Miałam okres... Miesiąc temu! Proszę, nie, nie, nie... Nie chcę... Nie chcę! - myślała, pijąc powoli gorący płyn.
Kiedy skończyła, odniosła kubek i wróciła na materac w salonie. Podobało jej się spanie tutaj - wygodnie i do tego blisko tzw. rzygacza.

Położyła głowę na poduszce z myślą "Kupię jutro test... Nie jestem, ale lepiej się upewnić..."

***

Nazajutrz poszła do apteki i kupiła dwa testy ciążowe. Kiedy czekała na wynik, dwa razy wymiotowała ze zdenerwowania.
Po przepisowym czasie wzięła do ręki dwa kawałki plastyku i zerknęła ze strachem...

Test pokazał...

niedziela, 16 czerwca 2013

TURN IT ON TONIGHT 9 - cz. 2

Ludzie zaczęli robić zdjęcia, nagrywać i kiedy Karolina zeszła ze sceny, miała mały problem z dotarciem do Briana. W końcu Roger i John wyprowadzili ją z tego tłumu i oddali w ramiona niespokojnego już gitarzysty.
- Jak ty pięknie śpiewasz... Czemu nic nie powiedziałaś? - spytał szeptem, odprowadzając dziewczynę przez salę.
- Tak jakoś... Idziemy już?
- A chcesz?
- Tak, idźmy już... Do łóżeczka... Z tobą! - na jej słowa roześmiał się
- Jeśli chcesz, przez te całe dwa wolne tygodnie nie będziemy wychodzili z łóżka... Ale... Ja bym jeszcze został. Jest ostatnia okazja... Hm?
- No dobra - znów mu uległa, choć ani trochę nie miała na to ochoty. Usiadła grzecznie przy stoliku, a Bri jak na BARDZO SZCZERZE przebojowego i rozhukanego faceta przystało, dołączył do swoich kolegów pijących wódkę.
- A co by było gdybym sobie już poszła... Pewnie by nawet nie zauważył, a ja i tak nie mam co robić... - pomyślała Karri, wstała i wyszła z imprezy.
Po drodze spotkała Rogera.
- Gdzie idziesz, Karolcia? - spytał miło
- Wracam do hotelu. Odprowadzisz mnie?
- Jasne, chodźmy!

***

- Brakuje ci jej, co? - Myles usiadł koło Todda oglądającego zdjęcie Karoliny.
- Zajebiście brakuje, stary...
- Widzisz coś narobił...
- I do tego nazwałem Briana i Freddiego pedałami... Ona mi tego nigdy nie wybaczy.
- Warto walczyć, kiedy wiesz, że przegrałeś? Odpuść, Todd, ona jest szczęśliwa z Brianem... Nie psuj tego.
- Nie ma fajnych dziewczyn... Ona była jedyna w swoim rodzaju...
- Nie łam się, będzie dobrze...
- Nie będzie, Myles... Nie będzie...
 
***

- John! - rozhisteryzowany Brian wpadł na swojego basistę i chwycił go mocno za ramiona
- Stary, wbijasz mi paznokcie w skórę... Ała! Co jest?
- KAROLINA! Zgubiłem Karolinę! - wrzasnął
- Cooo? Jak to zgubiłeś Karolinę?
- No... Ja poszedłem... Znaczy...
- Do chuja pana... - mruknął John - Znowu wódka jest wyżej od wszystkiego? Brian, już raz przez to przechodziliśmy!
- To nie tak...
- Bri... Przecież widziałem. Karri nawet mi mówiła, że już chce iść, bo jest zmęczona. Powinieneś iść z nią, a nie kazać zostać, bo ostatnia okazja!
- No ale...
- Nie tłumacz się mi, tylko jej. Idzie Roger, może on coś wie. Roggie!!! ROGER!!!
- Tak? - perkusista podszedł
- Widziałeś Karri? - spytał zrezygnowany gitarzysta
- Tak się składa, że widziałem...
- Kurwa - Brian strzelił facepalma - Gdzie ona jest?
- Spokojnie, bezpieczna i zdrowa, robi co chciała - jest okej, a ty sobie spokojnie pij, w końcu TO JEST NAJWAŻNIEJSZE! - ups, Roger się wkurwia, uwaga
- Jestem facetem, nie mam prawa SIĘ NAPIĆ, DO KURWY?!
- Nie, kiedy w grę wchodzi dziewczyna - odparł za Rogera John
- No proszę, powiedzcie gdzie ona jest!!! - Bri był bliski płaczu
- A jak myślisz? Śpi i nie waż mi się jej przeszkadzać! - fuknął Roger
- A jak po drodze jej się...
- Zadbałem o to - przerwał mu Roggie - JA nie puściłbym dziewczyny samej o tej porze.
- A walcie się! - powiedział gitarzysta i biorąc po drodze szklaneczkę z wiadomą zawartością, ruszył w stronę hotelu.


Wszedł po cichu do pokoju i kamień spadł mu z serca - Karolina spała i oddychała równomiernie, okryta cienką narzutą.
- Karolina... Karola. Hej, Karola! - obudził ją, mimo zakazów chłopaków
- Mmmm.... C.... Co? Brian? Fuj, jedziesz wódą, won mi stąd! - skrzywiła się i zakryła głowę narzutą. Gitarzysta zaśmiał się i powiedział:
- Idziemy się bawić, chodź!
- Na mózg ci padło?! Jest 4 rano, idioto! - Bri tylko zachichotał głupio
- No to co? Chodź!
- Spierdalaj, chcę spać!
- No weź... Chodź, napijesz się ze mną!
- Ty już dość dziś wypiłeś! Kładź się mi tu i śpij!
- Cooo? SPAĆ? Zapomnij!
- No chodź - Karola zaczynała się bać. Wolała go położyć i potem cichaczem zwiać do Rogera po radę, niż iść z nim teraz na imprezę - Kładź się tu, pośpij sobie, potem pójdziemy, ok?
- Ok, pod warunkiem, że mi przyniesiesz pół litra czystej. To co?
- O... Okej... Zaraz wracam - Karri szybko poleciała szukać Rogera. Znalazła go bez trudu
- Roggie, pomóż! - opowiedziała perkusiście całą sytuację
- On przesadza zdrowo... Mam już dość!
- Ale przynieść mu tą wódkę?
- Zwariowałaś? Chodź, mam pomysł - pociągnął ją z powrotem do hotelu. Zamknęli Briana na klucz, a sami poszli spać do Rogera. Znaczy, on położył ją na swoim łóżku, a sam padł na kanapie.

***

Rano Bri obudził się ze strasznym bólem głowy.
- O mój Boże... Karri... Masz może aspirynę? - kiedy nie uzyskał odpowiedzi, przekręcił się na drugi bok i jęknął.
- KAROLINA, ZARAZ MI ŁEB ROZWALI, MOŻESZ MI DAĆ ASPIRYNĘ??? - kiedy znów usłyszał jedynie ciszę, postanowił zwlec się z wyrka i poszukać swojej dziewczyny.
- Karola! KAROLINA! Kuźwa, Karri, gdzie jesteś? - obszukał cały apartament, ale Karri nie odnalazł.

Ubrał się więc i ledwo powłócząc nogami, skierował swe kroki ku jadalni. Kiedy zobaczył swoją dziewczynę beztrosko pijącą kawę z Rogerem i Johnem, po prostu usiadł na schodach i ukrył twarz w dłoniach. Karolina spostrzegła sponiewieranego gitarzystę i podeszła do niego.
- Wytrzeźwiałeś już? - spytała, kładąc jego głowę na swoich kolanach.
- Co znów narobiłem?
- Chciałeś iść ze mną z powrotem na imprezę o 4 rano, po to by się napić! Kij z tym, że byłeś pijany w sztorc i ledwo kontaktowałeś... I kazałeś mi przynieść sobie pół litra czystej, więc korzystając z okazji zwiałam i przenocowałam u Rogera - opowiadała, głaszcząc jego loki
- Wracajmy do domu, co? - jęknął cicho - Ale do mnie... Do Los Angeles!
- Tylko we dwoje?
- Mhm - potwierdził
- No to na co czekamy? Pakuj się i jedziemy!
- Serio?
- NO TAK!
- Jesteśmy jakieś... 2 godziny samolotem...
- Okej.
- No to chodź! - chwycili się za ręce i pognali do pokoju
- KAROLA! KAWA! - wrzasnął John, ale dziewczyna nawet się nie odwróciła...

piątek, 14 czerwca 2013

TURN IT ON TONIGHT 9 - cz.1

Hej :D Żeby na tak długo Was z niczym nie zostawiać (jako, że ten rozdział idzie mi MASAKRYCZNIE opornie) wstawiam pierwszą część rozdziału 9. Jutro, bądź w niedzielę, pojawi się część druga. Miłego czytania :)

P.S. Komentujcie, jeśli już jesteście ;)

**********************************************************


- Masz aparat?
- Nie no, przestań!
- Nie wiedziałem, że kogoś ma...
- Ja też nie, niby codziennie gramy razem, a on o takiej dupie nie powiedział?!
- Cicho, budzi się! - Brian otworzył oczy i usiadł, zasłaniając biodra narzutą. Spojrzał na dwójkę mężczyzn stojących przy drzwiach i mruknął:
- Nie wiem co tu robicie, ale spierdalać! Widzimy się na próbie.
- Bri, mamy sprawę...
- ROGER, WYPIERDALAJ!
- A ja?
- John... Błagam... Idźcie!
- Dobra, stary, zostawmy go, widzisz, że ma inne zajęcia.
- No dobra... Nara, Bri! - wyszli z pokoju, a gitarzysta odetchnął i położył się z powrotem obok swojej partnerki. Ta odwróciła się i uśmiechnęła na widok rozespanego Briana.
- Cześć, kochanie - powiedziała, wtulając nos w jego włosy. Gitarzysta wpatrywał się w nią jak w obrazek - dla niego nawet teraz, dopiero po wstaniu, była piękna...





- Wiesz, że jesteś śliczna? - powiedział May, a dziewczyna spaliła buraka
- No wiesz... Ty jesteś ładniejszy. Tylko szkoda, że tak rzadko się uśmiechasz...





- Rzadko? Nawet nie wiedziałem... Ale ja zwykle jestem wesoły, tylko ostatnie dni były ciężkie... Dziś ostatni koncert... Przyjdziesz?
- Pewnie - uśmiechnęła się, a Bri odwzajemnił uśmiech i pocałował ją namiętnie.
- Cieszę się, że cię mam, wiesz?
- Ja też się cieszę... I naprawdę cię kocham.
- Mi zawsze jest ciężko uwierzyć lub zaufać komuś... Miałem wiele dziewczyn... I wszystkie były puste i leciały na jedno - mówiłem już na co. Ty jesteś inna... Mądra i kochasz mnie... Właśnie, za co mnie kochasz?
- Za to, że jesteś jaki jesteś... Brian, przy mnie nie musisz, a często to u ciebie widzę, udawać kogoś kim nie jesteś! Kocham takiego Briana jakim jesteś teraz... Kiedy jesteś prawdziwym Brianem May'em! A nie, kiedy po koncercie mnie ignorujesz i udajesz przebojowego i rozhukanego! Wiem jaki NAPRAWDĘ jesteś i nic innego mi nie trzeba. Nie jestem typem laski, której imponuje to, ile facet wypije wódki albo ile wciągnie koki!
- Ja już tak mam... Boję się, że takiego spokojnego nikt nie będzie chciał...
- Ja chciałam... A poznałam cię od prawdziwej strony... Rozumiesz już?
- Tak. Tylko... A jak znowu będzie tak, że stwierdzisz, że cię nudzę?
- KURWA, BRIAN! Kocham cię, idi... Chuju!
- Wiem, przepraszam - odparł skruszony i chciał wstać, ale Karri pociągnęła go z powrotem i warknęła:
- Czy ja ci pozwoliłam wstać? - gitarzysta był zaskoczony
- N... Nie... Ale ja...
- To siedź na dupie i mnie przepieprz, no ludu, co za nieogar!
- Aaaa! Chcesz się pieprzyć! DOBRA! 

***

Wieczorem Karola wystrojona w czerwoną sukienkę mini usiadła przy stoliku najbliżej sceny i czekała na wyjście muzyków. W końcu Brian z ekipą pojawił się na scenie i rozpoczął występ od tego. Śpiewał i grał, cały czas patrząc na Karri. Ta chłonęła go wzrokiem, jednocześnie myśląc, że to O S T A T N I koncert i JEJ Bri w końcu będzie miał dla niej czas!
Po występie poproszono Briana o zatańczenie jako pierwszego (jako, że impra miała charakter balu)
- Wybieraj, Brian, patrz ile masz pięknych kobiet! - zawołała prowadząca. Bri rozejrzał się i od razu, bez zastanowienia podszedł do stolika swojej dziewczyny.
- Mogę prosić? - spytał a Karri wstała z zaskoczeniem na twarzy.
- Jaaa? Czemu ja? - spytała szeptem, ale Bri nie odpowiedział, tylko ku uciesze zebranych, pocałował ją prosto w usta.
- Dobra, już, ok, spokojnie - wyszli na parkiet, wtulili w siebie i kołysali się wolno w rytm tzw. pościelówy.

Później kierownictwo zrobiło karaoke... Kiedy organizator wyczytał "Love Of My Life", kilkoro ludzi wepchnęło Karolinę na scenę. Ta z przerażeniem w oczach stanęła przy mikrofonie i czystym, cichym głosem zaczęła śpiewać. Tym razem Brian był oczarowany; nie wiedział, że dziewczyna ma TAKI talent!






środa, 12 czerwca 2013

TURN IT ON TONIGHT 8

 JAK ZWYKLE, DLA NASTROJU ;D

Lecieli prywatnym samolotem Briana w zupełnej ciszy. W tle leciało cicho "Imagine", a oboje myśleli o swoich sprawach. Brian wspominał Freda, a Karolina myślała o Todzie...  Choć wiedziała, że nie powinna.
- Brian...
- Hm? - ocknął się, wyrwany z zamyślenia - Mówiłaś coś?
- Mhmmm... Ja... Nie. Nic już.
- No co jest, mała, mów, nie zjem cię przecież - Bri spojrzał Karolinie w oczy
- No, bo tak jakoś... Smutno mi troszkę.
- Smutno? A cóż się stało, słonko?
- Przytul mnie, co?
- Hę?
- No... - zacięła się - Zachowujesz się jak idiota, Bri.
- Lubisz to słowo, prawda?
- Jakie?
- "Idiota".
- Przepraszam.
- Nic się nie stało.
- To przytulisz mnie?
- No jasne! - mocno przycisnął dziewczynę do siebie - Daj mi jeszcze kilka dni, potem kończy się pierwsza część trasy i będziemy mieć dwa tygodnie dla siebie... Ok?
- A mam inne wyjście niż się zgodzić? - Brian westchnął ze smutkiem, wstał i poszedł w kierunku toalety

***

Karolina snuła się po garderobie Briana i czekała aż koncert i impreza się skończą, żeby odprowadzić pijanego/nawalonego gitarzystę do łóżka. Takie życie ją nudziło, ale zbyt jej zależało na May'u, żeby wrócić do domu.
- Cześć, śliczna - obok niej usiadł techniczny basisty zespołu Briana - Nudzi ci się?
- Cholernie.
- Czemu nie pójdziesz z nim na imprezę?
- Nie mam nastroju. Poza tym, muszę go potem zaprowadzić w jednym kawałku do hotelu!
- Koteńku, też masz prawo się zabawić, Brianek da sobie radę, a jak nie to jego problem!
- No w sumieee... - zamyśliła się, po czym wstała i krzyknęła - IDĘ! O, właśnie koncert się skończył, powiem mu i idę! - Bri właśnie wchodził do garderoby, roześmiany, zgrzany i otoczony gromadką panienek lecących na jego bujną czuprynę i głębokie spojrzenie zza długich rzęs.
- Brian! - zawołała na gitarzystę, ale ten nawet nie spojrzał w jej stronę. Podeszła więc i chwyciła go za rękaw - Brian, słyszysz, mówię do ciebie!
- Tak, tak, zaraz - odparł i wrócił do rozmowy z jakąś blondi z kilogramem tapety na gębie.
- Aaa... BRIAN, CHOLERA! - krzyknęła i szarpnęła go w swoją stronę
- Coo? - zaśmiał się i spojrzał jej w oczy
- Już nic... - ujrzawszy jego zamglone spojrzenie, nawet nie chciało jej się powiedzieć jednego słowa. Puściła rękaw gitarzysty i odepchnęła go z powrotem do lasek, wzdychając ze smutkiem. Najlepiej tak - nawalić się i mieć wszystko w dupie...

Karri wzięła swoją torebkę i wyleciała z garderoby, jakby goniło ją stado wściekłych bizonów. Znalazła pierwszy lepszy klub i zapamiętała tylko tyle, że jacyś kolesie postanowili stawiać jej wódkę...

***

Rano obudziła się w swoim łóżku, w swoim pokoju hotelowym. Dyskretnie podniosła głowę i zauważyła Briana rozmawiającego z jakąś kobietą, która trzymała na ręku kilkuletnią dziewczynkę.
- Zrozum, Susie, że ja nie chcę! Dałem ci prawa do niej 5 lat temu, jak tylko dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży!
- Brian... Bri... To też twoja córka... Ona chce mieć ojca...
- Susan! Proszę, nie psuj mi życia! Ja mam... kogoś na kim mi zależy... A ty... Wy dla mnie już nic nie znaczycie... Poza tym, to była w 100% twoja wina, wiesz o tym.
- Czyli... Nie?
- Susie... Wiesz, co odpowiem. Mała jest śliczna, ale... Nie mam czasu na dzieci! Ledwo mam 10 minut dla siebie...
- Ona zawsze będzie twoja, pamiętaj. Wiesz jak sie nazywa?
- Katie... - szepnął gitarzysta  i dodał - Odwiedzę was kiedyś. Trzymaj się, Susan - cmoknął kobietę w policzek i cicho zamknął drzwi.
- Czemu mi nie powiedziałeś? - Karri usiadła na łóżku
- Karola...
- Brian... Mieliśmy być ze sobą szczerzy. Czemu nic nie wiedziałam?
- Bałem się, że mnie zostawisz... - wyszeptał prawie niesłyszalnie
- To nie jest wytłumaczenie, Brian.
- Przepraszam. Zrozumiem, jeśli spakujesz się i odejdziesz.
- Coś ty. Ale mam do ciebie parę spraw związanych z wczorajszym dniem...
- Nic nie pamiętam z wczoraj! - podniósł ręce w obronnym geście
- Fajnie się mnie ignorowało?
- A właśnie! Obiecałaś, że mnie odprowadzisz do hotelu!
- Miałeś wystarczającą obstawę.
- Ale... CO? Ja się... Kurwa! - ukrył twarz w dłoniach - Ty myślisz, że poszedłem z którąkolwiek do łóżka?! - wzruszył ramionami - Byłem, nawalony i pijany, a nie dość, że ani jednej nie dotknąłem, to później na nogach po ciebie przyszedłem i zaniosłem cię do hotelu... Nie pytaj jak to zrobiłem, ale cię przebrałem, przykryłem, a twoja torebka leży tam - pokazał na szafkę nocną. Po policzkach Karoliny popłynęły dwa strumyki gorących łez
- Przepraszam, Bri... - powiedziała miękko, czule, najczulej jak umiała i wtuliła się w niego. Pogłaskał ją niepewnie po plecach; od zawsze był nieśmiały w okazywaniu uczuć, zwłaszcza, kiedy nie wiedział, czy są odwzajemnione.
- Kocham cię, wiesz?
- Ja cię też, mała - zaczęli się całować. Po chwili leżeli na sobie i już mieli się posunąć dalej, niż kiedykolwiek wcześniej, ale...
- Brian... Ups! - do pokoju wpadł menadżer muzyka - Przepraszam, stary, ale jest błąd w ich umowie, zobacz, o, tutaj - pokazał mu jakiś papier, a gitarzysta w skupieniu pochylił się nad nim. Karolina uwielbiała patrzeć, jak tak pracował... Zawsze, kiedy robota się przeciągała, całowała go w szyję lub w ucho, żeby poświęcił jej trochę uwagi. Teraz stanęła za nim i kreśliła palcami kółeczka na szyi i karku Briana, a ten cicho mruczał z zadowoleniem.
- Mmmm... Ok, po prostu zmieńmy to na stawki tygodniowe, wtedy oprocentowanie będzie mniejsze - powiedział gitarzysta, po przeczytaniu umowy.
- A oprócz tego...
- Może być, nic nie zmieniaj oprócz tego oprocentowania i wyjdź już, proszę.
- Jasne... Ok, dzięki - pożegnał się menadżer i para ponownie została sama.
- Mhmmm... Lubię, kiedy mi przeszkadzasz w pracy... - wymruczał, przyciągając ją do siebie - Daj buzi!
- Tobie zawsze - jak powiedziała, tak zrobiła.

I nie wiadomo, czy po prostu emocje wzięły górę, czy może coś innego, ale po kilku minutach koszulki Karoliny i Briana leżały gdzieś pod drzwiami, a oni całowali się coraz goręcej. Zaczynało się robić niebezpiecznie...
- Brian...!
- Co jest? - zauważył wahanie w oczach dziewczyny - Na pewno tego chcesz? Nie  musimy przecież...
- Bo ja... Zresztą, wiesz co... To już nic nie znaczy! - powiedziała i zręcznie rozpięła jego pasek. Bri jęknął cichutko i pozwolił robić sobie dobrze. Kiedy mu się znudziło, przerzucił Karolinę przez ramię i ułożył ją na łóżku. Pozbył się ostatniego skrawka materiału na jej ciele i pochylił się nad dziewczyną.
Spojrzeli sobie w oczy i zamarli na kilka sekund, po czym Brian delikatnie objął dziewczynę w pasie i wszedł...

Karola aż krzyknęła. Brian był, delikatnie mówiąc, dość hojnie obdarzony przez naturę... O.o Co jednak BARDZO jej odpowiadało :D

Już po kilkunastu minutach oboje osiągnęli ogromny orgazm i opadli zmęczeni na poduszki.
- O... Cholerka... Brian... Trzeba było się wcześniej pochwalić arsenałem! - gitarzysta spalił buraka i roześmiał się cicho
- Hehe... Taaak...
- No weź się przestań wstydzić, bo NAPRAWDĘ nie masz czego! - starała się patrzeć mu prosto w oczy, lecz było to BARDZO trudne ze względów wiadomych...
- No niby nie mam... Ale... Kuźwa, zawsze tak jest!
- Co?
- Każda laska leciała albo na moją sławę albo na mojego kutasa!
- Ja nie. Ja cię kocham za to jaki jesteś!
- Wiem... Kurde, co ja bym dał za...
- NIE KOŃCZ! -  przerwała mu szybko i zaczęła delikatnie go pieścić. Bri przełknął ślinę i odchylił głowę do tyłu. Po chwili wydał z siebie potężne jęknięcie i chwycił Karri za ramiona, mocno wpijając się w jej usta. Zręcznie wsunął w ni dwa palce i pozwolił jej krzyczeć na cały pokój, a kiedy ledwo wytrzymywała, wszedł ponownie, mocniej i rozkoszniej.
- B... Bri... Brian... - pojękiwała, a gitarzysta tylko jęczał, przymykając oczy.

W końcu doszedł pierwszy, ale nie przestał, tylko przyspieszył i skończył dopiero, kiedy dziewczyna osiągnęła orgazm.

Byli tak wykończeni, że zdołali przytulić się i zasnąć nago, bez ubrania i bez okrycia... To, że mieli otwarte drzwi to już szczegół...

***********************************

I jak podobało się? Liczę na Twój (tak, tak, nie patrz na innych) komentarz! Przycisk "dodaj komentarz" nie gryzie ;__;