- Brian???
- Coś taka zdziwiona, przecież się wymieniliśmy numerami!
- No, ja... Wiem, ale i tak...
- Słuchaj, chciałem tylko... Bo za kilka dni będę w Tokyo... Dokładnie za 3... Będziecie jeszcze?
- Tak, a co?
- Bo chciałbym pójść z tobą... No na obiad... Chciałabyś?
- Czy bym chciała? No pewnie!
- To w czwartek... O 13. Pasuje?
- Jak najbardziej.
- To na razie.
- Na razie, Brian... - odłożyła słuchawkę i uśmiechnęła się. "BRIAN MAY SIĘ ZE MNĄ UMÓWIŁ!!!" - pomyślała i aż podskoczyła ze szczęścia
...........................................................................................................................
UWAGA TECHNICZNA: BRIAN, SLASH I WSZYSCY INNI SĄ DUŻO STARSI, ALE W OPOWIADANIU SĄ KOŁO TRZYDZIESTKI! WIEM, ŻE DUŻO KONCERTÓW I PŁYT NIE MIAŁOBY MIEJSCA, ALE NIE PATRZYMY W PRZESZŁOŚĆ TYLKO TERAZ. DZIĘKUJĘ
..........................................................................................................................
*** 3 DNI PÓŹNIEJ ***
Karolina stała przed hotelem, czekając na Briana. Ubrana była w czarną, elegancką sukienkę do kolana i czarne szpilki. Niecierpliwie stukała obcasem o chodnik przed dobre 10 minut zanim Brian nie podjechał swoim sportowym, czarnym BMW.
- Hej - przywitał się, cmokając dziewczynę w policzek - Wsiadaj - przez kilka pierwszym minut jazdy nie odzywali się. Potem jednak Brian nieśmiało zaczął rozmowę:
- To... Jakie są twoje ulubione zespoły?
- KISS... AC/DC... Aerosmith... Queen - na to słowo gitarzysta uśmiechnął się - Led Zeppelin... Guns N' Roses... The Rolling Stones. No i dużo innych.
- A gdybyś miała wybrać 3 ulubione tak najbardziej?
- Queen, AC/DC, Aerosmith.
- Mówisz to z grzeczności...
- Nieprawda. Kocham Queen! - Brian zabawnie spuścił głowę, speszony słowami Karoliny.
- Nie wstydź się talentu!
- Nie, nie, to nie tak, ja po prostu nie lubię się chwalić... I być chwalonym.
- No błagam!
- Serio!
- Skromny z ciebie gitarzysta - uśmiechnęła się - Jak ty sobie radzisz z uwielbieniem publiczności?
- Dobrze. Cieszę się, że mogę im dać muzykę. Kiedy gram... To tak, jakbym im dawał całego siebie... Rozumiesz?
- Jasne. Już jesteśmy? - spytała, widząc, że mężczyzna parkuje.
- No tak - wyszli z samochodu. Brian wziął Karolę pod rękę i razem weszli do restauracji. Zajęli stolik i gitarzysta zapytał:
- Na co masz ochotę?
- Ty serio taki jesteś, czy teraz tylko?
- Ale co?
- No, bo tak jakoś sztywny jesteś... Taki za grzeczny.
- Wszyscy mi to mówią. Ja po prostu jestem kulturalny i tyle!
- To nie przykrywka?
- Nie. A co?
- No nic, bo... Bardzo mi się taki podobasz - wymamrotała i spłonęła rumieńcem. Brian w duchu ogromnie się ucieszył, ale nie dał tego po sobie poznać i tylko skomentował:
- Miło mi. Naprawdę, dziękuję. To co zamawiamy?
***
- Tooo... Kiedy znów się zobaczymy? - spytał brunet po odwiezieniu Karoliny pod hotel
- No nie wiem... A kiedy byś chciał?
- Zawsze - odparł i przeklął w duchu "Czemu to powiedziałeś, idioto!"
- Hm, nie mam nic przeciwko temu! - odparła ze źle ukrywanym szczęściem - To jutro?
- Jutro. Przyjadę o 11.
- Ok. Ja już może pójdę...
- Przejdźmy się jeszcze, co?
- Jak chcesz... Fajnie. - w lesie do którego poszli było ciemno i trochę chłodno, ale ciepła ręka Briana dodawała Karri otuchy. Nawet nie zauważyła kiedy zetknęły się ich ramiona, a druga ręka gitarzysty objęła ją w pasie.
***
"Myles! Zdecydowałem się odejść z zespołu... Na jakiś czas. Nie jestem w stanie wrócić... Źle się czuję z tym co zrobiłem wam i Karolinie. Niech zapomni o mnie. Ja nie istnieję, ok?
Wrócę może za 3,4 miesiące.
Rock forever!
Todd" - przeczytał Slash, a towarzystwo spojrzało po sobie.
- Co powie Karolina? - jęknął Brent - Ja jej tego nie po... - w pół zdania przerwało my wejście dwóch osób.
- BRIAN? KAROLA? WY... CO? - zdziwił się Myles
- Na spacerze byliśmy, nie można? - odparowała Karri, a Slash uśmiechnął się pod nosem. Udało się.
- Można, można... Jejku, zawsze o tym marzyłem, cześć, stary, jestem Myles - emocjonował się wokalista
- Miło mi, Brian May - gitarzysta Queen podał mu dłoń i mężczyźni uściskali się serdecznie.
- Brian, może usiądziesz z nami, co? - zaproponował Brent
- Nie, dzięki, może innym razem, wracam do hotelu. Idziesz, Karri?
- No... Gdzie w sensie?
- No... Pożegnać się.
- A! Tak, jasne! - poderwała się z miejsca i podeszła do Briana
- Dzięki, dobranoc - pożegnał się
- Wpadniesz kiedyś, nie? - poprosił Myles
- Jasne. Cześć wszystkim!
- Narka!
***
- Slash... - zaczął podejrzliwie Franek
- Nic nie mów. Wszystko idzie tak jak trzeba.
- Co... Co?! Jak to idzie jak trzeba???
- O nic się nie martw, słonko, wszystko będzie dobrze - uspokoił Saul - Myślisz, że po co ich poznałem ze sobą?
- Hm... - mruknął Franek nieprzekonany ale po chwili namysłu dodał - W sumie... To nie byłoby takie złe... Nawet bardzo dobre!
- A widzisz! - uśmiechnął się gitarzysta solowy
***
- No to do jutra, Brian...
- Do jutra, złotko - cmoknął ją czule w policzek i podszedł do swojego auta. Zanim wsiadł, spojrzał w ciemności, gdzie stała dziewczyna
- Mała, ja...
- Tak? - momentalnie znalazła się przy nim.
- Nic, idź już. Dobranoc.
- Jasne, nawzajem. - pobiegła w kierunku hotelu, a Brian fuknął:
- TCHÓRZ! - i pojechał do siebie.
***
- Hm... Chłopaki, bo ja... Bo Brian... - plątała się - Dziś wyjeżdża i zaproponował mi... Żeby jechać z nim... Czy nie mielibyście nic przeciwko...
- Mała - Frank położył jej ręce na ramionach - Nikt cię tu nie trzyma. Wrócisz, kiedy będziesz chciała, jesteśmy w kontakcie.
- Dziękuję - wyściskała wszystkich i poszła się spakować.
Godzinę później witała się z gitarzystą Queen przed jego hotelem.
- Gotowa na podróż?
- Z tobą zawsze!
- No to... JEDZIEMY! - pociągnął ją za rękę w kierunku... SAMOCHODU?
- Co? Auto? Jaja sobie robisz?
- Pojedziemy do oceanu, a potem w samolot - wyszczerzył się lekko - No chodź, będzie fajnie.
- Jasne. Kto prowadzi?
- Ja!
- Cooo? - jęknęła, ale posłusznie wsiadła. Okazało się, że Brian bardzo dobrze prowadzi! Karola odprężyła się i prowadziła normalną rozmowę z brunetem, podczas gdy godziny mijały...
W samochodzie spędzili 3 dni. Po tym czasie znali się na wylot i mogli bez problemu mówić o sobie przyjaciele...
Brian, dość nieporadnie zresztą, próbował coś przekazać Karoli, ale niestety mu nie wychodziło. Jednak dziewczyna zaczynała coś podejrzewać...
.
piątek, 31 maja 2013
TURN IT ON TONIGHT 4
Stała pośrodku pokoju, zanosząc się histerycznym szlochem. Chyba ją ktoś usłyszał, bo po chwili do pokoju wpadli pozostali muzycy.
- Karolina! Co jest? Todd gdzieś poszedł, nie wiemy gdzie! Czemu ty płaczesz? Hej!
- CISZA! - wrzasnął Myles i podszedł do dziewczyny - Co się tutaj działo? - opowiedziała im o wszystkim, a zespół słuchał w milczeniu.
- Nie rozumiem go - mruknął Slash
- Ja też nie - zgodził się Brent i podszedł do szatynki, obejmując ją ramieniem - Nie płacz. Wszystko się ułoży...
- Franek...? - szepnęła, a gitarzysta momentalnie znalazł się przy niej
- Tak?
- Niech oni idą, a ty zostań ze mną, dobrze? - wyszeptała mu do ucha
- Jasne. - odszepnął i dodał już głośno - Idźcie już, co? Ona... No wiecie.
- Na pewno? - zatroszczył się Myles. Karri kiwnęła głową i po chwili zostali tylko we dwoje.
- Frank... Dlaczego on mi to zrobił, co? Powiedział... Mówił, że mnie kocha!
- Bo on cię kocha... Tylko trochę go to przerosło. Pogadać z nim?
- Zrobisz to dla mnie???
- Oczywiście. Ale dajmy mu parę dni. Niech się uspokoi i te de... Rozumiesz?
- Mhm... Tak, jasne. Zostań ze mną na noc, dobrze? Nie chcę być sama...
- Oczywiście, że zostanę, od tego jest przyjaciel!
- Dziękuję ci - przytuliła się do chłopaka i już po chwili zasnęła, zmęczona wszystkimi wydarzeniami
*** 10 DNI PÓŹNIEJ, LOS ANGELES ***
Todd szedł wolno leśną ścieżką i rozmyślał nad swoim życiem.
- Jesteś idiotą, Kerns. Nie przemyślałeś nic i straciłeś kogoś, kogo tak kochałeś... Dla głupich, nic nie wartych dziwek... Co teraz niby zrobisz?
- Dać ci radę? - usłyszał cichy, melodyjny głos. Spojrzał w bok i ujrzał medytującego... JOE PERRY'EGO!
- Joe?!
- Tak mam na imię. Chcesz tą radę, czy nie?
- Chcę.
- Jeśli chcesz odzyskać dziewczynę... Musisz po pierwsze tego chcieć w 100%... Chcesz?
- Chcę.
- Po drugie: musisz wiedzieć co jest dla ciebie ważniejsze, prawdziwa miłość na zawsze, czy dziwki na chwilę.
- Chcę odzyskać moją Karolinę.
- A więc po trzecie: Musisz umieć przeprosić.
- Nie jestem w tym dobry...
- Chodź tu, nauczę cię.
Godzinę później Todd szedł z powrotem i kręcił głową ze zdziwieniem. Joe Perry uczył go przepraszać dziewczynę...
Ale basista już wiedział co musi zrobić. Kiedy wyjawił swój plan Perry'emu, gitarzysta aż odsunął się kawałek i spojrzał na niego, mówiąc:
- Jesteś pewien, że TAK to chcesz rozegrać?
- Jestem pewien. Na sto procent.
- Powodzenia, stary - Joe poklepał go po ramieniu i zniknął tak samo niespodziewanie jak się pojawił.
***
Kiedy rano, jak zwykle w innym miejscu, Karolina się obudziła, pierwsze co zrobiła, to sprawdziła rozpiskę trasy koncertowej i datę w kalendarzu, żeby w ogóle wiedzieć, gdzie jest. Wywnioskowała Japonię, konkretnie Tokyo.
Od zniknięcia Todda dołączyła do dwuosobowego kółka Chlaczy, jak to nazywali Slash i Franek. Co wieczór upijała się do nieprzytomności i urywał się jej film. Myles patrzył na to z niesmakiem i próbował stopować szatynkę, ale ona miała gdzieś jego upomnienia.
- Frank - zaczepił Myles gitarzystę rytmicznego - Czy możesz w końcu przestać?
- Ale co? - spytał, biorąc łyka z puszki z colą
- To upijanie Karoli!
- Ja jej nie zmuszam, ona sama przychodzi i pije z nami.
- Wszystkim nam brakuje Todda... Nawet mi... Chciałbym wiedzieć gdzie on jest... Ale nie możecie tak robić! W końcu któremuś z was coś się stanie!
- Nie kracz... - fuknął rytmiczny i chciał sobie pójść, ale Myles chwycił go za ramię
- Kurwa! Weźcie mnie w końcu na poważnie! Nikt mnie nie słucha! NIKT! - zaczął krzyczeć - Ileż można! Odchodzę, kurwa! - odwrócił się i nerwowym krokiem pobiegł w niewiadomym kierunku. Franka zatkało. Stał z otwartymi ustami i patrzył w stronę w którą odszedł wokalista. Po chwili pobiegł za nim.
- MYLES! Zaczekaj, Myles! - znalazł go w składziku na miotły. Wokalista siedział na ziemi, ramiona trzęsły mu się jakby od płaczu - Myles... Ty płaczesz?
- Frank... To wszystko się wali... Niech Todd już wróci i nie robi sobie jaj... - wykrztusił z trudem i położył głowę na swoich kolanach
- Myles... Nie wiedziałem, że tak to przeżywasz... My już będziemy grzeczni, obiecuję - Myles podniósł głowę i uśmiechnął się delikatnie
- Dziękuję - uściskali się i wrócili do swoich codziennych zajęć.
***
Karolina siedziała w pokoju, nudząc się niemiłosiernie. Przed chwilą rozmawiała z Mylesem i Frankiem o piciu i obiecała przystopować. A co miała robić oprócz picia?
Włączyła sobie koncert Queen i patrzyła w ekran, ale tak naprawdę nie widziała koncertu. Przed oczami miała Todda i tylko Todda.
Kiedy tak rozmyślała, ktoś zapukał do drzwi jej pokoju.
- Cześć, mogę? - spytał Slash
- Jasne, wchodź. Coś się stało?
- No... Nudzisz się?
- Nawet nie wiesz jak.
- Bo mam bilety... Na jutrzejszy występ Briana Maya...
- Gdzie?
- We Francji - wyszczerzył zęby
- Jak masz zamiar się tam dostać?
- Wsiadamy w samolot i lecimy!
- No nie wiem...
- Oj tam, no chodź!
- Ok... To kiedy?
- Teraz!
- Co?
- To!
I tak, 20 minut potem, wsiadali do prywatnego samolotu zespołu.
- Jaki to występ?
- No... Taki solowy... - powiedział niepewnie - Zobaczysz zresztą!
***
Stali przy samej scenie w teatrze. Slash schował włosy pod czapką, a oczy pod okularami. Brian wyszedł na scenę i wszyscy zaczęli klaskać i się wydzierać.
Gitarzysta Queen odetchnął, przywitał się z publicznością i zaczął występ od... właśnie tego utworu.
Na jego twarzy malowało się wzruszenie i przejęcie. Śpiewał całym sercem, całą duszą.
Karolina nie mogła powstrzymać łez. Ten utwór kojarzył jej się z... Nim. Z Toddem. Mimo tego, wpatrywała się w Briana jak w obrazek. Bardzo jej się podobało i ani nie zauważyła jak minęło 1,5 godziny show. Muzyk pożegnał się i zszedł ze sceny.
- Slash, mam prośbę...
- Nie kończ. Już idziemy - mrugnął do niej i pociągnął w stronę garderoby. Okazał jakieś plakietki i weszli.
- Zaraz poznasz Briana! Cieszysz się?
- I to jak! - znaleźli się w małym pokoiku. Na kanapie siedział Brian i wyglądał jakby na nich czekał.
- Slash!
- Brian, stary! Jak tam? (*Jak już wspominałam, wiek osób został zmieniony, są młodsi niż normalnie)
- A dobrze, dobrze. To twoja dziewczyna?
- Ja mam już Michelle, to jest moja przyjaciółka, Karolina.
- Cześć - Brian podał jej rękę
- Cześć, miło mi cię poznać. Jestem Karolina, ale mów mi Karii.- uścisnęła dłoń muzyka
- Usiądźcie, zaraz przyniosę coś do picia - Karri otwarła szeroko oczy ze zdziwienia. ŻADEN z muzyków, których kiedykolwiek spotkała, nikomu nie przyniósł picia. Zawsze kogoś posyłał. A Brian kulturalnie poszedł, sam przyniósł i jeszcze rozlał do szklanek!
- To co mi powiecie? - zaczął rozmowę gitarzysta Queen
- Todd zniknął - odparł Slash i streścił kumplowi całą sytuację. Brian słuchał uważnie, a potem skomentował to jednym, jakże trafnym zdaniem:
- Nie wszystko złoto, co się świeci. - Slash i Karolina pokiwali głowami
- Wiecie co... Muszę do kibla. Zaraz wracam - powiedział Saul i wyszedł z pomieszczenia. Zostali we dwoje, ona i Brian.
- Hm... Brian?
- Tak?
- Wiesz... Jeden z utworów Queen... Bardzo mi przypomina obecną sytuację.
- Too Much Love Will Kill You?
- Skąd wiesz?
- Widziałem twoją reakcję, stałaś przede mną, złotko. Ale podobało ci się?
- Cudownie śpiewasz i grasz. Uwielbiam cię!
- Nie jestem nawet w połowie tak dobry jak... Freddie. To było 21 lat temu... A ja nadal nie potrafię się otrząsnąć. Straciłem najważniejszą... Jedną z najważniejszych osób w moim życiu... A drugą też straciłem, ale z mojej winy - uśmiechnął się smutno - Nazywała się Natalie...
- Rozumiem.
- Mała, ratujcie to póki nie jest za późno... Ja nie zdążyłem.
- Co... Się stało? Jeśli mogę spytać...
- Po kolejnej kłótni pojechała do domu... I nie dojechała...
- Tak mi przykro... - niepewnie przytuliła Briana, a on nie zaprotestował.
- Dzięki. Naprawdę dziękuję.
- To ja dziękuję , że mogłam ci się zwierzyć.
- A ja tobie - wtedy wszedł Slash
- O czy gadacie?
- O niczym w sumie... O występie.
- Dzięki, że mój występ nazywasz niczym! - fuknął Brian ze śmiechem
- Ej, to nie miało tak zabrzmieć!
- Ale zabrzmiało! - tak upłynęło następne kilka godzin
***
W samolocie, kiedy wracali, Karolina ciągle miała w głowie głos Briana:
- Mała, ratujcie to póki nie jest za późno... - wyciągnęła z torby płytę z utworami Queen śpiewanymi przez ich gitarzystę. Zajrzała do wkładki, gdzie była dedykacja "Dla mojej przyjaciółki, Karoliny. Niech ci się wszystko ułoży, tak jak chcesz... Brian" i jego autograf. Westchnęła i włączyła MP4. Wybrała płytę Aerosmith "The Greatest Ballads" i wsłuchała się w piękny głos Tylera.
***
Obudziła się podczas lądowania. Wyłączyła odtwarzacz i kiedy samolot stanął, wysiadła. Było czarno, tak czarno, że ledwo zobaczyła sylwetkę Slasha.
- Pójdę już do hotelu... Idziesz?
- Nie, jeszcze chwilkę pospaceruję... Nie masz nic przeciwko?
- Co ty, idź. Na razie.
- Narka i... Slash... Dziękuję ci za to. Za ten koncert i poznanie Briana i... - wtedy jej przerwał. To było prawie niewyczuwalne, ale było. Saul delikatnie musnął jej usta i szybko zniknął w ciemnościach nocy.
Karola odwróciła się i skierowała swe kroki do lasku za hotelem. Szła i rozmyślała. Slash ją pocałował... To nic nie znaczy! I tyle.
Wyparła ten fakt z głowy i skupiła się na radach Briana. Wyjęła komórkę i wykręciła numer, który znała na pamięć. Jakie było jej zdziwienie, gdy w słuchawce odezwał się sygnał!
- Halo?
- H... H... Halo?
- Kto mówi?
- Ja... Karolina...
- Karolina... - powtórzył miękkim głosem - Czemu dzwonisz o 3 w nocy?
- Bo dopiero wróciłam z koncertu Briana Maya... Gdzie jesteś?
- Tam gdzie ciebie nie ma i nie będzie.
- Todd, ja... Wróć do nas, proszę.
- Nie.
- Ale...
- NIE I KONIEC! - krzyknął i rozłączył się. Dziewczyna westchnęła. To było za trudne na jej biedną głowę.
- Pogódź się z tym, idiotko! On cię nie kocha i KONIEC! - powiedziała sobie i wróciła do hotelu. Przed drzwiami jej pokoju czekał Saul.
- Karri, ja tylko chciałem...
- Ciii - położyła mu palec na ustach - Nic się nie stało. Jest okej. Rozmawiałam z Toddem...
- TAK?
- Ciszej, wszyscy już śpią. Spytałam gdzie jest i czy wróci, a on się wkurzył, wrzasnął "nie" i się rozłączył.
- Hmmm... Bez sensu.
- Ale przedtem tak słodko, mięciutko powiedział "Karolina"... - rozmarzyła się szatynka
- Nie łudź się, dobra? Robię to dla ciebie, żebyś potem nie była wrakiem człowieka przez tego skurwiela!
- Slash, to moje życie, poradzę sobie - przytuliła gitarzystę i weszła do swojej sypialni.
Wykąpała się i kiedy zasypiała, na zegarku była 4.12...
***
Obudził ją dźwięk telefonu.
- Halooo? - spytała zaspanym głosem
- Cześć... Nie przeszkadzam? - Karolina aż się zakrztusiła. To niemożliwe... Przecież nie mógł do niej zadzwonić...
- Karolina! Co jest? Todd gdzieś poszedł, nie wiemy gdzie! Czemu ty płaczesz? Hej!
- CISZA! - wrzasnął Myles i podszedł do dziewczyny - Co się tutaj działo? - opowiedziała im o wszystkim, a zespół słuchał w milczeniu.
- Nie rozumiem go - mruknął Slash
- Ja też nie - zgodził się Brent i podszedł do szatynki, obejmując ją ramieniem - Nie płacz. Wszystko się ułoży...
- Franek...? - szepnęła, a gitarzysta momentalnie znalazł się przy niej
- Tak?
- Niech oni idą, a ty zostań ze mną, dobrze? - wyszeptała mu do ucha
- Jasne. - odszepnął i dodał już głośno - Idźcie już, co? Ona... No wiecie.
- Na pewno? - zatroszczył się Myles. Karri kiwnęła głową i po chwili zostali tylko we dwoje.
- Frank... Dlaczego on mi to zrobił, co? Powiedział... Mówił, że mnie kocha!
- Bo on cię kocha... Tylko trochę go to przerosło. Pogadać z nim?
- Zrobisz to dla mnie???
- Oczywiście. Ale dajmy mu parę dni. Niech się uspokoi i te de... Rozumiesz?
- Mhm... Tak, jasne. Zostań ze mną na noc, dobrze? Nie chcę być sama...
- Oczywiście, że zostanę, od tego jest przyjaciel!
- Dziękuję ci - przytuliła się do chłopaka i już po chwili zasnęła, zmęczona wszystkimi wydarzeniami
*** 10 DNI PÓŹNIEJ, LOS ANGELES ***
Todd szedł wolno leśną ścieżką i rozmyślał nad swoim życiem.
- Jesteś idiotą, Kerns. Nie przemyślałeś nic i straciłeś kogoś, kogo tak kochałeś... Dla głupich, nic nie wartych dziwek... Co teraz niby zrobisz?
- Dać ci radę? - usłyszał cichy, melodyjny głos. Spojrzał w bok i ujrzał medytującego... JOE PERRY'EGO!
- Joe?!
- Tak mam na imię. Chcesz tą radę, czy nie?
- Chcę.
- Jeśli chcesz odzyskać dziewczynę... Musisz po pierwsze tego chcieć w 100%... Chcesz?
- Chcę.
- Po drugie: musisz wiedzieć co jest dla ciebie ważniejsze, prawdziwa miłość na zawsze, czy dziwki na chwilę.
- Chcę odzyskać moją Karolinę.
- A więc po trzecie: Musisz umieć przeprosić.
- Nie jestem w tym dobry...
- Chodź tu, nauczę cię.
Godzinę później Todd szedł z powrotem i kręcił głową ze zdziwieniem. Joe Perry uczył go przepraszać dziewczynę...
Ale basista już wiedział co musi zrobić. Kiedy wyjawił swój plan Perry'emu, gitarzysta aż odsunął się kawałek i spojrzał na niego, mówiąc:
- Jesteś pewien, że TAK to chcesz rozegrać?
- Jestem pewien. Na sto procent.
- Powodzenia, stary - Joe poklepał go po ramieniu i zniknął tak samo niespodziewanie jak się pojawił.
***
Kiedy rano, jak zwykle w innym miejscu, Karolina się obudziła, pierwsze co zrobiła, to sprawdziła rozpiskę trasy koncertowej i datę w kalendarzu, żeby w ogóle wiedzieć, gdzie jest. Wywnioskowała Japonię, konkretnie Tokyo.
Od zniknięcia Todda dołączyła do dwuosobowego kółka Chlaczy, jak to nazywali Slash i Franek. Co wieczór upijała się do nieprzytomności i urywał się jej film. Myles patrzył na to z niesmakiem i próbował stopować szatynkę, ale ona miała gdzieś jego upomnienia.
- Frank - zaczepił Myles gitarzystę rytmicznego - Czy możesz w końcu przestać?
- Ale co? - spytał, biorąc łyka z puszki z colą
- To upijanie Karoli!
- Ja jej nie zmuszam, ona sama przychodzi i pije z nami.
- Wszystkim nam brakuje Todda... Nawet mi... Chciałbym wiedzieć gdzie on jest... Ale nie możecie tak robić! W końcu któremuś z was coś się stanie!
- Nie kracz... - fuknął rytmiczny i chciał sobie pójść, ale Myles chwycił go za ramię
- Kurwa! Weźcie mnie w końcu na poważnie! Nikt mnie nie słucha! NIKT! - zaczął krzyczeć - Ileż można! Odchodzę, kurwa! - odwrócił się i nerwowym krokiem pobiegł w niewiadomym kierunku. Franka zatkało. Stał z otwartymi ustami i patrzył w stronę w którą odszedł wokalista. Po chwili pobiegł za nim.
- MYLES! Zaczekaj, Myles! - znalazł go w składziku na miotły. Wokalista siedział na ziemi, ramiona trzęsły mu się jakby od płaczu - Myles... Ty płaczesz?
- Frank... To wszystko się wali... Niech Todd już wróci i nie robi sobie jaj... - wykrztusił z trudem i położył głowę na swoich kolanach
- Myles... Nie wiedziałem, że tak to przeżywasz... My już będziemy grzeczni, obiecuję - Myles podniósł głowę i uśmiechnął się delikatnie
- Dziękuję - uściskali się i wrócili do swoich codziennych zajęć.
***
Karolina siedziała w pokoju, nudząc się niemiłosiernie. Przed chwilą rozmawiała z Mylesem i Frankiem o piciu i obiecała przystopować. A co miała robić oprócz picia?
Włączyła sobie koncert Queen i patrzyła w ekran, ale tak naprawdę nie widziała koncertu. Przed oczami miała Todda i tylko Todda.
Kiedy tak rozmyślała, ktoś zapukał do drzwi jej pokoju.
- Cześć, mogę? - spytał Slash
- Jasne, wchodź. Coś się stało?
- No... Nudzisz się?
- Nawet nie wiesz jak.
- Bo mam bilety... Na jutrzejszy występ Briana Maya...
- Gdzie?
- We Francji - wyszczerzył zęby
- Jak masz zamiar się tam dostać?
- Wsiadamy w samolot i lecimy!
- No nie wiem...
- Oj tam, no chodź!
- Ok... To kiedy?
- Teraz!
- Co?
- To!
I tak, 20 minut potem, wsiadali do prywatnego samolotu zespołu.
- Jaki to występ?
- No... Taki solowy... - powiedział niepewnie - Zobaczysz zresztą!
***
Stali przy samej scenie w teatrze. Slash schował włosy pod czapką, a oczy pod okularami. Brian wyszedł na scenę i wszyscy zaczęli klaskać i się wydzierać.
Gitarzysta Queen odetchnął, przywitał się z publicznością i zaczął występ od... właśnie tego utworu.
Na jego twarzy malowało się wzruszenie i przejęcie. Śpiewał całym sercem, całą duszą.
Karolina nie mogła powstrzymać łez. Ten utwór kojarzył jej się z... Nim. Z Toddem. Mimo tego, wpatrywała się w Briana jak w obrazek. Bardzo jej się podobało i ani nie zauważyła jak minęło 1,5 godziny show. Muzyk pożegnał się i zszedł ze sceny.
- Slash, mam prośbę...
- Nie kończ. Już idziemy - mrugnął do niej i pociągnął w stronę garderoby. Okazał jakieś plakietki i weszli.
- Zaraz poznasz Briana! Cieszysz się?
- I to jak! - znaleźli się w małym pokoiku. Na kanapie siedział Brian i wyglądał jakby na nich czekał.
- Slash!
- Brian, stary! Jak tam? (*Jak już wspominałam, wiek osób został zmieniony, są młodsi niż normalnie)
- A dobrze, dobrze. To twoja dziewczyna?
- Ja mam już Michelle, to jest moja przyjaciółka, Karolina.
- Cześć - Brian podał jej rękę
- Cześć, miło mi cię poznać. Jestem Karolina, ale mów mi Karii.- uścisnęła dłoń muzyka
- Usiądźcie, zaraz przyniosę coś do picia - Karri otwarła szeroko oczy ze zdziwienia. ŻADEN z muzyków, których kiedykolwiek spotkała, nikomu nie przyniósł picia. Zawsze kogoś posyłał. A Brian kulturalnie poszedł, sam przyniósł i jeszcze rozlał do szklanek!
- To co mi powiecie? - zaczął rozmowę gitarzysta Queen
- Todd zniknął - odparł Slash i streścił kumplowi całą sytuację. Brian słuchał uważnie, a potem skomentował to jednym, jakże trafnym zdaniem:
- Nie wszystko złoto, co się świeci. - Slash i Karolina pokiwali głowami
- Wiecie co... Muszę do kibla. Zaraz wracam - powiedział Saul i wyszedł z pomieszczenia. Zostali we dwoje, ona i Brian.
- Hm... Brian?
- Tak?
- Wiesz... Jeden z utworów Queen... Bardzo mi przypomina obecną sytuację.
- Too Much Love Will Kill You?
- Skąd wiesz?
- Widziałem twoją reakcję, stałaś przede mną, złotko. Ale podobało ci się?
- Cudownie śpiewasz i grasz. Uwielbiam cię!
- Nie jestem nawet w połowie tak dobry jak... Freddie. To było 21 lat temu... A ja nadal nie potrafię się otrząsnąć. Straciłem najważniejszą... Jedną z najważniejszych osób w moim życiu... A drugą też straciłem, ale z mojej winy - uśmiechnął się smutno - Nazywała się Natalie...
- Rozumiem.
- Mała, ratujcie to póki nie jest za późno... Ja nie zdążyłem.
- Co... Się stało? Jeśli mogę spytać...
- Po kolejnej kłótni pojechała do domu... I nie dojechała...
- Tak mi przykro... - niepewnie przytuliła Briana, a on nie zaprotestował.
- Dzięki. Naprawdę dziękuję.
- To ja dziękuję , że mogłam ci się zwierzyć.
- A ja tobie - wtedy wszedł Slash
- O czy gadacie?
- O niczym w sumie... O występie.
- Dzięki, że mój występ nazywasz niczym! - fuknął Brian ze śmiechem
- Ej, to nie miało tak zabrzmieć!
- Ale zabrzmiało! - tak upłynęło następne kilka godzin
***
W samolocie, kiedy wracali, Karolina ciągle miała w głowie głos Briana:
- Mała, ratujcie to póki nie jest za późno... - wyciągnęła z torby płytę z utworami Queen śpiewanymi przez ich gitarzystę. Zajrzała do wkładki, gdzie była dedykacja "Dla mojej przyjaciółki, Karoliny. Niech ci się wszystko ułoży, tak jak chcesz... Brian" i jego autograf. Westchnęła i włączyła MP4. Wybrała płytę Aerosmith "The Greatest Ballads" i wsłuchała się w piękny głos Tylera.
***
Obudziła się podczas lądowania. Wyłączyła odtwarzacz i kiedy samolot stanął, wysiadła. Było czarno, tak czarno, że ledwo zobaczyła sylwetkę Slasha.
- Pójdę już do hotelu... Idziesz?
- Nie, jeszcze chwilkę pospaceruję... Nie masz nic przeciwko?
- Co ty, idź. Na razie.
- Narka i... Slash... Dziękuję ci za to. Za ten koncert i poznanie Briana i... - wtedy jej przerwał. To było prawie niewyczuwalne, ale było. Saul delikatnie musnął jej usta i szybko zniknął w ciemnościach nocy.
Karola odwróciła się i skierowała swe kroki do lasku za hotelem. Szła i rozmyślała. Slash ją pocałował... To nic nie znaczy! I tyle.
Wyparła ten fakt z głowy i skupiła się na radach Briana. Wyjęła komórkę i wykręciła numer, który znała na pamięć. Jakie było jej zdziwienie, gdy w słuchawce odezwał się sygnał!
- Halo?
- H... H... Halo?
- Kto mówi?
- Ja... Karolina...
- Karolina... - powtórzył miękkim głosem - Czemu dzwonisz o 3 w nocy?
- Bo dopiero wróciłam z koncertu Briana Maya... Gdzie jesteś?
- Tam gdzie ciebie nie ma i nie będzie.
- Todd, ja... Wróć do nas, proszę.
- Nie.
- Ale...
- NIE I KONIEC! - krzyknął i rozłączył się. Dziewczyna westchnęła. To było za trudne na jej biedną głowę.
- Pogódź się z tym, idiotko! On cię nie kocha i KONIEC! - powiedziała sobie i wróciła do hotelu. Przed drzwiami jej pokoju czekał Saul.
- Karri, ja tylko chciałem...
- Ciii - położyła mu palec na ustach - Nic się nie stało. Jest okej. Rozmawiałam z Toddem...
- TAK?
- Ciszej, wszyscy już śpią. Spytałam gdzie jest i czy wróci, a on się wkurzył, wrzasnął "nie" i się rozłączył.
- Hmmm... Bez sensu.
- Ale przedtem tak słodko, mięciutko powiedział "Karolina"... - rozmarzyła się szatynka
- Nie łudź się, dobra? Robię to dla ciebie, żebyś potem nie była wrakiem człowieka przez tego skurwiela!
- Slash, to moje życie, poradzę sobie - przytuliła gitarzystę i weszła do swojej sypialni.
Wykąpała się i kiedy zasypiała, na zegarku była 4.12...
***
Obudził ją dźwięk telefonu.
- Halooo? - spytała zaspanym głosem
- Cześć... Nie przeszkadzam? - Karolina aż się zakrztusiła. To niemożliwe... Przecież nie mógł do niej zadzwonić...
czwartek, 30 maja 2013
TURN IT ON TONIGHT 3
Zabijecie mnie za to, co się tu wydarzy, ale przykro mi ;______; musiałam
Trzymając się za ręce, schodzili po schodach do restauracji hotelowej. Todd opowiadał z prędkością karabinu o tym, co się przez te 7 jakże długich dni wydarzyło, a Karolina po prostu słuchała wpatrując się w niego jak w obrazek. Wyjątkowo przystojny obrazek... xD
- I do tego będą puszczone na... Czy ty mnie słuchasz?
- Tak, tak, uważam, że masz rację.
- Mówiłem, że będą nowe efekty świetlne specjalnie dla polskich fanów - Dammit zmarszczył czoło i stanął przed dziewczyną, zagradzając jej drogę.
- Coś nie tak?
- No właśnie bardzo tak...
- Hm? - uniósł pytająco brwi
- No TY. Wgapiam się w ciebie...
- A, no to już rozumiem. Jestem przystojny, prawda?
- Nieziemsko - przyznała, przytulając się do niego
- Mam nadzieję, że będziesz na koncercie?
- Nie mam biletu.
- Wpuszczę cię do pierwszego rzędu, naprzeciwko mnie - mrugnął delikatnie jednym okiem i szybko zmienił temat - Poznałaś już dziewczynę Slasha?
- Yyyy... Nie.
- To się szykuj, siedzą przy stoliku pod oknem - pokazał w tym kierunku i poprowadził Karri.
- Cześć Slash, cześć Michy (*dla ciebie Michelle <3). Karola, to jest Michelle, dziewczyna naszego wirtuoza.
- Cześć. Ty jesteś Karolina, tak? - Chelle wyciągnęła rękę w stronę szatynki
- No tak.
- Szybko wam poszło - zauważył z przekąsem Saul
- Zajmij się lepiej swoim chujem, niech cie nie obchodzą inni, dobra? - warknęła Karola, siadając z hukiem na krześle obok Todda. Slash otwarł usta ze zdziwienia i posłusznie się zamknął.
- No. A teraz, Todzio, co jemy? - zwróciła się do basisty jak gdyby nigdy nic. Reszta obiadu upłynęła w nawet miłej atmosferze.
***
- Nie przeszkadza ci takie jeżdżenie z kąta w kąt?
- Przynajmniej mam Saula na oku...
- A co było... Wcześniej?
- Fanki - odparła krótko i spuściła wzrok - Nie licz na to, że z Toddem będzie inaczej.
- On jest inn...
- Tak - przerwała jej Michelle - Ja też tak mówiłam na początku. Potem się przekonałam jaka za mnie naiwna idiotka była.
- Zd... Zdradzał cię?
- No a jak myślisz? - założyła za ucho czarny loczek i westchnęła - Nie raz. Postawiłam mu ultimatum: albo jest ze mną i tylko ze mną, albo ja go zostawiam, a on hulaj duszo ile wlezie. Wybrał opcję numer jeden no i tak zaczęłam jeździć z nimi.
- Nie widziałam cię wcześniej...
- Źle się czułam i głownie spałam w busie.
- Rozumiem. Co ci jest?
- Wymiotuję co chwilę i głowa mnie boli i okres mi się spóźnia... Takie tam pierdoły. - zakończyła szybko, jakby nie chciała więcej o tym mówić - Będziesz na koncercie chłopaków?
- Mhm - potwierdziła Karri. Chelle jeszcze coś do niej mówiła, ale dziewczyna już nie słuchała, gdyż właśnie zza ściany wyszedł Todd.
- Słuchasz mnie? - spytała zniecierpliwiona Michy
- Tak, tak - odparła Karolina. Wstała i podeszła do Kernsa, wtulając głowę w jego szyję.
- Co tam? - szepnął - O czym rozmawiacie?
- Nie wiem. Coś o koncercie i, że Chelle się źle czuje. - o pierwszym temacie nie wspomniała
- Aha.
- Todd...?
- Tak?
- Czy ty... Miałeś dużo... Przede mną... No wiesz.
- Jeśli pytasz, czy sypiałem z fankami, to będę szczery: tak. Ale dziewczyny jako tako nie miałem. A co się dzieje, że pytasz? Nie ufasz mi?
- Ufam - zaprzeczyła podejrzeniom basisty - Ja tylko... Tak się spytałam - Todd uniósł brwi z powątpiewaniem, ale już nic nie powiedział. Na jego twarzy malowała sie słabo ukrywana złość.
- Nie bądź zły.
- Nie jestem - odburknął i puścił Karolinę
- Todd... Todd! Todd, zaczekaj! TODD!!! - ale brunet odwrócił się i poszedł, brutalnie kopiąc w drzwi.
Karri usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach.
- Nie przejmuj się. To zwyczajne humorki Dammita, normalka - usłyszała głos Franka. Uniosła głowę
- Serio?
- Pewnie. On tak zawsze. Aż tak się przejęłaś? - dziewczyna wzruszyła ramionami - Weź! Chodź, pójdziemy na piwo, chcesz?
- No ok.
- Minie mu za... Jakieś pół godziny, kiedy zatęskni.
- Niech ci będzie. Chodźmy. Kto ostatni ten idiota! - ruszyli jak głupki po schodach. W końcu zwyciężyła Karolina.
- Haha, frajer - zaśmiała się - Stawiasz kolejkę.
- Jasne - odparł, dysząc ciężko i zamówił dwa duże piwa. Po kilku kolejkach zaopatrzyli się w wódkę i przenieśli się do pokoju Franka. Włączyli płytę Queen i pili, wsłuchując się w głos Freddiego i gitarę Briana.
- Byłaś już na Queen? - spytał Karolę Franek
- Jasne, kilka razy, a ty?
- Mhm, też. - ponownie umilkli na kilkanaście minut
- Wiesz co? - odezwała się po tym czasie szatynka - Ja myślę, że on strzelił focha forever i nie przyjdzie...
- Dawno nie byłem taki narąbany... Jeny. - jęknął gitarzysta i położył się na wznak na łóżku - Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli pójdę spać?
- Jasne, że nie, dobranoc Franio - pocałowała go w czoło i wyszła z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Ał! Uważaj trochę, ty... Todd? - dopiero po chwili rozpoznała osobę na którą wpadła - Co ty tutaj robisz?
- Rozumiem, że to koniec?
- Ale o co ci chodzi? - bez słowa wskazał głową na drzwi pokoju Sidorsa
- Jaja sobie robisz? Piliśmy tylko. Ja nie jestem taka jak ty, który bierze pierwszą lep... - przerwała szybko ze strachem. Tego miała nie mówić -.-
- Co... Co? CO?
- Ja nie... Nie chciałam tego powiedzieć... Ja... - chwycił ją za ramiona i przechylił głowę. W oczach miał wielki smutek
- Ty mnie masz za jakiegoś potwora?! Karolina, za kogo ty mnie masz? ZA KOGO, PYTAM? Bo ja już się pogubiłem w tym wszystkim... - westchnął ciężko i odsunął się
- Todd, ja... Ja naprawdę...
- Nie tłumacz się. Rozumiem - Karri miała ochotę krzyczeć z frustracji. To co mówił Kerns było nieprawdą do kwadratu, a ona nie umiała nawet tego powiedzieć. Milczała, wpatrując się w basistę zbolałym wzrokiem.
- Todd... Skarbie, posłuchaj mnie... Proszę. To jest jakieś nieporozumienie, nasłuchałam sie od Michelle i...
- Ależ złotko, Michy mówiła samą prawdę!
- Ale... Z tobą i mną... Będzie inaczej... Prawda? - nie zareagował
- Todd. Odpowiesz mi? Będzie inaczej? Tak?
- Chodź tu... - szepnął, a Karola posłusznie podeszła i wtuliła się w bruneta - Wiesz, że za dwadzieścia minut wchodzimy na scenę, a ty jesteś pijana?
- Ja... Nie. Ja jestem trzeźwa, idziemy. No chodź, Dammit! - pociągnęła go w stronę wyjścia z hotelu.
***
Dla polskich fanów grali prawie 3 godziny. Todd prezentował się genialnie - sam seks normalnie.
Wymachiwał włosami i robił świetne chórki. Cały zespół był wyluzowany i show można było zaliczyć do zajebistych.
***
- Todd... Stary, coś się stało? - Myles podszedł do podłamanego basisty
- No, bo Karri... Ona... - streścił wokaliście całą rozmowę. Myles zamyślił się chwilę i już chciał odpowiedzieć, kiedy...
- TODD!!! MYLES!!! MOŻEMY ZROBIĆ SOBIE Z WAMI ZDJĘCIE??? PROSZĘ!!! - jakieś dwie fanki przybiegły i żebrały o zdjęcie.
- Jasne - uśmiechnął się Todd i oboje zapozowali z dziewczynami:
Zadowolone laski odbiegły, a mężczyźni wrócili do rozmowy.
- Wracając do tematu... Powiedziała ci prawdę...
- Niby tak...
- No to, stary! Obiecaj jej, że będziesz jej wierny i po sprawie!
- Nie lubię kłamać.
- Co...? Ty... Ty skurwielu! - wrzasnął Myles - Jak możesz! Ona cię KOCHA, ty będziesz sobie z nią, a na boku laski do pieprzenia?! O nie! NIE NIE NIE! Albo ona i nikt inny albo koniec! Rozumiesz? Wszystko jej powiem!
- Nie. Sam to zrobię. - odparł i poszedł w kierunku hotelu
- Todd! Todd, nie rób sobie jaj! WRACAJ I NIE NISZCZ TEGO CO STWORZYLIŚCIE! TODD! - ale basista jeszcze przyspieszył.
*** WŁĄCZ SOBIE - TO WAŻNE W TEJ SCENIE
Usłyszała pukanie
- Proszę... Todd? - wstała i szybko podeszła do basisty - Wiesz co, ja sobie...
- CZEKAJ! Nic nie mów. Chciałem ci tylko powiedzieć, że to się nie uda. Sama to powiedziałaś i... Po prostu nie oszukujmy się. Lubię fanki, bo są dobre w łóżku, a ty tego nie tolerujesz. Przykro mi... Lepiej zostań tu w Polsce... Nie jedź ze mną.
- Żartujesz sobie? - po jej policzkach poleciały łzy - Mówiłeś... Że mnie kochasz! Myślałam, że to prawda!
- Ja też tak myślałem - odparł i wyszedł z pokoju dziewczyny.
Stanął na balkonie w swojej sypialni i zaśpiewał najgłośniej jak tylko umiał:
- Too much love will kill you (Zbyt wiele miłości cię zabije)
If you can't make up your mind (Jeśli nie potrafisz się zdecydować)
Torn between the lover and the love you leave behind (Rozdarty między kochanką, a miłością, którą zostawiłeś...)
Trzymając się za ręce, schodzili po schodach do restauracji hotelowej. Todd opowiadał z prędkością karabinu o tym, co się przez te 7 jakże długich dni wydarzyło, a Karolina po prostu słuchała wpatrując się w niego jak w obrazek. Wyjątkowo przystojny obrazek... xD
- I do tego będą puszczone na... Czy ty mnie słuchasz?
- Tak, tak, uważam, że masz rację.
- Mówiłem, że będą nowe efekty świetlne specjalnie dla polskich fanów - Dammit zmarszczył czoło i stanął przed dziewczyną, zagradzając jej drogę.
- Coś nie tak?
- No właśnie bardzo tak...
- Hm? - uniósł pytająco brwi
- No TY. Wgapiam się w ciebie...
- A, no to już rozumiem. Jestem przystojny, prawda?
- Nieziemsko - przyznała, przytulając się do niego
- Mam nadzieję, że będziesz na koncercie?
- Nie mam biletu.
- Wpuszczę cię do pierwszego rzędu, naprzeciwko mnie - mrugnął delikatnie jednym okiem i szybko zmienił temat - Poznałaś już dziewczynę Slasha?
- Yyyy... Nie.
- To się szykuj, siedzą przy stoliku pod oknem - pokazał w tym kierunku i poprowadził Karri.
- Cześć Slash, cześć Michy (*dla ciebie Michelle <3). Karola, to jest Michelle, dziewczyna naszego wirtuoza.
- Cześć. Ty jesteś Karolina, tak? - Chelle wyciągnęła rękę w stronę szatynki
- No tak.
- Szybko wam poszło - zauważył z przekąsem Saul
- Zajmij się lepiej swoim chujem, niech cie nie obchodzą inni, dobra? - warknęła Karola, siadając z hukiem na krześle obok Todda. Slash otwarł usta ze zdziwienia i posłusznie się zamknął.
- No. A teraz, Todzio, co jemy? - zwróciła się do basisty jak gdyby nigdy nic. Reszta obiadu upłynęła w nawet miłej atmosferze.
***
- Nie przeszkadza ci takie jeżdżenie z kąta w kąt?
- Przynajmniej mam Saula na oku...
- A co było... Wcześniej?
- Fanki - odparła krótko i spuściła wzrok - Nie licz na to, że z Toddem będzie inaczej.
- On jest inn...
- Tak - przerwała jej Michelle - Ja też tak mówiłam na początku. Potem się przekonałam jaka za mnie naiwna idiotka była.
- Zd... Zdradzał cię?
- No a jak myślisz? - założyła za ucho czarny loczek i westchnęła - Nie raz. Postawiłam mu ultimatum: albo jest ze mną i tylko ze mną, albo ja go zostawiam, a on hulaj duszo ile wlezie. Wybrał opcję numer jeden no i tak zaczęłam jeździć z nimi.
- Nie widziałam cię wcześniej...
- Źle się czułam i głownie spałam w busie.
- Rozumiem. Co ci jest?
- Wymiotuję co chwilę i głowa mnie boli i okres mi się spóźnia... Takie tam pierdoły. - zakończyła szybko, jakby nie chciała więcej o tym mówić - Będziesz na koncercie chłopaków?
- Mhm - potwierdziła Karri. Chelle jeszcze coś do niej mówiła, ale dziewczyna już nie słuchała, gdyż właśnie zza ściany wyszedł Todd.
- Słuchasz mnie? - spytała zniecierpliwiona Michy
- Tak, tak - odparła Karolina. Wstała i podeszła do Kernsa, wtulając głowę w jego szyję.
- Co tam? - szepnął - O czym rozmawiacie?
- Nie wiem. Coś o koncercie i, że Chelle się źle czuje. - o pierwszym temacie nie wspomniała
- Aha.
- Todd...?
- Tak?
- Czy ty... Miałeś dużo... Przede mną... No wiesz.
- Jeśli pytasz, czy sypiałem z fankami, to będę szczery: tak. Ale dziewczyny jako tako nie miałem. A co się dzieje, że pytasz? Nie ufasz mi?
- Ufam - zaprzeczyła podejrzeniom basisty - Ja tylko... Tak się spytałam - Todd uniósł brwi z powątpiewaniem, ale już nic nie powiedział. Na jego twarzy malowała sie słabo ukrywana złość.
- Nie bądź zły.
- Nie jestem - odburknął i puścił Karolinę
- Todd... Todd! Todd, zaczekaj! TODD!!! - ale brunet odwrócił się i poszedł, brutalnie kopiąc w drzwi.
Karri usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach.
- Nie przejmuj się. To zwyczajne humorki Dammita, normalka - usłyszała głos Franka. Uniosła głowę
- Serio?
- Pewnie. On tak zawsze. Aż tak się przejęłaś? - dziewczyna wzruszyła ramionami - Weź! Chodź, pójdziemy na piwo, chcesz?
- No ok.
- Minie mu za... Jakieś pół godziny, kiedy zatęskni.
- Niech ci będzie. Chodźmy. Kto ostatni ten idiota! - ruszyli jak głupki po schodach. W końcu zwyciężyła Karolina.
- Haha, frajer - zaśmiała się - Stawiasz kolejkę.
- Jasne - odparł, dysząc ciężko i zamówił dwa duże piwa. Po kilku kolejkach zaopatrzyli się w wódkę i przenieśli się do pokoju Franka. Włączyli płytę Queen i pili, wsłuchując się w głos Freddiego i gitarę Briana.
- Byłaś już na Queen? - spytał Karolę Franek
- Jasne, kilka razy, a ty?
- Mhm, też. - ponownie umilkli na kilkanaście minut
- Wiesz co? - odezwała się po tym czasie szatynka - Ja myślę, że on strzelił focha forever i nie przyjdzie...
- Dawno nie byłem taki narąbany... Jeny. - jęknął gitarzysta i położył się na wznak na łóżku - Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli pójdę spać?
- Jasne, że nie, dobranoc Franio - pocałowała go w czoło i wyszła z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Ał! Uważaj trochę, ty... Todd? - dopiero po chwili rozpoznała osobę na którą wpadła - Co ty tutaj robisz?
- Rozumiem, że to koniec?
- Ale o co ci chodzi? - bez słowa wskazał głową na drzwi pokoju Sidorsa
- Jaja sobie robisz? Piliśmy tylko. Ja nie jestem taka jak ty, który bierze pierwszą lep... - przerwała szybko ze strachem. Tego miała nie mówić -.-
- Co... Co? CO?
- Ja nie... Nie chciałam tego powiedzieć... Ja... - chwycił ją za ramiona i przechylił głowę. W oczach miał wielki smutek
- Ty mnie masz za jakiegoś potwora?! Karolina, za kogo ty mnie masz? ZA KOGO, PYTAM? Bo ja już się pogubiłem w tym wszystkim... - westchnął ciężko i odsunął się
- Todd, ja... Ja naprawdę...
- Nie tłumacz się. Rozumiem - Karri miała ochotę krzyczeć z frustracji. To co mówił Kerns było nieprawdą do kwadratu, a ona nie umiała nawet tego powiedzieć. Milczała, wpatrując się w basistę zbolałym wzrokiem.
- Todd... Skarbie, posłuchaj mnie... Proszę. To jest jakieś nieporozumienie, nasłuchałam sie od Michelle i...
- Ależ złotko, Michy mówiła samą prawdę!
- Ale... Z tobą i mną... Będzie inaczej... Prawda? - nie zareagował
- Todd. Odpowiesz mi? Będzie inaczej? Tak?
- Chodź tu... - szepnął, a Karola posłusznie podeszła i wtuliła się w bruneta - Wiesz, że za dwadzieścia minut wchodzimy na scenę, a ty jesteś pijana?
- Ja... Nie. Ja jestem trzeźwa, idziemy. No chodź, Dammit! - pociągnęła go w stronę wyjścia z hotelu.
***
Dla polskich fanów grali prawie 3 godziny. Todd prezentował się genialnie - sam seks normalnie.
Wymachiwał włosami i robił świetne chórki. Cały zespół był wyluzowany i show można było zaliczyć do zajebistych.
***
- Todd... Stary, coś się stało? - Myles podszedł do podłamanego basisty
- No, bo Karri... Ona... - streścił wokaliście całą rozmowę. Myles zamyślił się chwilę i już chciał odpowiedzieć, kiedy...
- TODD!!! MYLES!!! MOŻEMY ZROBIĆ SOBIE Z WAMI ZDJĘCIE??? PROSZĘ!!! - jakieś dwie fanki przybiegły i żebrały o zdjęcie.
- Jasne - uśmiechnął się Todd i oboje zapozowali z dziewczynami:
Zadowolone laski odbiegły, a mężczyźni wrócili do rozmowy.
- Wracając do tematu... Powiedziała ci prawdę...
- Niby tak...
- No to, stary! Obiecaj jej, że będziesz jej wierny i po sprawie!
- Nie lubię kłamać.
- Co...? Ty... Ty skurwielu! - wrzasnął Myles - Jak możesz! Ona cię KOCHA, ty będziesz sobie z nią, a na boku laski do pieprzenia?! O nie! NIE NIE NIE! Albo ona i nikt inny albo koniec! Rozumiesz? Wszystko jej powiem!
- Nie. Sam to zrobię. - odparł i poszedł w kierunku hotelu
- Todd! Todd, nie rób sobie jaj! WRACAJ I NIE NISZCZ TEGO CO STWORZYLIŚCIE! TODD! - ale basista jeszcze przyspieszył.
*** WŁĄCZ SOBIE - TO WAŻNE W TEJ SCENIE
Usłyszała pukanie
- Proszę... Todd? - wstała i szybko podeszła do basisty - Wiesz co, ja sobie...
- CZEKAJ! Nic nie mów. Chciałem ci tylko powiedzieć, że to się nie uda. Sama to powiedziałaś i... Po prostu nie oszukujmy się. Lubię fanki, bo są dobre w łóżku, a ty tego nie tolerujesz. Przykro mi... Lepiej zostań tu w Polsce... Nie jedź ze mną.
- Żartujesz sobie? - po jej policzkach poleciały łzy - Mówiłeś... Że mnie kochasz! Myślałam, że to prawda!
- Ja też tak myślałem - odparł i wyszedł z pokoju dziewczyny.
Stanął na balkonie w swojej sypialni i zaśpiewał najgłośniej jak tylko umiał:
- Too much love will kill you (Zbyt wiele miłości cię zabije)
If you can't make up your mind (Jeśli nie potrafisz się zdecydować)
Torn between the lover and the love you leave behind (Rozdarty między kochanką, a miłością, którą zostawiłeś...)
wtorek, 28 maja 2013
TURN IT ON TONIGHT 2
No a jednak to pociągnę :D
.....................................................................................
Obudził ją dźwięk telefonu
- Halo?
- Karolcia? - usłyszała ten słodki głos
- Taaak... - ziewnęła
- Obudziłem cię? U nas jest akurat 10 i myślałem...
- Jest 6 rano, idioto.
- Ups... Sorry... To ja może...
- NIE! Jak już mnie obudziłeś, to mów.
- Jak tam dwa dni po rozstaniu?
- Nie mogę się doczekać aż cię zobaczę... Jak wczorajszy koncert?
- Fajnie. Super! Myles dostał podczas "Back From Cali" napadu śmiechu, mój techniczny nakręcił filmik, mówię ci, posikasz się! To było coś takiego: You'll have to carry... Pfff, hahaha... me back from, hahaha... cali... I'm tired... HAHAHAH... and broken and I lost my way! - udawał Todd, a Karola prawie spadła z łóżka ze śmiechu
- Pozdrów Myleska, ok?
- Jasne. A jak tam u ciebie, żyjesz?
- Jak słychać. Tęsknię.
- Domyślam się. Już tylko 5 dni!
- Wiem, aaaahhh... - ziewnęła ponownie
- Dam ci już spać. Dobranoc.
- Dobranoc, skarbie.
- Śpij dobrze i śnij o mnie.
- Jak zawsze. Zawsze o tobie śnię...
- Jak już się zobaczymy... Nawet nie wiesz, jaki miałem piękny sen z twoim udziałem... Ach, aż mi się dobrze zrobiło!
- Zboczuch - zachichotała
- Heh - westchnął do słuchawki - W realu będzie lepiej.
- Już ty tam wiesz... - mruknęła
- Wiem! A teraz śpij, mała. Dobrej nocy.
- Nawzajem. Udanego koncertu.
- Dzięki, papa. - odparł i odłożył słuchawkę. Karolina opadła na poduszkę i pomyślała o swoim dzisiejszym śnie... Był tak realistyczny... Niemal czuła dłonie Todda wędrujące po jej ciele... Jego gorące usta na szyi i dekolcie... Jego delikatne ruchy... NIE! Koniec! Koniec z takimi myślami!
Ale kiedy zadzwonił do niej wieczorem... Opowiedzieli sobie nawzajem swoje sny, a potem Todd... dosłownie zrobił jej dobrze na odległość. Tak bardzo go pragnęła... Że wystarczył niski, seksowny głos basisty opisujący to, co robi.
- Tooodd... - jęknęła - Błagam cię...
- No co? Wiem, że ci dobrze. - westchnął do słuchawki - To jest tylko przedsmak tego co ci zrobię, jak przyjadę...
- Dość, Dammit, bo wstanę i przyjdę tam do ciebie na piechotę!
- Aż tak mnie chcesz?
- Nie... odzywaj... się!
- Spoko, już milknę.
- Ale... Todd! Todd, cholero, tylko na ten temat! TODD!
- Dobra, dobra, tylko się z tobą droczę. Za cztery dni o tej porze...
- TODD!
- Dobrze, dobrze, już się zamykam. . Która jest u ciebie godzina?
- A u ciebie?
- 4 w nocy. Dopiero wróciłem z koncertu.
- U mnie jest północ. Idź spać, kochanie, jutro trzeba wstać.
- Mhm, wiem.
- Naprawdę. Mogłabym tak gadać całą noc, ale ty masz jutro koncert i musisz być wyspany. Dobranoc, Dammit.
- Dobranoc, mała. Teraz sobie pomyśl, że wsuwam delikatnie język między twoje wargi i całuję cię namiętnie... - Karola odpłynęła i dała się ponieść pożądaniu.
- Taaak... A ja oplatam rękami twoją szyję...
- Przesuwam cię na moje kolana...
- Zaczynam pomalutku odpinać twoją koszulę... Głaszczę twoją klatkę piersiową... Ach...
- Zdejmuję z ciebie ubrania i przesuwam dłońmi po całym twoim ciele... Dotykam ud... I twojej kobiecości... Delikatnie wsuwam palce...
- EJ! - przerwała mu nagle - Stop, bo mi mokro normalnie! Dobranoc!
- Hehehe, dobranoc, maleńka. - odłożył słuchawkę i z szerokim uśmiechem oparł się o ścianę.
- Niezły sposób, ja jeszcze nie próbowałem... - usłyszał nagle. W progu stał Slash i przypatrywał się Toddowi z kpiącym uśmieszkiem.
- Ale czego?
- Robienia dziewczynie dobrze przez telefon! Sądząc po twoim... Wzdychaniu, ona też jest w tym dobra...
- Nawet nie wiesz jak... Ooo, Slash, ja chcę ją przepieprzyć! - jęknął basista
- 3 dni, Dammit, 3 dni! Chyba tyle wytrwasz?
- No... Niby tak.
- Idź już spać, idź, Todd. - usiadł koło niego, a basista położył mu głowę na ramieniu
- Wiesz... - zaczął cichutko - Jeszcze nigdy tak się nie czułem... Tak... Szczególnie! Chciałbym być z nią 24h na dobę, cały czas! Slash, my się znamy kilka dni! Co jest?
- Stary... Masz dopiero 26 lat... (*wiek osób również został zmieniony) Ale też już 26 lat... I skoro czujesz, że to jest to... To nie wahaj się, bo potem może być za późno. Wiem, co mówię... - westchnął ciężko przypominając sobie Renee.
- Myślisz, że...
- Tak. Przecież widać, że za sobą szalejecie. Nie musisz się o nic bać, wszystko będzie jak trzeba. Idź już spać...
- Ok... Dobranoc... Dzięki za radę, wiesz?
- Nie ma za co. Do jutra - odparł gitarzysta i wyszedł z kącika basisty.
***
3 DNI PÓŹNIEJ...
- Boję się kurwa, boję... - mówił Frankowi na ucho Todd. Cały się trząsł i zagryzał nerwowo wargi. Od Poznania dzieliło ich już tylko 10 minut. 10 długich minut.
W końcu tour bus zatrzymał się pod hotelem i muzycy mogli wysiąść. Dammit wyskoczył pierwszy i rozejrzał się niespokojnie - nigdzie nie widział Karoliny!
Reszta zdążyła się już wywlec z pojazdu, a dziewczyny nadal nie było!
Karolina mocowała się z zamkiem w drzwiach już od 10 minut. Ręce jej drżały, gdyż słyszała głosy zespołu - czyli przyjechali!
W końcu trzasnęła kluczem o ziemię i pobiegła po schodach na dół. Na pewno Todd się już martwi! Ale zgodnie z powiedzeniem "jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy" akurat w drzwiach stało dwóch panów i rozmawiali tak głośno, że nie słyszeli cichego głosu Karoliny mówiącego "przepraszam".
- HALO! - dopiero wtedy panowie ją przepuścili. Ogółem straciła łącznie 20 minut i Kerns zapewne zdążył już zwariować.
Wybiegła przed hotel. Chłopak zauważył ją i również zaczął biec.
- TOOODD!
- KAROLINA!!! - padli sobie w objęcia i zaczęli się mocno całować i ściskać.
- Myślałam, że nie wytrzymam...
- Ja także! Wiesz, że załatwiłem nam razem pokój?
- Serio?
- Mhmmm... - zamruczał i zjechał dłońmi na jej pośladki
- Ale tym zajmiemy się może pó...
- Nie e! Idziemy!
- Ale chłopaki...
- Dadzą sobie radę, chodź! - złapał ją za nadgarstek i skierował się na najwyższe piętro.
- Całe pieprzone siedem dni na to czekałem... - jęknął zatrzaskując drzwi i przyciskając do nich Karolę - A ty?
- Mi po twoich słowach robiło się dobrze... - mówiła z trudem. Todd szybko pozbył się jej koszulki i zaczął całować jej usta, jednocześnie odpinając stanik i głaszcząc piersi dziewczyny.
Po chwili całkiem nadzy leżeli na sobie i całowali się żarliwie. Todd pieścił palcami całe ciało Karri, a ona jęczała, najpierw cichutko, a potem stopniowo coraz głośniej. Pieszczoty bruneta stawały się coraz przyjemniejsze i po chwili pokój wypełnił się krzykami dziewczyny. Czując, że już czas, Dammit pchnął mocno, wywołując u swojej partnerki kolejny głośny jęk.
- Kerns... Jesteś zajebisty...
- Ty... Też... - odsapnął i zaczął mocno poruszać biodrami.
Nie trwało to długo. Już po chwili ich ciałami wstrząsnął dreszcz rozkoszy i para opadła zmęczona na poduszki. Chłopak przyciągnął do siebie Karri i wyszeptał:
- Wiesz, ja... Chyba... Kocham cię. - Karolina aż usiadła, wyplątując się z objęć Kernsa
- Co?
- No... Ja... - basista był nieźle zdenerwowany. Nieskładnym ruchem odgarnął włosy z czoła i strzelił kościami w dłoni.
- Co mówiłeś? - zbliżyła usta do jego ust
- Że... Cię kocham!
- Masz szczęście.
- Czemu?
- Idiota, a jak myślisz? - fuknęła i wsunęła mu język do ust, przesuwając nim po podniebieniu chłopaka.
- To znaczy, że...
- Tak, kochanie. To znaczy, że chcę z tobą być. Bo cię kocham! A poza tym takiego seksu nie da mi żaden inny facet! - uśmiechnęła się i oparła głowę na jego klatce piersiowej, przymykając oczy z rozkoszy.
- Ja ciebie bardziej - odpowiedział i znów przyssał się do jej warg. Karolina nie miała nic przeciwko, objęła go za szyję i oddawała pocałunki z zaangażowaniem. Było im obojgu po prostu dobrze.
.....................................................................................
Obudził ją dźwięk telefonu
- Halo?
- Karolcia? - usłyszała ten słodki głos
- Taaak... - ziewnęła
- Obudziłem cię? U nas jest akurat 10 i myślałem...
- Jest 6 rano, idioto.
- Ups... Sorry... To ja może...
- NIE! Jak już mnie obudziłeś, to mów.
- Jak tam dwa dni po rozstaniu?
- Nie mogę się doczekać aż cię zobaczę... Jak wczorajszy koncert?
- Fajnie. Super! Myles dostał podczas "Back From Cali" napadu śmiechu, mój techniczny nakręcił filmik, mówię ci, posikasz się! To było coś takiego: You'll have to carry... Pfff, hahaha... me back from, hahaha... cali... I'm tired... HAHAHAH... and broken and I lost my way! - udawał Todd, a Karola prawie spadła z łóżka ze śmiechu
- Pozdrów Myleska, ok?
- Jasne. A jak tam u ciebie, żyjesz?
- Jak słychać. Tęsknię.
- Domyślam się. Już tylko 5 dni!
- Wiem, aaaahhh... - ziewnęła ponownie
- Dam ci już spać. Dobranoc.
- Dobranoc, skarbie.
- Śpij dobrze i śnij o mnie.
- Jak zawsze. Zawsze o tobie śnię...
- Jak już się zobaczymy... Nawet nie wiesz, jaki miałem piękny sen z twoim udziałem... Ach, aż mi się dobrze zrobiło!
- Zboczuch - zachichotała
- Heh - westchnął do słuchawki - W realu będzie lepiej.
- Już ty tam wiesz... - mruknęła
- Wiem! A teraz śpij, mała. Dobrej nocy.
- Nawzajem. Udanego koncertu.
- Dzięki, papa. - odparł i odłożył słuchawkę. Karolina opadła na poduszkę i pomyślała o swoim dzisiejszym śnie... Był tak realistyczny... Niemal czuła dłonie Todda wędrujące po jej ciele... Jego gorące usta na szyi i dekolcie... Jego delikatne ruchy... NIE! Koniec! Koniec z takimi myślami!
Ale kiedy zadzwonił do niej wieczorem... Opowiedzieli sobie nawzajem swoje sny, a potem Todd... dosłownie zrobił jej dobrze na odległość. Tak bardzo go pragnęła... Że wystarczył niski, seksowny głos basisty opisujący to, co robi.
- Tooodd... - jęknęła - Błagam cię...
- No co? Wiem, że ci dobrze. - westchnął do słuchawki - To jest tylko przedsmak tego co ci zrobię, jak przyjadę...
- Dość, Dammit, bo wstanę i przyjdę tam do ciebie na piechotę!
- Aż tak mnie chcesz?
- Nie... odzywaj... się!
- Spoko, już milknę.
- Ale... Todd! Todd, cholero, tylko na ten temat! TODD!
- Dobra, dobra, tylko się z tobą droczę. Za cztery dni o tej porze...
- TODD!
- Dobrze, dobrze, już się zamykam. . Która jest u ciebie godzina?
- A u ciebie?
- 4 w nocy. Dopiero wróciłem z koncertu.
- U mnie jest północ. Idź spać, kochanie, jutro trzeba wstać.
- Mhm, wiem.
- Naprawdę. Mogłabym tak gadać całą noc, ale ty masz jutro koncert i musisz być wyspany. Dobranoc, Dammit.
- Dobranoc, mała. Teraz sobie pomyśl, że wsuwam delikatnie język między twoje wargi i całuję cię namiętnie... - Karola odpłynęła i dała się ponieść pożądaniu.
- Taaak... A ja oplatam rękami twoją szyję...
- Przesuwam cię na moje kolana...
- Zaczynam pomalutku odpinać twoją koszulę... Głaszczę twoją klatkę piersiową... Ach...
- Zdejmuję z ciebie ubrania i przesuwam dłońmi po całym twoim ciele... Dotykam ud... I twojej kobiecości... Delikatnie wsuwam palce...
- EJ! - przerwała mu nagle - Stop, bo mi mokro normalnie! Dobranoc!
- Hehehe, dobranoc, maleńka. - odłożył słuchawkę i z szerokim uśmiechem oparł się o ścianę.
- Niezły sposób, ja jeszcze nie próbowałem... - usłyszał nagle. W progu stał Slash i przypatrywał się Toddowi z kpiącym uśmieszkiem.
- Ale czego?
- Robienia dziewczynie dobrze przez telefon! Sądząc po twoim... Wzdychaniu, ona też jest w tym dobra...
- Nawet nie wiesz jak... Ooo, Slash, ja chcę ją przepieprzyć! - jęknął basista
- 3 dni, Dammit, 3 dni! Chyba tyle wytrwasz?
- No... Niby tak.
- Idź już spać, idź, Todd. - usiadł koło niego, a basista położył mu głowę na ramieniu
- Wiesz... - zaczął cichutko - Jeszcze nigdy tak się nie czułem... Tak... Szczególnie! Chciałbym być z nią 24h na dobę, cały czas! Slash, my się znamy kilka dni! Co jest?
- Stary... Masz dopiero 26 lat... (*wiek osób również został zmieniony) Ale też już 26 lat... I skoro czujesz, że to jest to... To nie wahaj się, bo potem może być za późno. Wiem, co mówię... - westchnął ciężko przypominając sobie Renee.
- Myślisz, że...
- Tak. Przecież widać, że za sobą szalejecie. Nie musisz się o nic bać, wszystko będzie jak trzeba. Idź już spać...
- Ok... Dobranoc... Dzięki za radę, wiesz?
- Nie ma za co. Do jutra - odparł gitarzysta i wyszedł z kącika basisty.
***
3 DNI PÓŹNIEJ...
- Boję się kurwa, boję... - mówił Frankowi na ucho Todd. Cały się trząsł i zagryzał nerwowo wargi. Od Poznania dzieliło ich już tylko 10 minut. 10 długich minut.
W końcu tour bus zatrzymał się pod hotelem i muzycy mogli wysiąść. Dammit wyskoczył pierwszy i rozejrzał się niespokojnie - nigdzie nie widział Karoliny!
Reszta zdążyła się już wywlec z pojazdu, a dziewczyny nadal nie było!
Karolina mocowała się z zamkiem w drzwiach już od 10 minut. Ręce jej drżały, gdyż słyszała głosy zespołu - czyli przyjechali!
W końcu trzasnęła kluczem o ziemię i pobiegła po schodach na dół. Na pewno Todd się już martwi! Ale zgodnie z powiedzeniem "jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy" akurat w drzwiach stało dwóch panów i rozmawiali tak głośno, że nie słyszeli cichego głosu Karoliny mówiącego "przepraszam".
- HALO! - dopiero wtedy panowie ją przepuścili. Ogółem straciła łącznie 20 minut i Kerns zapewne zdążył już zwariować.
Wybiegła przed hotel. Chłopak zauważył ją i również zaczął biec.
- TOOODD!
- KAROLINA!!! - padli sobie w objęcia i zaczęli się mocno całować i ściskać.
- Myślałam, że nie wytrzymam...
- Ja także! Wiesz, że załatwiłem nam razem pokój?
- Serio?
- Mhmmm... - zamruczał i zjechał dłońmi na jej pośladki
- Ale tym zajmiemy się może pó...
- Nie e! Idziemy!
- Ale chłopaki...
- Dadzą sobie radę, chodź! - złapał ją za nadgarstek i skierował się na najwyższe piętro.
- Całe pieprzone siedem dni na to czekałem... - jęknął zatrzaskując drzwi i przyciskając do nich Karolę - A ty?
- Mi po twoich słowach robiło się dobrze... - mówiła z trudem. Todd szybko pozbył się jej koszulki i zaczął całować jej usta, jednocześnie odpinając stanik i głaszcząc piersi dziewczyny.
Po chwili całkiem nadzy leżeli na sobie i całowali się żarliwie. Todd pieścił palcami całe ciało Karri, a ona jęczała, najpierw cichutko, a potem stopniowo coraz głośniej. Pieszczoty bruneta stawały się coraz przyjemniejsze i po chwili pokój wypełnił się krzykami dziewczyny. Czując, że już czas, Dammit pchnął mocno, wywołując u swojej partnerki kolejny głośny jęk.
- Kerns... Jesteś zajebisty...
- Ty... Też... - odsapnął i zaczął mocno poruszać biodrami.
Nie trwało to długo. Już po chwili ich ciałami wstrząsnął dreszcz rozkoszy i para opadła zmęczona na poduszki. Chłopak przyciągnął do siebie Karri i wyszeptał:
- Wiesz, ja... Chyba... Kocham cię. - Karolina aż usiadła, wyplątując się z objęć Kernsa
- Co?
- No... Ja... - basista był nieźle zdenerwowany. Nieskładnym ruchem odgarnął włosy z czoła i strzelił kościami w dłoni.
- Co mówiłeś? - zbliżyła usta do jego ust
- Że... Cię kocham!
- Masz szczęście.
- Czemu?
- Idiota, a jak myślisz? - fuknęła i wsunęła mu język do ust, przesuwając nim po podniebieniu chłopaka.
- To znaczy, że...
- Tak, kochanie. To znaczy, że chcę z tobą być. Bo cię kocham! A poza tym takiego seksu nie da mi żaden inny facet! - uśmiechnęła się i oparła głowę na jego klatce piersiowej, przymykając oczy z rozkoszy.
- Ja ciebie bardziej - odpowiedział i znów przyssał się do jej warg. Karolina nie miała nic przeciwko, objęła go za szyję i oddawała pocałunki z zaangażowaniem. Było im obojgu po prostu dobrze.
poniedziałek, 27 maja 2013
MÓJ WYMYSŁ POD WPŁYWEM WENY - TURN IT ON TONIGHT 1
Nie wiem co z tego wyjdzie, nie wiem, czy będzie coś dalej, czy to pociągnę... Naszła mnie wena na coś takiego i zamierzam ją wykorzystać. Miłego czytania
P.S. Na potrzeby opowiadania pewne rzeczy zostały zmienione ;D
***
Jest rok 2012. Dziewczyna mieszkająca w Polsce, Karolina, jedzie do Pragi na koncert Slasha i jego zespołu.
***
Karolina założyła słuchawki i włączyła utwór "Back From Cali". Mocno się wsłuchała i po chwili usłyszała ukochany dźwięk basu Todda. Za basistą przepadała odkąd poznała muzykę Slasha. Oczywiście - Myles, Saul, Brent, Frank - oni wszyscy byli zajebiści. Ale ją urzekł właśnie Todd "Dammit" Kerns. Jego wygląd, głos, gra na basie, osobowość... A dziś Karola usłyszy go na żywo!
Poczuła wibrowanie w kieszeni. SMS.
"Hejka, Karri ;D Jedziesz już? Miłego koncertu, ucałuj Todzia ode mnie :* WEŹ AUTOGRAF!"
" Nie przesadzaj, Paula, dopiero pociąg ruszył xD Ale jestem podekscytowana, zobaczę TODDA! A po autograf dopcham się, choćby się waliło i paliło miejsce występu. Na pewno ucałuję <3" - odpisała swojej przyjaciółce Paulinie. Ona także lubiła Kernsa, ale wolała Mylesa. Jak kto woli.
Karri (tak ją nazywali przyjaciele) odchyliła głowę do tyłu i dała się ponieść muzyce na resztę podróży.
Gwoli wyjaśnienia - Karolina ma 22 lata, od urodzenia mieszka w Poznaniu. Jej ulubione zespoły to Guns N' Roses, Queen, Led Zeppelin, AC/DC i Slash ft. Myles Kennedy & The Conspirators. Studiuje psychologię, a pracuje aktualnie w redakcji muzycznej.
Gdy dojechała do Pragi, pierwsze co zrobiła, to zadzwoniła do Pauliny. Potem odnalazła swój hotel i zmiękczając spółgłoski jakoś dogadała się w kwestii posiłków. Zajrzała do czeskiego McDonalda i zjadła obiad, po czym wróciła do pokoju przygotować się na koncert. Miała miejsce przy samej scenie, tam, gdzie zazwyczaj stał Todd.
Założyła T-shirt z wizerunkiem basisty, dżinsowe rurki i trampki, po czym wyszła z hotelu zawieszając na ramieniu malutką torebeczkę z ćwiekami.
Szła sobie spokojnie, aż w pewnym momencie...
- Pszepaszam... Sorry... Do you speak English? - Karolina odwróciła się powoli i niemal zeszła na zawał, kiedy zobaczyła postać stojącą przed nią.
- Oh... M... Myles?
- Yeah... Do you speak English? - powtórzył pytanie, a dziewczyna machinalnie przeszła na język angielski.
- Jasne. Jestem Karolina. - podała mu rękę i uśmiechnęła się czarująco - A ty jesteś Myles i widzę, a raczej sądzę, że masz kłopoty z dogadaniem się?
- Tak - odetchnął z ulgą - Nie znam czeskiego - uśmiechnął się z zażenowaniem - Wyszedłem na spacer i tak za bardzo nie umiem trafić do hotelu...
- Pomóc?
- Jasne, ale... Może najpierw chodźmy na jakąś kawę? Chcesz?
- Jasne! - odpowiedziała może zbyt szybko. Myles zaśmiał się i wziął Karolę pod rękę
- Jak mogę ci mówić? Bo Karolina to tak oficjalnie...
- Karri. Mów mi Karri.
Odnaleźli jakąś kawiarenkę i podczas czekania na napój, zaczęli rozmawiać. Po pół godzinie byli już przyjaciółmi.
- Przyjechałaś na koncert? Lubisz Todda? - spytał, patrząc na jej koszulkę
- No... Tak.
- Chcesz poznać Todda osobiście?
- Jezu, NAPRAWDĘ???
- No pewnie. Co za problem - wzruszył ramionami i skinął na kelnerkę. Zapłacił za kawy i wyszli, trzymając się za ręce.
- Tylko ochrona mnie nie wpuści...
- Powiem, żeby wpuścili - mrugnął do Karoli
- No... To tutaj... Chyba musimy się pożegnać. - szepnęła smutno
- Coś ty. Zobaczymy się jeszcze nie raz, obiecuję.
- Ale... Jak.. Myles! MYLES! - ale on już poszedł za kulisy.
22.00
Popłynęły pierwsze dźwięki "Ghost" ale Karolina prawie ich nie słyszała. Dla niej istniał w tym momencie tylko człowiek stojący przed nią. Todd. Łzy ciekły jej po policzkach, ale nie ze smutku. Ze szczęścia.
W pewnym momencie Kerns wyciągnął rękę. Karolina chwyciła ją z całej siły i nie chciała puścić. Poczuła w swojej dłoni małą karteczkę. Spojrzała zdziwiona na Todda, ale basista mrugnął do niej i wrócił na swoje miejsce. Karola dyskretnie rozwinęła papierek: "Myles mi o tobie opowiadał. Nie spodziewałem się, że jesteś taka śliczna! Do zobaczenia po koncercie!" Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć!
Kiedy koncert się skończył, pełna obaw szatynka podeszła do tylnych drzwi garderoby - zgodnie z wskazówkami Mylesa.
- Karolina?
- Tak...
- Pokaż karteczkę - powiedział ochroniarz. Dziewczyna wyjęła ją z kieszeni, pokazała i już szła korytarzem w stronę pokoju muzyków. Zapukała nieśmiało i usłyszała Mylesowe "Proszę"
Wsunęła się do pomieszczenia i od razu zmiękły jej kolana - byli tu wszyscy!
- No co się tak boisz, chodź do nas. - Myles otoczył ją ramieniem i poprowadził do grupki siedzącej na dwóch kanapach.
- Slash, Brent, Franek i Todd - pokazywał po kolei na chłopaków. Jeśli liczył na to, że Karola słucha, to się przeliczył. Ona wpatrywała się w Kernsa, który nonszalancko popalał papierosa.
- Todd... - przełknęła ślinę, a Myles zaczął się śmiać
- Todd, stary, Karola czekała na ciebie od południa, przywitaj się ładnie!
- Todd "Dammit" Kerns - powiedział, podając jej dłoń
- Wiem - odparła i od razu się zarumieniła - Ale palnęłam, przepraszam. Jestem Karolina Markowiak, ale wszyscy mówią mi Karri.
- Może się przejdziemy? - zaproponował Todd, a Karri skinęła głową
Wyszli na chłodne, czerwcowe powietrze.
- A więc jesteś z Po... Poz...
- Poznania - pomogła, gdyż basista miał mały problem z wymową tego
- Tak właśnie. Wiesz co... - przysunął się do niej - Nie sądziłem, że jesteś taka śliczna i nieśmiała. Spodziewałem się kolejnej głupiej fanki, a tu miła niespodzianka! - uśmiechał się tak ślicznie...
- Todd...
- Tak?
- A... co teraz będzie?
- Ale z czym?
- No, bo ty wyjedziesz... Umrę chyba. Tak bardzo marzyłam, żeby cię zobaczyć... A teraz...
- Ciii... - położył jej palec na ustach - Coś wymyślę, nie martw się, okej? - pokiwała głową, nieprzekonana - Obiecuję. Z ręką na sercu. Nawet ci dam mój numer. Masz komórkę? - podała mu aparat i po chwili miała w kontaktach numer Kernsa
- Dzięki...
- Co ty na to, żeby tę noc spędzić razem? - spytał, a Karolina otwarła szeroko oczy - NIE W TYM SENSIE! Połazimy, pogadamy... Hm?
- No jasne! Chętnie. - "Nie miałabym nic przeciwko spędzeniu nocy z tobą w TAKI sposób" pomyślała i parsknęła cicho.
- To gdzie idziemy?
***
Była już 4 rano. Todd i Karolina siedzieli na trawie na jakiejś łączce. Szatynka opierała głowę na ramieniu basisty,a on obejmował ją ramionami. Telefon Todda dzwonił już chyba 20 raz, ale para zbytnio się tym nie przejęła.
- Czyli zgadzasz się? Jedziemy na tydzień na inne występy, zawijamy do Polski, zabieramy ciebie i jedziemy razem, tak? - upewnił się Dammit
- Nie wytrzymam tygodnia... - jęknęła, a basista ujął w dłonie jej twarz
- Damy radę... Skarbie. - szepnął i delikatnie ją pocałował. Chciał sie odsunąć, ale Karolina objęła go szybko za szyję, przedłużając pocałunek jak najdłużej się dało.
- Todd...
- No co?
- Obiecujesz, że po mnie przyjedziesz?
- Przysięgam na mój święty bas - uśmiechnął się i dodał - Wracajmy, Myles pewnie dostał szału
- Pewnie tak - zaśmiała się dziewczyna i wziąwszy Todda za rękę skierowali się oboje do hotelu muzyków.
- HEJ! Mieszkacie w tym hotelu co ja! - krzyknęła Karri, a potem szybko dodała - Nadciąga kataklizm. Na dwunastej - oboje zaczęli rżeć jak opętani.
- TOOOOODD! - wydarł się Myles - GDZIE SIĘ DO CHOLERY WŁÓCZYSZ PO NOCY? Todd? TODD! Hej, Kerns, ty jesteś pijany? Karola, co on?
- On... On... Nic nie piliśmy... - wykrztusiła między napadami śmiechu
- Huragan Katrina... - wybuchnął Todd
- Huragan Myles na dwunastej... Zagrożenie trzeciego stopnia! - wprost wyli ze śmiechu. Kąciki ust Mylesa poszły leciutko w górę. Chyba zrozumiał o co chodzi, bo także wybuchnął śmiechem.
Po dobrych 20 minutach śmiechu i żartów wokalista nagle spoważniał i powiedział:
- Todzio, ruszamy za chwilę. Chodź. - chciał poczekać na basistę, ale gdy zobaczył jak czule obejmuje on Karolinę, czym prędzej się oddalił.
- Zabiję cię jak mnie wystawisz! Zabiję!
- Nie będziesz musiała.
- Już tęsknię... Todd, proszę... Mogę już teraz jechać z wami?
- Przerabialiśmy to, kochanie. Wiesz, że nie. Tydzień szybko minie, zobaczysz. - usłyszeli muzyków wychodzących przed hotel i szybko cofnęli się za ścianę. Kerns mocno objął Karolinę i spojrzał jej głęboko w oczy. Zaczęli się namiętnie całować, jakby to był ostatni raz w ich życiu.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie jest Todd i co on wyra... Aha. Okej - Slash nie pytał już o nic - Chyba nasz kumpel w końcu kogoś znalazł...
- Zasłużył na to. Karolina to wspaniała dziewczyna! - zapewnił Myles i zerknął na tych dwoje. Szatynka płakała trzymając basistę za szyję, a on mówił coś do niej.
- Toooodd! No chłopie, za tydzień sie zobaczycie i będziecie mieć siebie aż dość! HEJ! ryknął Myles, a Frank położył mu rękę na ramieniu i przerwał:
- Zostaw. Dla ciebie tydzień to nic. A dla takich dwóch osób - to wieczność. Daj im jeszcze 5 minut, potem jedziemy, jak nie przyjdzie, będzie pylał na piechotę. - Myles uśmiechnął się krzywo i wskoczył za resztą do tour busa.
- Mała ja... Znamy się jeden dzień, ale tego uczucia nie da się pomylić z żadnym innym. Rozumiesz, prawda? Do zobaczenia. - zsunął jej dłonie ze swojej szyi i chwycił je w swoje - Zadzwonię. Jutro. Codziennie, ok?
- Ok... Pamiętaj o mnie...
- Jasne.
- Pa
- Pa - pocałował ją ostatni raz i odszedł, pomalutku puszczając jej rękę. Wsiadł to tour busa, a po chwili pomachał jej przez okno. Karolina uśmiechnęła się - za siedem dni będzie już tylko z nim. Warto poczekać...
CIĄG DALSZY NA PEWNO NASTĄPI!!!
P.S. Na potrzeby opowiadania pewne rzeczy zostały zmienione ;D
***
Jest rok 2012. Dziewczyna mieszkająca w Polsce, Karolina, jedzie do Pragi na koncert Slasha i jego zespołu.
***
Karolina założyła słuchawki i włączyła utwór "Back From Cali". Mocno się wsłuchała i po chwili usłyszała ukochany dźwięk basu Todda. Za basistą przepadała odkąd poznała muzykę Slasha. Oczywiście - Myles, Saul, Brent, Frank - oni wszyscy byli zajebiści. Ale ją urzekł właśnie Todd "Dammit" Kerns. Jego wygląd, głos, gra na basie, osobowość... A dziś Karola usłyszy go na żywo!
Poczuła wibrowanie w kieszeni. SMS.
"Hejka, Karri ;D Jedziesz już? Miłego koncertu, ucałuj Todzia ode mnie :* WEŹ AUTOGRAF!"
" Nie przesadzaj, Paula, dopiero pociąg ruszył xD Ale jestem podekscytowana, zobaczę TODDA! A po autograf dopcham się, choćby się waliło i paliło miejsce występu. Na pewno ucałuję <3" - odpisała swojej przyjaciółce Paulinie. Ona także lubiła Kernsa, ale wolała Mylesa. Jak kto woli.
Karri (tak ją nazywali przyjaciele) odchyliła głowę do tyłu i dała się ponieść muzyce na resztę podróży.
Gwoli wyjaśnienia - Karolina ma 22 lata, od urodzenia mieszka w Poznaniu. Jej ulubione zespoły to Guns N' Roses, Queen, Led Zeppelin, AC/DC i Slash ft. Myles Kennedy & The Conspirators. Studiuje psychologię, a pracuje aktualnie w redakcji muzycznej.
Gdy dojechała do Pragi, pierwsze co zrobiła, to zadzwoniła do Pauliny. Potem odnalazła swój hotel i zmiękczając spółgłoski jakoś dogadała się w kwestii posiłków. Zajrzała do czeskiego McDonalda i zjadła obiad, po czym wróciła do pokoju przygotować się na koncert. Miała miejsce przy samej scenie, tam, gdzie zazwyczaj stał Todd.
Założyła T-shirt z wizerunkiem basisty, dżinsowe rurki i trampki, po czym wyszła z hotelu zawieszając na ramieniu malutką torebeczkę z ćwiekami.
Szła sobie spokojnie, aż w pewnym momencie...
- Pszepaszam... Sorry... Do you speak English? - Karolina odwróciła się powoli i niemal zeszła na zawał, kiedy zobaczyła postać stojącą przed nią.
- Oh... M... Myles?
- Yeah... Do you speak English? - powtórzył pytanie, a dziewczyna machinalnie przeszła na język angielski.
- Jasne. Jestem Karolina. - podała mu rękę i uśmiechnęła się czarująco - A ty jesteś Myles i widzę, a raczej sądzę, że masz kłopoty z dogadaniem się?
- Tak - odetchnął z ulgą - Nie znam czeskiego - uśmiechnął się z zażenowaniem - Wyszedłem na spacer i tak za bardzo nie umiem trafić do hotelu...
- Pomóc?
- Jasne, ale... Może najpierw chodźmy na jakąś kawę? Chcesz?
- Jasne! - odpowiedziała może zbyt szybko. Myles zaśmiał się i wziął Karolę pod rękę
- Jak mogę ci mówić? Bo Karolina to tak oficjalnie...
- Karri. Mów mi Karri.
Odnaleźli jakąś kawiarenkę i podczas czekania na napój, zaczęli rozmawiać. Po pół godzinie byli już przyjaciółmi.
- Przyjechałaś na koncert? Lubisz Todda? - spytał, patrząc na jej koszulkę
- No... Tak.
- Chcesz poznać Todda osobiście?
- Jezu, NAPRAWDĘ???
- No pewnie. Co za problem - wzruszył ramionami i skinął na kelnerkę. Zapłacił za kawy i wyszli, trzymając się za ręce.
- Tylko ochrona mnie nie wpuści...
- Powiem, żeby wpuścili - mrugnął do Karoli
- No... To tutaj... Chyba musimy się pożegnać. - szepnęła smutno
- Coś ty. Zobaczymy się jeszcze nie raz, obiecuję.
- Ale... Jak.. Myles! MYLES! - ale on już poszedł za kulisy.
22.00
Popłynęły pierwsze dźwięki "Ghost" ale Karolina prawie ich nie słyszała. Dla niej istniał w tym momencie tylko człowiek stojący przed nią. Todd. Łzy ciekły jej po policzkach, ale nie ze smutku. Ze szczęścia.
W pewnym momencie Kerns wyciągnął rękę. Karolina chwyciła ją z całej siły i nie chciała puścić. Poczuła w swojej dłoni małą karteczkę. Spojrzała zdziwiona na Todda, ale basista mrugnął do niej i wrócił na swoje miejsce. Karola dyskretnie rozwinęła papierek: "Myles mi o tobie opowiadał. Nie spodziewałem się, że jesteś taka śliczna! Do zobaczenia po koncercie!" Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć!
Kiedy koncert się skończył, pełna obaw szatynka podeszła do tylnych drzwi garderoby - zgodnie z wskazówkami Mylesa.
- Karolina?
- Tak...
- Pokaż karteczkę - powiedział ochroniarz. Dziewczyna wyjęła ją z kieszeni, pokazała i już szła korytarzem w stronę pokoju muzyków. Zapukała nieśmiało i usłyszała Mylesowe "Proszę"
Wsunęła się do pomieszczenia i od razu zmiękły jej kolana - byli tu wszyscy!
- No co się tak boisz, chodź do nas. - Myles otoczył ją ramieniem i poprowadził do grupki siedzącej na dwóch kanapach.
- Slash, Brent, Franek i Todd - pokazywał po kolei na chłopaków. Jeśli liczył na to, że Karola słucha, to się przeliczył. Ona wpatrywała się w Kernsa, który nonszalancko popalał papierosa.
- Todd... - przełknęła ślinę, a Myles zaczął się śmiać
- Todd, stary, Karola czekała na ciebie od południa, przywitaj się ładnie!
- Todd "Dammit" Kerns - powiedział, podając jej dłoń
- Wiem - odparła i od razu się zarumieniła - Ale palnęłam, przepraszam. Jestem Karolina Markowiak, ale wszyscy mówią mi Karri.
- Może się przejdziemy? - zaproponował Todd, a Karri skinęła głową
Wyszli na chłodne, czerwcowe powietrze.
- A więc jesteś z Po... Poz...
- Poznania - pomogła, gdyż basista miał mały problem z wymową tego
- Tak właśnie. Wiesz co... - przysunął się do niej - Nie sądziłem, że jesteś taka śliczna i nieśmiała. Spodziewałem się kolejnej głupiej fanki, a tu miła niespodzianka! - uśmiechał się tak ślicznie...
- Todd...
- Tak?
- A... co teraz będzie?
- Ale z czym?
- No, bo ty wyjedziesz... Umrę chyba. Tak bardzo marzyłam, żeby cię zobaczyć... A teraz...
- Ciii... - położył jej palec na ustach - Coś wymyślę, nie martw się, okej? - pokiwała głową, nieprzekonana - Obiecuję. Z ręką na sercu. Nawet ci dam mój numer. Masz komórkę? - podała mu aparat i po chwili miała w kontaktach numer Kernsa
- Dzięki...
- Co ty na to, żeby tę noc spędzić razem? - spytał, a Karolina otwarła szeroko oczy - NIE W TYM SENSIE! Połazimy, pogadamy... Hm?
- No jasne! Chętnie. - "Nie miałabym nic przeciwko spędzeniu nocy z tobą w TAKI sposób" pomyślała i parsknęła cicho.
- To gdzie idziemy?
***
Była już 4 rano. Todd i Karolina siedzieli na trawie na jakiejś łączce. Szatynka opierała głowę na ramieniu basisty,a on obejmował ją ramionami. Telefon Todda dzwonił już chyba 20 raz, ale para zbytnio się tym nie przejęła.
- Czyli zgadzasz się? Jedziemy na tydzień na inne występy, zawijamy do Polski, zabieramy ciebie i jedziemy razem, tak? - upewnił się Dammit
- Nie wytrzymam tygodnia... - jęknęła, a basista ujął w dłonie jej twarz
- Damy radę... Skarbie. - szepnął i delikatnie ją pocałował. Chciał sie odsunąć, ale Karolina objęła go szybko za szyję, przedłużając pocałunek jak najdłużej się dało.
- Todd...
- No co?
- Obiecujesz, że po mnie przyjedziesz?
- Przysięgam na mój święty bas - uśmiechnął się i dodał - Wracajmy, Myles pewnie dostał szału
- Pewnie tak - zaśmiała się dziewczyna i wziąwszy Todda za rękę skierowali się oboje do hotelu muzyków.
- HEJ! Mieszkacie w tym hotelu co ja! - krzyknęła Karri, a potem szybko dodała - Nadciąga kataklizm. Na dwunastej - oboje zaczęli rżeć jak opętani.
- TOOOOODD! - wydarł się Myles - GDZIE SIĘ DO CHOLERY WŁÓCZYSZ PO NOCY? Todd? TODD! Hej, Kerns, ty jesteś pijany? Karola, co on?
- On... On... Nic nie piliśmy... - wykrztusiła między napadami śmiechu
- Huragan Katrina... - wybuchnął Todd
- Huragan Myles na dwunastej... Zagrożenie trzeciego stopnia! - wprost wyli ze śmiechu. Kąciki ust Mylesa poszły leciutko w górę. Chyba zrozumiał o co chodzi, bo także wybuchnął śmiechem.
Po dobrych 20 minutach śmiechu i żartów wokalista nagle spoważniał i powiedział:
- Todzio, ruszamy za chwilę. Chodź. - chciał poczekać na basistę, ale gdy zobaczył jak czule obejmuje on Karolinę, czym prędzej się oddalił.
- Zabiję cię jak mnie wystawisz! Zabiję!
- Nie będziesz musiała.
- Już tęsknię... Todd, proszę... Mogę już teraz jechać z wami?
- Przerabialiśmy to, kochanie. Wiesz, że nie. Tydzień szybko minie, zobaczysz. - usłyszeli muzyków wychodzących przed hotel i szybko cofnęli się za ścianę. Kerns mocno objął Karolinę i spojrzał jej głęboko w oczy. Zaczęli się namiętnie całować, jakby to był ostatni raz w ich życiu.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie jest Todd i co on wyra... Aha. Okej - Slash nie pytał już o nic - Chyba nasz kumpel w końcu kogoś znalazł...
- Zasłużył na to. Karolina to wspaniała dziewczyna! - zapewnił Myles i zerknął na tych dwoje. Szatynka płakała trzymając basistę za szyję, a on mówił coś do niej.
- Toooodd! No chłopie, za tydzień sie zobaczycie i będziecie mieć siebie aż dość! HEJ! ryknął Myles, a Frank położył mu rękę na ramieniu i przerwał:
- Zostaw. Dla ciebie tydzień to nic. A dla takich dwóch osób - to wieczność. Daj im jeszcze 5 minut, potem jedziemy, jak nie przyjdzie, będzie pylał na piechotę. - Myles uśmiechnął się krzywo i wskoczył za resztą do tour busa.
- Mała ja... Znamy się jeden dzień, ale tego uczucia nie da się pomylić z żadnym innym. Rozumiesz, prawda? Do zobaczenia. - zsunął jej dłonie ze swojej szyi i chwycił je w swoje - Zadzwonię. Jutro. Codziennie, ok?
- Ok... Pamiętaj o mnie...
- Jasne.
- Pa
- Pa - pocałował ją ostatni raz i odszedł, pomalutku puszczając jej rękę. Wsiadł to tour busa, a po chwili pomachał jej przez okno. Karolina uśmiechnęła się - za siedem dni będzie już tylko z nim. Warto poczekać...
CIĄG DALSZY NA PEWNO NASTĄPI!!!
wtorek, 23 kwietnia 2013
Beautiful Dangerous 4
Tydzień później...
Od tego felernego dnia w którym Myles tak szybko przeprosił po kłótni, mój chłopak zaczął się dziwnie zachowywać - stale chodził nieobecny, nucił ciągle pod nosem, a kiedy coś do niego mówiłam śmiał się głupio.
- Myles... - zagadnęłam go, kiedy siedzieliśmy na ławce w parku - Możesz na mnie spojrzeć?
- Cooo? A, tak, jasne!
- Myles, ty coś bierzesz?
- Jaaa?
- Nie, Adolf Hitler! Jasne, że ty!
- A czemu miałbym coś brać? - zbywał mnie i to całkowicie skutecznie
- A czemu nie? - odparowałam i już miałam kontynuować przesłuchanie, kiedy jak spod ziemi wyrósł przed nami jakiś facet...
*** MYLES ***
O żesz kurwa... Niedobrze! Ten cały Jeremi, czy jak mu tam było!
- Witaj, Mylesie. - usiadł obok mnie i dodał - A to pewnie twoja dziewczyna? Jak ma na imię?
- J... Jestem Alexandra... - odparła cicho Lexy i chwyciła mnie za rękę
- Jak się sprawuje buteleczka?
- Jaka... Jaka buteleczka?- udawałem idiotę
- Nie wiesz? To jutro w Roxy, albo inaczej pogadamy! - warknął nagle - Punkt 24.00! - wstał i odszedł szybkim krokiem
- Kto to był? Skąd znał twoje imię? Myles, o co tu chodzi??? - Alex wyglądała na przerażoną
- Spokojnie, pewnie jest na prochach, może słyszał, jak rozmawiamy i chciał mi sprzedać jakieś narkotyki czy coś...
- Mhm, oby. Pójdziesz?
- Gdzie?
- No do Roxy!
- Ja... - zawahałem się - Nie, no co ty... - jasne, że tak. No co, przecież Lexy o niczym się nie dowie, zobaczę czego chciał i wrócę! Tak, tak zrobię!
Kiedy Alex już słodko spała, wyśliznąłem się z łóżka, ubrałem się i wyruszyłem ulicami LA w stronę Roxy. Kiedy wszedłem do środka, uderzyła mnie chmura papierosowego dymu, smród potu, alkoholu i głośna muzyka AC/DC. Po krótkim namyśle podszedłem do baru, zamówiłem wódkę i spytałem o Jeremiego.
- Jeremi? Jasne, siedzi tam, pod ścianą. - barman pokazał odpowiedni stolik, podał mi butelkę i wreszcie mogłem dowiedzieć się o co chodziło.
- Jesteś, Myles! Siadaj. - poznał mnie od razu. Przy stoliku siedziało jeszcze kilku innych kolesi.
Jeden z czarnym buszem na głowie, popalał papierosy i pił Jacka Danielsa
Ten siedzący obok niego właśnie coś mu opowiadał. Miał płomiennorude włosy i bladą twarz.
Obok Rudego rozwalił się wysoki blondyn, wyglądający na podjaranego, a już na 100% pijanego. Widząc mnie pokazał pokój i wziął potężny łyk wódki.
Na nim leżał wpół przytomny też blondyn, ale dla odmiany niziutki, aktualnie bawił się pałeczkami do perkusji
Obok Jeremiego, w cieniu znajdował się mocno najarany gostek, którego otaczała chmurka nikotynowego dymu. W połowie nie kontaktował.
- Poznaj moich kumpli z Guns N' Roses: Slash, Axl, Duff, Steven i Izzy. - przedstawił Jeremi i dodał - Panowie, to jest Myles. Zaopiekujcie się nim dobrze, ja idę po jakąś laskę, zaraz wracam.
- No to co chcesz, koks, czy herę? - spytał jeśli się nie mylę Duff
- Ja... A co lepsze?
- Hera, większy odlot.
- To już wiesz co chcę.
- Już cię lubię. Izzy. Izzy! IZZY, chuju, dawaj towar, a nie śpij! - najarany Izzy wyjął z kieszeni woreczek, rzucił go na stół i znów skrył się w cieniu. Duff zrobił co trzeba, usypał kreskę i kazał wciągać.
- Chyba, że wolisz w żyłę, lepiej daje.
- Ok. - zgodziłem się. Co mi szkodzi spróbować?
Już kiedy igła przebiła moją skórę wiedziałem, że to pokocham. Duff wprowadzał płyn powoli, spokojnie, uważnie obserwując moją reakcję. Kiedy skończył, wyjął igłę i pozwolił mi się skupić na doznaniu. Nie musiałem czekać tak długo jak po tych tabletkach. Rozluźniłem się prawie od razu, jeszcze nigdy tak się nie czułem, to było coś nowego, co zajebiście mi się podobało.
- I jak? - zagadnął Slash, wypalający już 4 od mojego przyjścia papierosa.
- Zajeeebiście... - jęknąłem z rozkoszą - Daj łyka, Slashu.
- Łap. - podał mi Jacka Danielsa. Wziąłem dużego łyka, po czym odkorkowałem wódkę.
- Jeee, ty zapijasz Danielsa wódką?
- Jasne, a co?
- Podziwiam cię, stary, serio. - poklepał mnie po ramieniu - Masz mocną głowę.
- Dzięki. - zaczęliśmy gadać. Już od pierwszego zdania wiedziałem, że to jest odpowiedni gość dla mnie.
Po dwóch Danielsach i wódce byliśmy najlepszymi kumplami. Zupełnie zapomniałem po co tu przyszedłem, zapomniałem, że Alex na mnie czeka, że...
- No, wróciłem. Widzę, Myles, że Saul przypadł ci do gustu...
- To moje prawdziwe imię - wyjaśnił, jak zdążyłem się dowiedzieć, gitarzysta prowadzący
- Aha, ok. To... Jeremi, co chciałeś?
- Właśnie to - roześmiał się - Poznać cię z chłopakami i pokazać uroki "czegoś mocniejszego". Jak ci się podoba?
- Bardzo zajebiście - uśmiechnąłem się
- Więc wrócisz jeszcze?
- Pewnie.
- Ale następnym razem z portfelem, chyba, że Slash będzie tak dobry i ci sfinansuje...
- Nie ma sprawy, Myles, jesteś początkujący, więc trzymaj się mnie, przynajmniej na razie nie musisz się martwić o kasę. Okej?
- Jasne, dzięki. - odparłem i spojrzałem zamglonym wzrokiem w stronę wejścia do klubu. Natychmiast otrzeźwiałem, widząc moją dziewczynę i...
Od tego felernego dnia w którym Myles tak szybko przeprosił po kłótni, mój chłopak zaczął się dziwnie zachowywać - stale chodził nieobecny, nucił ciągle pod nosem, a kiedy coś do niego mówiłam śmiał się głupio.
- Myles... - zagadnęłam go, kiedy siedzieliśmy na ławce w parku - Możesz na mnie spojrzeć?
- Cooo? A, tak, jasne!
- Myles, ty coś bierzesz?
- Jaaa?
- Nie, Adolf Hitler! Jasne, że ty!
- A czemu miałbym coś brać? - zbywał mnie i to całkowicie skutecznie
- A czemu nie? - odparowałam i już miałam kontynuować przesłuchanie, kiedy jak spod ziemi wyrósł przed nami jakiś facet...
*** MYLES ***
O żesz kurwa... Niedobrze! Ten cały Jeremi, czy jak mu tam było!
- Witaj, Mylesie. - usiadł obok mnie i dodał - A to pewnie twoja dziewczyna? Jak ma na imię?
- J... Jestem Alexandra... - odparła cicho Lexy i chwyciła mnie za rękę
- Jak się sprawuje buteleczka?
- Jaka... Jaka buteleczka?- udawałem idiotę
- Nie wiesz? To jutro w Roxy, albo inaczej pogadamy! - warknął nagle - Punkt 24.00! - wstał i odszedł szybkim krokiem
- Kto to był? Skąd znał twoje imię? Myles, o co tu chodzi??? - Alex wyglądała na przerażoną
- Spokojnie, pewnie jest na prochach, może słyszał, jak rozmawiamy i chciał mi sprzedać jakieś narkotyki czy coś...
- Mhm, oby. Pójdziesz?
- Gdzie?
- No do Roxy!
- Ja... - zawahałem się - Nie, no co ty... - jasne, że tak. No co, przecież Lexy o niczym się nie dowie, zobaczę czego chciał i wrócę! Tak, tak zrobię!
Kiedy Alex już słodko spała, wyśliznąłem się z łóżka, ubrałem się i wyruszyłem ulicami LA w stronę Roxy. Kiedy wszedłem do środka, uderzyła mnie chmura papierosowego dymu, smród potu, alkoholu i głośna muzyka AC/DC. Po krótkim namyśle podszedłem do baru, zamówiłem wódkę i spytałem o Jeremiego.
- Jeremi? Jasne, siedzi tam, pod ścianą. - barman pokazał odpowiedni stolik, podał mi butelkę i wreszcie mogłem dowiedzieć się o co chodziło.
- Jesteś, Myles! Siadaj. - poznał mnie od razu. Przy stoliku siedziało jeszcze kilku innych kolesi.
Jeden z czarnym buszem na głowie, popalał papierosy i pił Jacka Danielsa
Obok Rudego rozwalił się wysoki blondyn, wyglądający na podjaranego, a już na 100% pijanego. Widząc mnie pokazał pokój i wziął potężny łyk wódki.
Na nim leżał wpół przytomny też blondyn, ale dla odmiany niziutki, aktualnie bawił się pałeczkami do perkusji
- Poznaj moich kumpli z Guns N' Roses: Slash, Axl, Duff, Steven i Izzy. - przedstawił Jeremi i dodał - Panowie, to jest Myles. Zaopiekujcie się nim dobrze, ja idę po jakąś laskę, zaraz wracam.
- No to co chcesz, koks, czy herę? - spytał jeśli się nie mylę Duff
- Ja... A co lepsze?
- Hera, większy odlot.
- To już wiesz co chcę.
- Już cię lubię. Izzy. Izzy! IZZY, chuju, dawaj towar, a nie śpij! - najarany Izzy wyjął z kieszeni woreczek, rzucił go na stół i znów skrył się w cieniu. Duff zrobił co trzeba, usypał kreskę i kazał wciągać.
- Chyba, że wolisz w żyłę, lepiej daje.
- Ok. - zgodziłem się. Co mi szkodzi spróbować?
Już kiedy igła przebiła moją skórę wiedziałem, że to pokocham. Duff wprowadzał płyn powoli, spokojnie, uważnie obserwując moją reakcję. Kiedy skończył, wyjął igłę i pozwolił mi się skupić na doznaniu. Nie musiałem czekać tak długo jak po tych tabletkach. Rozluźniłem się prawie od razu, jeszcze nigdy tak się nie czułem, to było coś nowego, co zajebiście mi się podobało.
- I jak? - zagadnął Slash, wypalający już 4 od mojego przyjścia papierosa.
- Zajeeebiście... - jęknąłem z rozkoszą - Daj łyka, Slashu.
- Łap. - podał mi Jacka Danielsa. Wziąłem dużego łyka, po czym odkorkowałem wódkę.
- Jeee, ty zapijasz Danielsa wódką?
- Jasne, a co?
- Podziwiam cię, stary, serio. - poklepał mnie po ramieniu - Masz mocną głowę.
- Dzięki. - zaczęliśmy gadać. Już od pierwszego zdania wiedziałem, że to jest odpowiedni gość dla mnie.
Po dwóch Danielsach i wódce byliśmy najlepszymi kumplami. Zupełnie zapomniałem po co tu przyszedłem, zapomniałem, że Alex na mnie czeka, że...
- No, wróciłem. Widzę, Myles, że Saul przypadł ci do gustu...
- To moje prawdziwe imię - wyjaśnił, jak zdążyłem się dowiedzieć, gitarzysta prowadzący
- Aha, ok. To... Jeremi, co chciałeś?
- Właśnie to - roześmiał się - Poznać cię z chłopakami i pokazać uroki "czegoś mocniejszego". Jak ci się podoba?
- Bardzo zajebiście - uśmiechnąłem się
- Więc wrócisz jeszcze?
- Pewnie.
- Ale następnym razem z portfelem, chyba, że Slash będzie tak dobry i ci sfinansuje...
- Nie ma sprawy, Myles, jesteś początkujący, więc trzymaj się mnie, przynajmniej na razie nie musisz się martwić o kasę. Okej?
- Jasne, dzięki. - odparłem i spojrzałem zamglonym wzrokiem w stronę wejścia do klubu. Natychmiast otrzeźwiałem, widząc moją dziewczynę i...
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Beautiful Dangerous 3
Kilka dni później...
- Zamknij się już! Zawsze musi być po twojemu, nie?!
- A czemu ma być po twojemu? Nie możesz choć raz zrobić tego o co proszę?
- Nie cierpię twojej kuzynki i NIE CHCĘ JECHAĆ!!!
- Nienawidzę cię!!! - wykrzyczała ze łzami w oczach i wybiegła z pokoju, zamykając się w sypialni. Oparłem się o ścianę, wzdychając ciężko i ukrywając twarz w dłoniach. Chwilę biłem się z myślami, po czym wyjąłem z kieszeni kurtki ową tajemniczą buteleczkę. Usiadłem na krześle w kuchni i odkręciłem nakrętkę, przechylając butelkę. Wypadło z niej kilka małych pigułek koloru białego i jakaś karteczka o treści "pokrusz i wciągnij/użyj strzykawki". Zdecydowałem się na pierwszy sposób.
Po chwili było po wszystkim. Nie czułem nic szczególnego i już chciałem się wkurzyć na tego pacana co mi to dał, kiedy poczułem nagłe rozluźnienie obejmujące całe moje ciało. Przymknąłem oczy. Przez myśl przeszło mi tylko jedno zdanie: O kuźwa, jak dobrze... I odpłynąłem
***
Kiedy się ocknąłem, na zegarku była 18.44, czyli leżałem prawie godzinę. Nie byłem ani trochę wkurzony, nic nie czułem. Po prostu było mi dobrze i nie kontaktowałem za bardzo.
Postanowiłem iść do mojej Lexy. Musiałem spróbować aż 5 razy, zanim udało mi się wstać i zrobić krok. Na chwiejnych nogach podszedłem do sypialni dziewczyny i zapukałem cicho. Nie odpowiedziała, więc wszedłem, uznając to za pozwolenie. Mała siedziała na łóżku, z kolanami podciągniętymi pod brodę i kiwała się lekko. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
- M... Myles? - wyszeptała. Chyba się zdziwiła, zazwyczaj po takich kłótniach mijało dobrych parę dni, zanim zaczynaliśmy w ogóle ze sobą rozmawiać, a co dopiero przytulać się itp.
- Tak, jestem Myles. - odparłem. Spojrzała mi w oczy i zmarszczyła brwi
- Dziwny jakiś jesteś... Taki przymulony... I w ogóle co to za zmiana? Ty przepraszasz godzinę po kłótni?
- Czyli mam sobie iść? - oby się nie zorientowała, bo będę miał przesrane!
- Nie no, co ty! Zostań...
- Przep... - zaczął mi się plątać język - Przepraszam. Nie powinienem krzyczeć.
- Kocham cię, wiesz? Pocałuj mnie, czy coś... - poprosiła niepewnie, a ja z chęcią wpiłem się w jej ciepłe usta i chwyciłem ją za ramiona. Zesztywniała, zaskoczona, ale po chwili poddała się moim pocałunkom i zaczęła je oddawać.
***ALEX***
Byłam nieco... zaskoczona jego zachowaniem. Nigdy taki nie był... Taki, czyli jaki? Sama do końca nie wiem... Wiem, że zachowuje się inaczej, spieszy się zbytnio.
- Myles... Spieszysz się. - powiedziałam, a zaraz potem jęknęłam cicho, kiedy zjechał wargami na szyję. Walić jego dziwne zachowanie, jest dobrze xD
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ...
Okryłam się kołdrą i wtuliłam w klatkę piersiową mojego chłopaka. To była chyba najbardziej wyczerpująca noc w moim życiu. Myles jeszcze nigdy nie był aż tak śmiały! Posunął się dalej niż zwykle, a mi... Bardzo to pasowało :)
- Mała?
- Mhm?
- Wszystko ok?
- Czemu pytasz?
- No, bo ja przecież... Chyba przesadziłem.
- Nieprawda. Chcę więcej takich nocy, kochanie.
- Tak? Czyli... Było ok?
- Jasne! A ten... Myles? MYLES! - spojrzałam na mojego faceta. - Myles, ty zemdlałeś? Myles, do chole... - wtedy pociągnął mnie na siebie i pocałował mocno, niemal agresywnie. Spodobało mi się, więc zaczęłam się angażować, zapominając o tym, że przed chwilą wyglądał jak martwy (!). Po prostu leżał z zamkniętymi oczami i nawet przez chwilę nie oddychał!
- Sorry, ale jesteś tak piękna, że aż się zawiesiłem! - roześmiał się sztucznie i dodał - Idę spać, dobranoc.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem i także odpłynęłam do krainy snów...
***
Rozdział wyszedł średnio, za krótki i nie jestem zbyt zadowolona, następny będzie lepszy, obiecuję.
- Zamknij się już! Zawsze musi być po twojemu, nie?!
- A czemu ma być po twojemu? Nie możesz choć raz zrobić tego o co proszę?
- Nie cierpię twojej kuzynki i NIE CHCĘ JECHAĆ!!!
- Nienawidzę cię!!! - wykrzyczała ze łzami w oczach i wybiegła z pokoju, zamykając się w sypialni. Oparłem się o ścianę, wzdychając ciężko i ukrywając twarz w dłoniach. Chwilę biłem się z myślami, po czym wyjąłem z kieszeni kurtki ową tajemniczą buteleczkę. Usiadłem na krześle w kuchni i odkręciłem nakrętkę, przechylając butelkę. Wypadło z niej kilka małych pigułek koloru białego i jakaś karteczka o treści "pokrusz i wciągnij/użyj strzykawki". Zdecydowałem się na pierwszy sposób.
Po chwili było po wszystkim. Nie czułem nic szczególnego i już chciałem się wkurzyć na tego pacana co mi to dał, kiedy poczułem nagłe rozluźnienie obejmujące całe moje ciało. Przymknąłem oczy. Przez myśl przeszło mi tylko jedno zdanie: O kuźwa, jak dobrze... I odpłynąłem
***
Kiedy się ocknąłem, na zegarku była 18.44, czyli leżałem prawie godzinę. Nie byłem ani trochę wkurzony, nic nie czułem. Po prostu było mi dobrze i nie kontaktowałem za bardzo.
Postanowiłem iść do mojej Lexy. Musiałem spróbować aż 5 razy, zanim udało mi się wstać i zrobić krok. Na chwiejnych nogach podszedłem do sypialni dziewczyny i zapukałem cicho. Nie odpowiedziała, więc wszedłem, uznając to za pozwolenie. Mała siedziała na łóżku, z kolanami podciągniętymi pod brodę i kiwała się lekko. Usiadłem obok i mocno ją przytuliłem.
- M... Myles? - wyszeptała. Chyba się zdziwiła, zazwyczaj po takich kłótniach mijało dobrych parę dni, zanim zaczynaliśmy w ogóle ze sobą rozmawiać, a co dopiero przytulać się itp.
- Tak, jestem Myles. - odparłem. Spojrzała mi w oczy i zmarszczyła brwi
- Dziwny jakiś jesteś... Taki przymulony... I w ogóle co to za zmiana? Ty przepraszasz godzinę po kłótni?
- Czyli mam sobie iść? - oby się nie zorientowała, bo będę miał przesrane!
- Nie no, co ty! Zostań...
- Przep... - zaczął mi się plątać język - Przepraszam. Nie powinienem krzyczeć.
- Kocham cię, wiesz? Pocałuj mnie, czy coś... - poprosiła niepewnie, a ja z chęcią wpiłem się w jej ciepłe usta i chwyciłem ją za ramiona. Zesztywniała, zaskoczona, ale po chwili poddała się moim pocałunkom i zaczęła je oddawać.
***ALEX***
Byłam nieco... zaskoczona jego zachowaniem. Nigdy taki nie był... Taki, czyli jaki? Sama do końca nie wiem... Wiem, że zachowuje się inaczej, spieszy się zbytnio.
- Myles... Spieszysz się. - powiedziałam, a zaraz potem jęknęłam cicho, kiedy zjechał wargami na szyję. Walić jego dziwne zachowanie, jest dobrze xD
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ...
Okryłam się kołdrą i wtuliłam w klatkę piersiową mojego chłopaka. To była chyba najbardziej wyczerpująca noc w moim życiu. Myles jeszcze nigdy nie był aż tak śmiały! Posunął się dalej niż zwykle, a mi... Bardzo to pasowało :)
- Mała?
- Mhm?
- Wszystko ok?
- Czemu pytasz?
- No, bo ja przecież... Chyba przesadziłem.
- Nieprawda. Chcę więcej takich nocy, kochanie.
- Tak? Czyli... Było ok?
- Jasne! A ten... Myles? MYLES! - spojrzałam na mojego faceta. - Myles, ty zemdlałeś? Myles, do chole... - wtedy pociągnął mnie na siebie i pocałował mocno, niemal agresywnie. Spodobało mi się, więc zaczęłam się angażować, zapominając o tym, że przed chwilą wyglądał jak martwy (!). Po prostu leżał z zamkniętymi oczami i nawet przez chwilę nie oddychał!
- Sorry, ale jesteś tak piękna, że aż się zawiesiłem! - roześmiał się sztucznie i dodał - Idę spać, dobranoc.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem i także odpłynęłam do krainy snów...
***
Rozdział wyszedł średnio, za krótki i nie jestem zbyt zadowolona, następny będzie lepszy, obiecuję.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







