środa, 4 grudnia 2013

TURN IT ON TONIGHT 17

 WIELKIE UKŁONY DLA PANNY AGATY! Gdyby nie ona, ten rozdział by nie powstał. Więc rozdział dedykuję Tobie, Pani May :333

Enjoy!

*****************************


Wysiadłam z samolotu i stanęłam na lotnisku. Zatrzęsłam się z zimna - zapomniałam jaka Polska chłodna i deszczowa.
Komunikaty dotyczące lotów były jak miód na moje uszy - piękny, ojczysty język polski, tęskniłam za nim...
Po godzinie w końcu odzyskałam swoje walizki i rozejrzałam sie w poszukiwaniu Dominiki i Pauliny. Są, są, tam stoją! Podbiegłam do nich.
- KAROLIIIIINAAAAA! - dosłownie rzuciły się na mnie, zaczęły ściskać, przytulać i wykrzykiwać coś do mnie.
Ja uśmiechałam się leciutko i pozwalałam im na to, ale sama byłam opanowana.
***
Weszłam do mojego starego mieszkanka. Wciągnęłam do płuc znajomy zapach i uśmiech wykwitł na mojej twarzy. Podeszłam do wieży stereo i włączyłam opcję 'CD'. Zgrzyt i płyta ruszyła... O,
Mötley Crüe!
Zaśmiałam się sama z siebie... Może nie będzie tak źle?
****************************************************
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
****************************************************
Studiuję. Dziennikarstwo. Muzyczne. Studiuję. Dziennikarstwo. Muzyczne. Studiuję. Dziennikarstwo. Muzyczne!!!!!!!!!!!!!!
Dostałam się!
Po miesiącu studiów stwierdzam, że to był idealny wybór. Robię to, co kocham :D
Dobrze, że mam laptopa z GG, Skype'm i czatem - gadamy ze Slashem, Mylesem, Cass czy Michelle godzinami!
Z gazet dowiedziałam się zaskakującej rzeczy - Brian wychodzi za Rose!
No i chyba najważniejsze... Jestem zaproszona na ślub... PODWÓJNY!
Slash i Michelle
Myles i Cassie
Jak słodziutko <3 To już za miesiąc, nie mogę się doczekać!
To chyba tyle z nowości, jakie mnie spotkały...

***************NIECO CZASU PÓŹNIEJ****************

O 4 nad ranem zadzwonił telefon. Myles. Znów zapomniał o różnicy czasu! U nich jest przecież dopiero 21! Argh...
- Haaaalo?
- Osz, cholera, znów zapomniałem o tej różnicy... Wybacz, Effy... - odezwał się skruszonym głosem Myles.
- Ależ kochany, nic się nie stało... - ziewnęłam - Coś nie tak?
- Bbbb... Bo wiesz... Przyleciałabyś na... Na wieczór panieński?
- Twój?!
- NIE!!! - wybuchnął śmiechem - Cass!
- Aaaa! Wybacz, o tej porze nie ogarniam...
- Jasne. To przyjedziesz...? - spytał niepewnie
- A kiedy to?
- Tydzień przed ślubem mamy wspólny, a dzień przed ślubem podzielony. MASZ być na obu!
- No już dobra, dobra... Czyli będę u was za...?
- Trzy dni - niemal czułam jak się uśmiecha
- Ty coś knujesz - stwierdziłam
- JA?! Nieee....
- Tak, Myles. Jeśli chcecie mnie zeswatać z Toddem, to i tak wam się nie uda! - wściekła rzuciłam słuchawką, a po chwili usłyszałam kolejny dzwonek
- Czego? - burknęłam do słuchawki
- Przepraszam...
- Myles... Zrozum, to jest moje życie, ok? Doceniam waszą pomoc, ale... Ale nie w tej sprawie.
- Dobrze... Dobrze. Ale... i tak przyjedziesz?
- Jasne. Dla was zawsze.
- Świetnie. To... W takim razie dobranoc!
- Papa - cmoknęłam w słuchawkę i w końcu wróciłam do łóżka.

********

- Naprawdę już będzie dobrze, Effs... - objął mnie mocno
- Todd... Nie zostawiaj mnie, ok?
- Ok... - wyszeptał i zaczął mnie cało.... CO?!

Zerwałam się na równe nogi. CO TO ZA SEN W OGÓLE?! Wytarłam spocone czoło. Który to już raz mi się śni?
Zrobiłam szybki przegląd osób: do Kennedych nie zadzwonię, do Briana w życiu, do... do Niego nie... Do Hudsonów nie zadzwonię, bo mają inne rzeczy do roboty... Do reszty nie mam numeru... Zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy - w tej pieprzonej Polsce nie mam nikogo bliskiego. N I K O G O! Nie ma kuźwa. Wracam. Tak. Wracam.

****

Wyszłam z samolotu totalnie otępiała. Podróż minęła mi koszmarnie, wymiotowałam, bolała mnie głowa... Ale jak tylko wyszłam i odetchnęłam moim kochanym powietrzem - wróciłam do żywych. Teraz dylemat. Gdzie ja pójdę? Do Mylesa? Przeprowadzili się z Cass... Nie wiem gdzie... Cholera, niedobrze. Wyjęłam telefon i wybrałam po omacku numer.
- Halo? - usłyszawszy ten głęboki głos aż usiadłam. Cholera, znów mam pecha. - HALO?
- Hej... - odezwałam się nieśmiało
- Kar... olina?
- Effy. Nie Karolina. Effy.
- O. Okej. Coś... się stało?
- Ja... za bardzo nie mam gdzie się podziać. Dopiero przyleciałam...
- Ooo, jasne, zaraz po ciebie przyjadę.
- Dziękuję...


KILKANAŚCIE MINUT PÓŹNIEJ...


Ujrzałam człowieka, który tyle czasu był nieosiągalny... Czekałam na to spotkanie, przyznaję, że czekałam... Boję się trochę, po takim czasie...
- Cześć, Effy - jego uśmiech powalił mnie na kolana
- Hej... Dzięki, że przyjechałeś - nieśmiało wyszczerzyłam się do niego
- Jasne. Nie ma sprawy. To... gdzie mam Cię zawieźć? - zastanowiłam się chwilę. Todd patrzył ze źle skrywaną nadzieją, pewnie chciał, żebym jechała do niego. W sumie... co mi szkodzi? Challenge accept!
- To może... Hm... Mogę się u Ciebie przechować? - posłałam mu czarujący uśmiech
- Jasne! - taaa, ta radość w jego głosie...
Jechaliśmy króciutko. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, wszystkie wspomnienia od razu wróciły ze zdwojoną mocą...
- Gdzie mogę się rozpakować?
- Chodź - poprowadził mnie do sypialni, pewnie dodatkowej - Tutaj - uśmiechnął się lekko i usiadł na brzegu łóżka - Pomóc?
- Nie, nie... Nie trzeba - wyciągnęłam z torby pierwszą partię rzeczy i zaczęłam je układać. Nie zauważyłam, że wypadło mi coś.
- Twoje? - Todd trzymał w ręce fotografię Kate
- Tak - schowałam ją do torby i nagle zatęskniłam za małą.
- Coś się stało? - oczywiście. Odczytał nawet delikatne spuszczenie powiek. Znał mnie na wylot.
- Tęsknię za małą...
- Może chcesz się z nią zobaczyć? Zawiozę Cię!
- Ja... wiem gdzie to jest. Trafię. Ale dziękuję - spojrzałam na niego - Yhm... Chciałabym się przebrać... Mógłbyś...
- Jasne, już sobie idę - odparł i wyszedł z pokoju, zamykając drzwi za sobą. W ciągu 20 minut stałam zadowolona pod domem Briana, licząc na to, że Rose akurat nie będzie. Pukam.
- Br... O... Cześć - drzwi otwarł mi nikt inny jak Rose! Piękna, dziewczęca, z... ZAOKRĄGLONYM BRZUSZKIEM?
- Cześć. Czego chcesz?
- Chciałabym... Zobaczyć się z małą... Mogę? - lekki uśmiech rozjaśnił twarz Rose.
- Pewnie, wchodź! - poprowadziła mnie do salonu
- KAAAAAATE! KATE, SKARBIE! - dziewczynka zbiegła niemal od razu i zatrzymała się zdziwiona w drzwiach.
- Ma... Mama?
- Cześć, kwiatuszku! - uśmiechnęłam się szeroko, a Kate podbiegła i wtuliła się we mnie
- Czemu Cię tak długo nie było?
- A... Ma... Wyjechałam.
- Zostaniesz tu?
- Nie, maleńka, teraz masz Rose no i tatę... - usiadłyśmy na kanapie i dziewczynka zaczęła mi opowiadać o szkole do której niedługo, jako sześciolatka idzie.
Po kilkunastu minutach słychać kroki na schodach i nagle ktoś zaczyna się drzeć:
- CO TA KURWA TU ROBI? - odwróciłam się i zobaczyłam koszmarnie wkurzonego Briana. Wstałam, przestraszona - JAK MIAŁAŚ CZELNOŚĆ W OGÓLE TU PRZYJŚĆ?! PO TYM WSZYSTKIM? PO TYM, JAK SPIERDOLIŁAŚ MI SPRZED OŁTARZA? JAK MNIE OD DZIWKARZY I IDIOTÓW ZWYZYWAŁAŚ? I TY TU JESZCZE PRZYCHODZISZ?! - podchodzi blisko Rose - CZEMU JĄ WPUŚCIŁAŚ? POZWOLIŁEM? CO?! ODPOWIADAJ! - w oczach Rose zabłysły łzy. Postanowiłam coś zrobić
- Brian... Ona jest w ciąży, nie denerwuj się na nią... Nie krzycz, proszę... Ja... - nagle Rose krzyczy:
- BRIAN MA RACJE! MA RACJE! WYCHUJAŁAŚ GO, A TERAZ PRZYCHODZISZ JAK GDYBY NIGDY NIC! SPIEPRZAJ!
- Chciałam się z dzieckiem zobaczyć! Już nawet tego mi nie wolno?! - Brian mówi do Rose i Kate ostrym tonem:
- Idźcie na górę. Już! - obie biegną po schodach i słychać, jak zamykają z trzaskiem drzwi. Brian podszedł do mnie.
- Nienawidzę cię.
- Dlaczego!? - Kara, chyba się nie poryczysz?
- Za tą akcję przed ołtarzem!
- TA DZIWKA JEST Z TOBĄ W CIĄŻY!
- Nie jest dziwką. Jest moją dziewczyną! Kocham ją!
- A co ze mną?
- WYPIERDALAJ, BO CIĘ NIENAWIDZĘ!
- Brian...
- JESTEŚ GŁUCHA? SPIERDALAJ Z MOJEGO ŻYCIA! - powstrzymując łzy, wybiegłam z domu i szybkim krokiem skierowałam się do mieszkania Todda. Starałam się nie płakać, nie chciałam jakiejś troski, czy współczucia. Otwarłam drzwi i natychmiast przy mnie pojawił się Kerns.
- Jak wizyta? - uśmiechy, uśmiechy, uśmiechy. Ja nie wytrzymałam. Wybuchnęłam przejmującym płaczem, wieszając się na ramieniu basisty. Ten przytulił mnie z całej siły, chwycił za rękę i posadził na kanapie, sam siadając obok.
- Co się stało? - łagodny ton jego głosu był jak miód na moje zbolałe serduszko. Opowiedziałam mu całą historię, a chłopak słuchał w milczeniu, kiwając od czasu do czasu głową.
- Karola... - podniosłam głowę i napotkałam jego czułe spojrzenie.
- Todd, co Ty... - nie pozwolił mi dokończyć, wpijając się w moje usta. A ja idiotka, zamiast się odsunąć, oddałam pocałunek, przytulając go. Todd, wyraźnie ośmielony, wstał, chwytając mnie za ręce. Objęłam go w pasie, pozwalając się przycisnąć do ściany. Kerns całował coraz namiętniej, a ja coraz bardziej traciłam dla niego głowę... Jakiś głos wewnętrzny kazał mi przestać... Ale zagłuszyłam go od razu.
Po chwili nasze koszulki leżały gdzieś na podłodze, a my sami znaleźliśmy się na łóżku w sypialni Todda.
Basista zsunął się ustami na moją szyję. Jęknęłam cicho. Usłyszałam, jak mruczy mi do ucha:
- Czekałem i się doczekałem... - nie odpowiedziałam. Po chwili pozbył się z łatwością moich dżinsów i dolnej bielizny. Bez trudu zrobiłam to samo z jego ciuchami. Todd przekręcił mnie na plecy i wszedł mocno. Aaaajć....
Hmmm, okna są zamknięte? Nie jestem pewna czy chcę, aby cała ulica słyszała moje wrzaski... Nieważne.
Poddałam się mu całkowicie, podświadomie tęskniłam za tym uczuciem, tęskniłam za sypianiem z Toddem, ale sama przed sobą się nawet nie przyznawałam...
- Dobrze Ci? - to do mnie? Idiotko, jasne, że tak.
- Ja....k....chole....ra...doo....brze... - wyjęczałam, a Todd uśmiechnął się szeroko...

sobota, 30 listopada 2013

DODATEK DO JUST LOVE, RHYTM AND BASS!!!

Podczas, gdy Mej już poszła tańczyć z Angusem, ja nadal nie przyuważyłam nigdzie Johna. Dobre 20 minut chodziłam, uśmiechałam się do wszystkich i ukradkiem go wypatrywałam. W pewnym momencie rozpiął mi się paseczek w jednym z moich czerwonych sandałków na niebotycznie wysokim, 12 centymetrowym obcasie, więc schyliłam się, by go zapiąć. Kiedy powróciłam do pozycji wyprostowanej, zaliczyłam totalny ded. Przede mną stał John w ciemno czerwonej koszuli i czarnym garniturze. W tych obcasach byłam dobre 5 cm od niego wyższa...
Deaky rozdziawił usta w wyrazie... czego?
- Yhm... No.... Cześć, Johnny! - uśmiechnęłam się, jednocześnie mówiąc mu spojrzeniem "chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce".
- Cześć, Julson - odwzajemnił uśmiech i lekko skinął palcami. Poszliśmy ramię w ramię na jakiś taras z tyłu hotelu, aktualnie pusty. W ciemności widziałam tylko zarys sylwetki Johna i jego oczy. Podszedł do mnie bliziutko i wyszeptał:
- Wyglądasz cudownie... - przygryzłam wargę
- Ty lepiej... - odparłam, odwracając głowę i podchodząc do balustrady. Wpatrywałam się w gwiazdy, kiedy poczułam jego usta przy moim uchu:
- Julsonku... - zamknęłam oczy. Błogosławmy ciemność, przynajmniej nie widać moich rumieńców!
- T.t.t...Tak?
- Spójrz na mnie, co? - z wahaniem odwróciłam się przodem do niego i spojrzałam prosto w jego brązowo-zielone tęczówki. Było w tym spojrzeniu coś... Coś takiego... Szczególnego...
Objął mnie w pasie, tym samym przysuwając totalnie blisko siebie i zaczął szeptać:
- Już zapomniałaś o tym, co było ostatnio...? - pokręciłam głową - Czemu za wszelką cenę starasz się mnie unikać? Żałujesz tego, co było?
- N... Nie żałuję...
- To czemu? - wzruszyłam ramionami, spuszczając wzrok. Deaky chciał mnie pocałować, ale szybko się wyrwałam.
- Ej... - objął mnie z powrotem - Jeśli nie chcesz tu być... Możemy stąd iść... Jechać do ciebie, albo do mnie... Jak chcesz. Nie wiem, przeszkadzają ci ludzie? - obejrzałam się na jasny prostokąt drzwi.
- Boję się, że ktoś nas przyłapie i Brian się dowie...
- Przecież nikt tu nie wchodzi, Julka... - objął mnie ciaśniej - Zaufaj mi - westchnęłam
- Nnn... No dobrze. Tylko jeśli Brian się dowie... To możemy się już nigdy nie zobaczyć, rozumiesz? - w odpowiedzi wpił się namiętnie w moje usta. Oddałam pocałunek, obejmując go za szyję. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo za tym tęskniłam...

Deaky wsunął język miedzy moje wargi, a ja poczułam, że oblewa mnie to cholerne gorąco. Zaangażowałam się jeszcze bardziej, wtulając się w jego ramiona i oddając pocałunki.

Po dobrych kilkunastu minutach John oderwał się i wyszeptał:
- Jak cholera nie mogłem skończyć... Wybacz...
- Ciii - położyłam mu palec na ustach - Jest... Jest dobrze.
- Tęskniłem za tobą, wiesz?
- Wiem, Deaky, ja za tobą też... Zastanawiam się... Kiedy ta szopka się wreszcie skończy... - zaczęłam bawić się guzikiem jego koszuli
- Szopka?
- ŻE NIE MOGĘ CIĘ NAWET CHWYCIĆ PUBLICZNIE ZA RĘKĘ! - wybuchnęłam
- Ciiii... Nie krzycz - obejrzał się - Już niedługo. Obiecuję Ci.
- Na pewno?
Na pewno - uśmiechnął się i jeszcze raz mnie pocałował.
- Wracamy, co?
- Wracamy.



niedziela, 3 listopada 2013

TURN IT ON TONIGHT 16 - Część 2

- Ale.... Ale... Ale dlaczego? - jąkał się Kennedy
- Czuję, że muszę... Nie ma tu dla mnie miejsca...
- Ale jak to?! Przecież możesz u nas mieszkać, naprawdę, mi to n... - przerwałam mu szybko
- Nie o to chodzi, Myles. Chodzi o moje życie osobiste! Ja tak nie mogę dłużej... - westchnęłam, opierając głowę na jego ramieniu
- Nie zobaczę cie już nigdy...? - kilka minut później dobiegło mnie jego ciche pytanie
- Ja... Przyjadę jeszcze, na pewno... Ale... Najszybciej za rok.
- Nie przyjedziesz nawet na JEDEN koncert? - wokalista był coraz bardziej podłamany
- Nie, Myles.
- Coś Ci pokażę - powiedział i po chwili przyniósł album ze zdjęciami - Zobacz, mała.


- Grałem w filmie*** - uśmiechnął się
- Jejku, jaki ty byłeś...
- Młody? - wybuchnął śmiechem 
- Nieee, przystojny! - również się roześmiałam
- Hah, możliwe, patrz dalej!



 - Kurwa, trąbka?! - zaśmiewałam się wspólnie z Kennedym
- A widzisz... O kurde, mój pierwszy zespół!



- Wow, ty przystojniaku! - trąciłam go łokciem
- Weź przestań!
- O, a to, jakie ładne!


 - To... Jakieś wakacje chyba... - zamyślił się - Taa, jakiś wyjazd. Nieważne, dalej - odwrócił stronę, a ja... zamarłam






Myles chciał szybko odwrócić stronę, ale chwyciłam go z całej siły za rękę, nie pozwalając na to. Przesunęłam wzrok na następną fotografię. Poczułam łzy w oczach.



Przy trzeciej i jednocześnie ostatniej fotografii z Toddem, załkałam spazmatycznie




- Pppp.... prze....praszam.... - wydusiłam, a wokalista bez słowa mnie przytulił
- Już dobrze. Już wszystko dobrze...
- Myles, mam prośbę - popatrzyłam mu w oczy
- Tak?
- Nie wiem jak to zrobisz, ale... Dowiedz się... Czy... Czy on mnie...
- Rozumiem - przerwał - Dam ci znać jak najszybciej
- Jesteś kochany

***

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ

***

- Pasażerowie lecący do Warszawa, Okęcie proszeni są o podchodzenie do odprawy... - usłyszawszy komunikat, powstrzymując łzy, podeszłam do odprawy bagażowej.
Załatwiłam wszystko dość szybko i usiadłam na ławeczce, kiedy nagle usłyszałam drugi komunikat:
- Lot do Warszawa, Okęcie opóźniony o 3 godziny. Przepraszamy i prosimy o cierpliwość.
- DO KURWY NĘDZY! - wrzasnęłam, aż dwoje staruszków obejrzało się na mnie ze strachem. Spuściłam wzrok. Kurde, zawsze ja. ZAWSZE.
Wtedy poczułam wibracje w kieszeni
SMS:
"Odwróć się, księżniczko :) "
Zmarszczyłam brwi i obróciłam głowę, po czym wrzasnęłam ze szczęścia:
- SAAAAAUL! - rzuciłam się gitarzyście w ramiona - Co tu robisz?
- Przyszedłem się pożegnać... - zagryzł wargę - Jesteś pewna, że chcesz wyjechać?
- Pewna... Poza tym, kasy mi szkoda, żeby bilet marnować - roześmiałam się sztucznie
- Będę tęsknić... - spuścił głowę
- Wiem, Slash, ja też - przytuliłam się do czarnej kupy kłaków - Zdradzę ci tajemnicę, chcesz?
- Mów, mała.
- Tak naprawdę... Nie chcę wyjechać... Ale... Ale tutaj nie ma dla mnie miejsca...
- Możesz zamie...
- WIESZ, ŻE NIE O TO CHODZI! - podniosłam głos, przerywając mu wpół zdania
- Wiem, przepraszam...
- Gdzie Michelle? - zmieniłam temat
- Ona... Tak jakby... - zaciął się
- Nie mów, że się rozstaliście
- JESZCZE nie... Jest na mnie wściekła...
- Bo?
- Prasa umie zajebiście dobrze przerabiać zdjęcia... Żeby tylko była sensacja... - mruknął z rozgoryczeniem
- Ach... rozumiem. Wytłumacz jej!
- Nie chce mnie słuchać...
- Daj jej czas może, co?
- Spróbuję... Eh - westchnął - Tęskni za tobą...
- Michelle?
- Todd.
- Nie kłam.
- Nie kłamię.
- ZAMKNIJ SIĘ!
- EFFY!!! - usłyszałam i poczułam, że ktoś mi wisi na szyi.
- Michelle! - uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam ją mocno. Dziewczyna spojrzała z ukosa na Slasha i szepnęła mi do ucha:
- Mówił ci?
- Mówił - odszepnęłam - Mich, on tego NAPRAWDĘ nie zrobił...
- Nie?
- Nie. Daj mu szansę - uśmiechnęłam się lekko. Michelle zastanowiła się chwilę
- Ostatecznie... - podeszła do Slasha - Ymmm... Kochanie? - gitarzysta spojrzał na nią z zaskoczeniem, a wtedy Chelle przytuliła go i pocałowała w usta. Roześmiałam się cicho. Chyba zostanę swatką, idzie mi genialnie!

Poszliśmy we trójkę do kafejki i tak się zagadaliśmy, że omal nie spóźniłam się na samolot!
- Będziemy tęsknić - płakali tuląc mnie oboje
- Ja też... - powiedziałam - Muszę już iść. Wszystkiego dobrego, kochani! - pomachałam im i pobiegłam do samolotu. Zajęłam swoje miejsce przy oknie i dopiero, gdy samolot wystartował pozwoliłam sobie na wybuchnięcie płaczem. NIE CHCĘ! WRACAJ, SAMOLOCIE! LĄDUJ Z POWROTEM...

***

Biegnie na oślep, roztrąca ludzi, przewraca walizki. Nawet nie zwraca na to uwagi. Wpada na pas startowy i wybucha płaczem, widząc unoszący się samolot. Nie zdążył. Uciekła mu.
Jeden ze strażników położył mu rękę na ramieniu, mówiąc:
- Czyżby kobieta panu uciekła?
- Owszem... Moja kochana... Sam wszystko spieprzyłem, ale chciałem naprawić, ale ona... Ona...
- Rozumiem cię, stary - wtrącił drugi strażnik - Gdzie ci uciekła?
- Do Polski... - wyszeptał, na co pierwszy strażnik zacmokał z niezadowoleniem
- Daleko coś... No, ale nie martw się - poklepał Todda po plecach - Jak kocha to wróci!
- Z tym, że ona NIE KOCHA - odparł basista i zawrócił w kierunku terminala.


***


Wysiliła wzrok i wypatrzyła malutkiego już człowieczka z czarną szopą na głowie. Serce jej stanęło. CO ON TAM ROBI?! To by znaczyło, że... O KURWA.

**************************************************************


*** Myles Kennedy naprawdę grał w filmie, obejrzyjcie sobie ostatnie 20, 15 minut filmu "Gwiazda Rocka" ;D

**************************************************************


KOMENTUJCIE!!!


TURN IT ON TONIGHT 16 - Część 1

Siedział na kanapie, wpatrując się w zalane deszczem okno, usiłując odszukać choć zarysy przedmiotów na ulicy, które znał tak dobrze, a jednocześnie pragnął teraz zobaczyć...


Myślał nad swoim zjebanym (ale tylko po części) życiem. Po co mu ta kurwa Rose? Przecież on dobrze wie, że suka leci tylko na jego forsę i darmowe wejściówki na koncerty... Po co z nią jest? Co chce udowodnić? Komu chce to udowodnić?

Właśnie.
Karola
Karola
Karola
To imię wracało do niego co chwilę. Starał się zapomnieć... Dobra, nie starał się. WCALE sie nie starał. Chciał ją pamiętać. Chciał pamiętać jej delikatne wargi... Jej ciepłe dłonie... Jej kwiatowy zapach...
Effy... Jak czekolada, nowe imię Karoliny rozpływało się w ustach...
Och, jak bardzo chciał teraz być z nią...
Już dobrze - nie oszukujmy się
Zawsze ją kochał
ZAWSZE
Z A W S Z E
Tylko... Chciał jej dać wolną rękę, żeby nie czuła się zmuszona...
I tak to już nieważne
Co z tego, że spierdoliła sprzed ołtarza
Pobiorą się tak czy siak...
Forever Alone, Todzio...

***

Siedziała oparta o poduszkę na wąskim parapecie w mieszkaniu Mylesa. Było cicho i pusto, gdyż 2/3 aktualnych mieszkańców było w pracy...



Nie grała żadna muzyka... Słyszała jedynie bicie swego serca, drżący oddech i szum myśli przepływających przez jej głowę...
Straciła go
Straciła ich obu
Jednego tak naprawdę nie chciała nigdy...
W drugim od początku zakochana do szaleństwa...
Dała się oszukać...
DAŁA SIĘ SKRZYWDZIĆ JAKIEMUŚ IDIOCIE!
I co z tego....
Nie odzyska tego, czego chce...
Już nigdy go nie dostanie...
Pamięta jeszcze jego słodki szept, cytrynowy zapach i opiekuńczo wyciągnięte ramiona...
Zraniła go, tak
Dlatego już jej nie kocha
Woli tą... Tą dziwkę
Cóż
Obściskiwała się z Brianem...
Teraz z nim...
Bo jest kurwą
NIC NIE WARTĄ KURWĄ
A...
A może jednak jest coś warta?
Każdy facet do niej lgnie...
Do tej Rosie...
...
Czemu tak spierdoliłaś, Efs?
CZEMU?!
Miałaś ogromną szansę...
I dupa
Wrócisz grzecznie teraz do Polski
Będziesz studiować dziennikarstwo
I zapomnisz o wszystkim
Tak
To jest dobry pomysł

niedziela, 20 października 2013

TURN IT ON TONIGHT 15

    Dawno nie byłam tak mocno umalowana. Smoky eyes. Tak. Do tego legginsy, oczywiście czarne i biała tunika. Loki prawie do pasa, ułożone jak najładniej.

    - O... Karolina?
    - Myles! Ja... sorki, nie chciałam wpaść na ciebie - uśmiechnęłam się nieśmiało
    - Nie szkodzi. Coś się stało?
    - Ja... - postanowiłam nic Mylesowi nie mówić - Przyszłam na imprezę!
    - Aaa. Jasne. Chodź - poprowadził mnie pod drzwi - Zaraz przyjdę, akurat szedłem do kuchni po coś do picia, chcesz też?
    - Dziękuję, nie trzeba - otwarłam drzwi i... zamarłam. Wszystkie głowy (John, Brent, Roger z Megan, Slash z Michelle, Nicole - dziewczyna Brenta, Cassie - dziewczyna Mylesa) odwróciły się w moją stronę. Stałam jak wmurowana z rozchylonymi ustami i wpatrywałam się w parę na kanapie.Gdzieś w tle słyszałam Mr. Big'a i jego ''Wild World", ale nie docierało to do mnie zbytnio.
    Zaczęłam szybciej oddychać. Trzęsłam się jak w gorączce. Przełknęłam ślinę przez ściśnięte gardło.
    Wtedy Todd oderwał się od siedzącej na jego kolanach Rose i spojrzał mi prościutko w oczy.
    Zmusiłam nogi do biegu.
    Zaczęłam uciekać, ale poczułam szarpnięcie za ramię.
    - KAROLA! - puściły mi nerwy. Wtuliłam się w wyciągnięte ramię Mylesa i zaczęłam łkać - Hej... Co jest, mała? Karola, słyszysz? - pociągnął mnie na krzesło w kuchni i kazał NATYCHMIAST gadać, o co chodzi. Udzieliłam mu wyczerpującej, ponad półgodzinnej odpowiedzi. Słuchał mnie uważnie, nie przerywał, znosił spokojnie moje przerwy w opowieści, kiedy łzy zatykały mi gardło i nie byłam w stanie mówić dalej. Kiedy skończyłam, zamyślił się chwile, po czym powiedział:
    - Kochasz go?
    - Kogo? - podniosłam oczy
    - Briana.
    - Ja... tak.
    - A Katie?
    - Tak.
    - A Todda?
    - J-j-j...ja... - opanowałam płacz
    - Nie kłam, Karola. Proszę.
    - Ja już sama nie wiem. Chwilami mam wrażenie, że go nienawidzę, a chwilami, że nie mogę bez niego żyć...
    - Chcesz mieć Katie, nie?
    - Bardzo... Wiesz, Myles... Ja chyba muszę zacząć od nowa. Wszystko.

    ***

    - Więc chciałaby pani zmienić imię, tak?
    - Owszem.
    - Jak by się pani chciała nazywać?
    - Elizabeth. Lisa. Eliza. Bądź Effy. Effy jest ładnie.
    - W porządku, podpisać tu i po sprawie - złożyłam zgrabny podpis na świstku, podziękowałam i wyszłam z urzędu
    - Zaczynamy od nowa, Effy - szepnęłam do siebie i skierowałam się do domu

    ***

    - Hej, skarbie - Brian przytulił mnie mocno
    - Hej - posłałam mu uśmiech
    - Karola, czy ty...
    - Effy - przerwałam mu
    - Co?
    - Effy. EFFY. E-F-F-Y!
    - O czym ty mówisz?
    - Od dziś nazywam się Elizabeth. Lisa. Eliza. EFFY! Zaczynam od nowa - Brian spojrzał na mnie z napięciem
    - Skoro tak... - przyklęknął i wyciągnął z kieszeni pudełeczko - Wyjdziesz za mnie Kar... Effy? - uśmiechnęłam się szeroko
    - Tak. Tak, Brian - przytulił mnie mocno i wsunął pierścionek na palec.

    ***

    Weszłam do sporego wieżowca. Wjechałam windą na 14 piętro i zapukałam do apartamentu numer 1066. Otworzył mi nieco rozczochrany, wyraźnie skacowany Myles.
    - Karolinaaaaaa?!
    - Od wczoraj jestem Elizabeth. Effy. Effy May - zdezorientowany Myles szybko pojął sytuacje
    - Zaczynasz od początku?
    - Tak. Mogę wejść?
    - Jasne - uśmiechnął się - Chcesz coś do picia?
    - Nie, dzięki... O! Witaj, Cassie!
    - Cześć, Eff! - przytuliła mnie mocno.



    Eh... Taaaak... Cassie... Jejku, ona jest taka piękna, szczupła i w ogóle... Cudo!
    - Effy! EFFY! HALO, MÓWIĘ DO CIEBIE!
    - C...cooo?! Ooo, sorka - posłałam jej przepraszające spojrzenie - Co mówiłaś?
    - Pytałam, kiedy się pobieracie z Brianem?
    - Ah, tak... Za tydzień.
    - Szybko! Kogo zapraszacie?
    - John z Danielle, Brent z Nicole, Roger z Megan, Slash z Michelle, ty i Myles... Tyle!
    - O... Myles, przyjdziemy, nie?
    - Oczywiście! Za tydzień, tak? O której to jest?
    - O 11 w kościele. A potem... - uśmiechnęłam się szatańsko
    - Tak, tak, impra do rana - roześmiała się Cassie. Wtedy rozdzwonił się mój telefon:



    - Tak, skarbie?
    - Effy, złotko, Katie bardzo chce z Tobą iść na zakupy, możesz wracać do domu?
    - Jasne, już idę, pa! - wyłączyłam rozmowę i zwróciłam się do pary:
    - Muszę lecieć, Katie chce iść ze mną na shopping.
    - Jasne. To co... do niedzieli za tydzień?
    - Tak - kiwnęłam głową. Cmoknęłyśmy się z Cassie w policzek, przytuliliśmy z Mylesem i wyszłam z apartamentu.

    ***

    TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

    - Kochanie, wyglądasz cudownie - Cassie przytuliła swój policzek do mojego. Spojrzałam na swoją białą sukienkę, dotknęłam welonu upiętego na lokach i przesunęłam palcem po pierścionku zaręczynowym.
    - Dziękuje... Ty również - rozległ się Marsz Weselny - Chyba muszę iść... Myles mnie prowadzi.
    - Powodzenia, Eff - uśmiechnęła się Cassandra i weszła do kościoła bocznym wejściem. Odetchnęłam i stanęłam przy głównym wejściu. Myles wziął mnie pod rękę.
    - Piękności... - westchnął i równym krokiem zaczęliśmy iść w stronę ołtarza.
    Brian już czekał. Kiedy stanęłam przy nim uśmiechnął się szeroko. Odpowiedziałam tym samym.
    Ceremonia przebiegała sprawnie i szybko, kapłan był miły i wiecznie uśmiechnięty.

    - Czy ktoś się sprzeciwia dezycji o zawarciu małżeństwa? - spytał ksiądz, patrząc po zebranych.
    - ALE JA WOLĘ TATUSIA Z TĄ ROSIE! - ścierpła mi skóra na plecach. Powoli odwróciłam głowę. Na środku kościoła stała Kate w różowej sukieneczce i buńczucznie skrzyżowanych ramionach. Wszyscy umilkli, a dziewczynka kontynuowała:
    - No, bo ty, Effy, chodzisz ze mną na zakupy, bawisz się i tata cię całuje, ale w parku jak byliśmy... Ta Rosie jest od ciebie piękniejsza i tata jej to mówił, że jest piękna i ja wolę mieć tą ładniejszą mamę, co się tacie podobała!
    Zamarłam. Otworzyłam usta i spojrzałam na Briana morderczym wzrokiem. Był z leksza zdziwiony, ale wyglądało, że wie, o co chodzi Kate.
    - BRIAN! - uuuu. Nie sądziłam, że mogę z siebie wydusić tak wysoki dźwięk! - KATE, KIEDY TATA BYŁ OSTATNI RAZ Z TĄ ROSE?!
    - Wczoraj na placu zabaw. Przytulali się - mówiła dziewczynka - Bo wiesz mamo... - podeszła bliżej - Ta Rose to dziwka - rozległy się okrzyki. Przyklękłam przed Katie - Skąd znasz to słowo, Katie?
    - Słyszałam gdzieś - odparła wymijająco - W każdym razie...Ona... Rose... Z Toddem jest, mówiłaś mi, mamo... A przytula tatę! No, tyle - odwróciła się i jak gdyby nigdy nic, wróciła do ławki. Stałam jak sparaliżowana.
    - Brian, co to ma znaczyć?!
    - My... tylko... my rozmawialiśmy! - bronił się
    - Nie wierzę ci - powiedziałam słabym głosem. Czułam, że po policzkach lecą mi łzy. Odwróciłam się i wybiegłam z kościoła. Słyszałam, że Cassie woła coś za mną, ale ja już tego nie słyszałam. Biegłam przed siebie...
    Niedaleko kościoła był las... Czułam, jak ostre kolce rozrywają mi sukienkę, liście wplątują sie we włosy, a obcasy wbijają w miękką ściółkę. Nie dbałam o to. W końcu, kiedy niemal rozerwało mi płuca, zatrzymałam się i stanęłam pod jakimś drzewem.



    Zerwałam z głowy welon, z palca pierścionek, zdzierając sobie skórę. Załkałam głośno i rozpaczliwie. Po chwili wstałam i niczym zbity pies udałam się w drogę powrotną. Moje nogi same poniosły mnie pod wieżowiec, gdzie mieszkali Myles z Cassie.
    Zapukałam. Nic. Walnęłam pięścią w drzwi. Cisza. Pchnęłam głupi kawał drewna. O...twarte? Cóż... Weszłam do środka...
    - Halo? HALO!? Myles? ... Cassie? Halo! Jest tu kto? - zajrzałam do salonu i ujrzałam śpiącą Cassie, przykrytą kraciastym kocem i Mylesa drzemiącego w fotelu z kubkiem herbaty.

    Opadłam na drugi fotel, starając się łkać jak najciszej. Zerknęłam na zegar. O KURWA! Nie było mnie 5 godzin? Wow...
    - E... Eff? - Cassie podniosła głowę, rozbudzona



    - Ooo... obudzi....łam cię??? - Cass spojrzała na mnie z czułością
    - Chodź tu do mnie, Effs, chodź... - położyłam się obok niej. Cassie nakryła nas kocem i przytuliła mnie mocno.
    - Brian to świnia - powiedziała, głaszcząc mnie po włosach
    - Wiem... Wiem. A ja... ja mu ślepo... zaufałam... - rozpłakałam się na całego
    - No już ciii.... ci....
    - Cassie, ja chodziłam od Todda do Briana, od Briana do Todda i zawsze wybierałam Maya! A teraz... teraz już rozumiem... Że... Że moje szczęście... Właśnie... Uciekło z tą dziwką!
    - Odzyskasz go jeszcze... Myślę, że ma tą Rose tylko do jednego celu, wiesz?
    - T-t-t...ak myślisz?
    - Tak myślę - uśmiechnęła się do mnie - Przecież on cię kocha, Effy!
    - Tak myślisz?
    - Powtarzasz się, słońce.
    - Oh... Tak. Przepraszam... Mogłabym spać dziś u was? Macie miejsce?
    - W chuj - odparła i wstała - Chodź, pokażę ci.
    - Cassie?
    - Taa?
    - Dziękuję, że jesteś
    - Nie ma za co - objęłyśmy się mocno
    - Kocham cię, siostrzyczko - wymruczałam do jej ucha
    - Ja ciebie też. A teraz chodź - pociągnęła mnie w sobie tylko wiadomym kierunku.





    poniedziałek, 7 października 2013

    TURN IT ON TONIGHT 14

    Obudziło mnie delikatne smyranie do brzuchu. Postanowiłem nie otwierać oczu i poczekać na ciąg dalszy. Po chwili głaskanie przeszło niżej... A ja ledwo powstrzymałem się od jęku rozkoszy. Po chwili wrażenie nasiliło się i już nie udało mi się zatrzymać głośnego jęknięcia. Wtedy czyjeś cieplutkie ciało położyło się na mnie i czyjeś usta zaczęły obcałowywać moją szyję. Otwarłem oczy.
    - Dzień dobry, leniuszku - zaśmiała się Karolina
    - Budź mnie tak codzieeeeeeennieeeeeee.... - przeciągnąłem głoski proszącym tonem. Ona zaśmiała się cicho:
    - Jeśli chcesz... - pocałowałem ją w usta
    - Trzeba jechać po Katie, słońce... - powiedziałem, krzywiąc się lekko. Chciałem wstać, ale Karola pociągnęła mnie z powrotem na łóżko
    - Nigdzie nie pójdziesz... - powiedziała i dokończyła szeptem - Póki mnie nie przelecisz, jasne? - otworzyłem szeroko oczy
    - C...co?
    - To! - syknęła, ściskając ręką coś dla mnie, ekhm, ważnego. Zawyłem cicho - Bozia musi cię bardzo kochać...
    - Cccco???
    - Bo cię obdarzyła BARDZO HOJNIE, oj bardzo! - powiedziała cicho, mrużąc oczy do maksimum. Udałem, że patrzę jej w oczy i po chwili wszedłem w nią znienacka. Krzyknęła i przekręciła nas tak, że byłem na górze i miałem tzw... władzę, hehehe...
    - A teraz wykorzystam ten hojny dar Bozi - powiedziałem i przyspieszyłem. Dziewczyna krzyknęła raz, drugi, a mi tak przyjemnie rozrywało bębenki...
    Ciężko dysząc, wyjąkałem:
    - Zo....zostaniesz...ze....mną...nie? - spojrzała na mnie słodkim wzrokiem
    - Ttatatatatata....taaaak...zostanę... - jęknęła i w tej samej chwili oboje doszliśmy.
    - Kocham cię, Karolina, Jezu, jak ja cię kocham... - wydyszałem, wpijając się w jej usta
    - Ja ciebie też - wstała i zaczęła się ubierać
    - Gdzie idziesz?
    - Nigdzie! Po prostu się ubieram, skarbie - posłała mi uśmiech

    ***

    KILKA DNI PÓŹNIEJ

    ***


    Wyszedłem z Katie na zakupy, mała szła do przedszkola i potrzebowała kilku rzeczy. Wróciliśmy obładowani torbami. Wysłałem małą na górę, do jej pokoju, a sam wszedłem do salonu. Przymurowało mnie. Na kanapie siedziała półnaga Karolina, obejmowała Todda, który całował ją namiętnie.
    Poczułem momentalne ukłucie w sercu. Cholera, jeszcze niedawno zapewniała, że mnie kocha, a teraz daje dupy Toddowi ? Nie, nie to nie może być prawda... Wściekłem się na nią. Rani mnie, rani mnie miłość mojego życia, dziewczyna której starałem się poświęcić wszystko...Dobrze, że mała niczego nie widziała. Chociaż i tak by tego nie zrozumiała. 

    Po cichu postawiłem rzeczy w kuchni i zabrałem małą ze sobą. Musiałem się przejść. Zabrałem ją do parku, pobiegła się pobawić z innymi dzieciakami. Usiadłem na ławce i starałem się hamować łzy, łzy cholernego bólu jaki czułem. Patrzyłem na beztroską Katie. Po chwili spuściłem głowę i pozwoliłem łzom płynąć po policzkach.
    Poczułem delikatny dotyk na ramieniu.
    - Widzę, że dziś ty masz problem? - podniosłem wzrok
    - Rose! Taaaaa...
    - Co jest, mistrzu gitary? - uśmiechnęła się, więc jej opowiedziałem. Pogłaskała mnie po ramieniu i przytuliła
    - Ona się musi w końcu zdecydować. Prędzej, czy później. Wiesz?
    - Tak myślisz?
    - Zostanie z tym, kogo naprawdę kocha. Może z tobą, może z Toddem. Zobaczy się.
    - Taaaaaak... - przesunąłem wzrokiem po placu zabaw, szukając Katie. Nie zauważyłem jej.
    - Katie! - zawołałem, pewien, że gdzieś się schowała. Odpowiedziała mi cisza - KATIE! KAAAAAAATIE! - wystraszyłem się nie na żarty. Zapominając całkowicie o Rosie, zerwałem się z ławki i zacząłem biegać po placu zabaw, szukając mojej małej kruszynki

    ***

    Miasto jest duże, ale ja wiem dokąd iść. O, drzwi są otwarte. Czemu? Nieważne. Idę do sa... a, buty! No tak! Ojej, ale te sznurówki zaplatane... no.
    Jeszcze kurteczka... No i już. O... co to? Dlaczego mama płacze?

    - Mamusiu!!! - krzyknęłam, podbiegając i wtulając się w nią
    - Katie, kochanie... - płakała, głaszcząc mnie po głowie - Co ty tutaj sama robisz?
    - Uciekłam tacie, bo... bo chciałam iść z tobą - odpowiedziałam, a Mama uśmiechnęła się przez łzy - Czemu płaczesz?
    - Bo... Bo jestem bardzo złą kobietą i tatuś jest na mnie bardzo zły.
    - Ale mamo, on płacze! Siedzi na ławce i płacze! - mama podniosła wzrok
    - Co ty mówisz?
    - On płacze - wzruszyłam ramionami - A wiesz, za tydzień idę do przedszkola!
    - Wiem, Kat, wiem... Opowiedz mi jeszcze.
    - Ale co?
    - O Bria... O tacie.

    - Płakał... i tyle. Smuci się, jak cię nie ma.
    - Tak myślisz? - pokiwałam głową - Dziękuję, skarbie. Możesz iść się pobawić - zeskoczyłam z kolan mamy i popędziłam do swojego pokoju.

    ***

    - Halo?
    - Brian, ja...
    - GDZIE JEST KATIE?!?!?!
    - Spokojnie, przyszła do mnie... Brian, ja chciałam...
    - Kocham cię - przerwał mi. Uśmiechnęłam się
    - Ja... Ja ciebie też i... przepraszam. To z Toddem... Definitywnie skończone.
    - Tak?
    - Tak, kochanie.
    - Okej... Nawet nie wiesz jak bolało, kiedy patrzyłem na was...
    - Już ciii, już dobrze. Wracaj do domu, ok?
    - Zaraz będę.


    Wpadł do domu dosłownie 2 minuty po rozmowie.
    - Hej - objęłam go mocno
    - Hej - odpowiedział z uśmiechem
    - W porządku?
    - Mhm - kiwnęłam głową - Przepraszam za to... wiesz.
    - Dobrze. Już okej.
    - To świetnie - pocałowałam go delikatnie - Kate ci zwiała, co?
    - No - roześmiał się - Mały szkodnik
    - Hah - przytuliłam go mocno - Coraz bardziej ją kocham, wiesz?
    - To dobrze, mała, to dobrze - oparłam głowę na jego ramieniu
    - TAAAAAAAAAAAATO! - usłyszeliśmy krzyk Katie
    - Tak? - Brian wsunął głowę do salonu
    - Telefon - dziewczynka podała gitarzyście komórkę
    - Halooo? ... Tak, to ja... Mhm... CO? Ale... ALE JAK TO?! ... ILE? 3 DNI? ... Kurwa... Dobrze. Dobrze. Ok, do widzenia... - odłożył telefon drżącą dłonią
    - Co jest? - przejechałam mu ręką po plecach
    - Karola, my... Chcesz mieć Katie nadal?
    - Pewnie! - spojrzałam w jego oczy. Były lodowato zimne - Coś... nie tak?
    - Masz dwa wyjścia. Albo za mnie wyjdziesz w ciągu 3 dni, albo już nigdy nie zobaczysz Katie - otwarłam szeroko oczy. Jeszcze nigdy jego głos nie był tak zimny jak teraz.





    niedziela, 6 października 2013

    TURN IT ON TONIGHT 13

    Nie wiecie jak to jest, kiedy każdy oddech sprawia wam niewyobrażalny ból, kiedy każdy krok kłuje jak szpilka, kiedy widok jakiekolwiek rodziny czy rodzica z małym dzieckiem jest jak kula w twoje poharatane serce... Kiedy dotykasz swojego brzucha i płaczesz tak strasznie... Kiedy patrząc na stare zdjęcia USG wrzeszczysz ze złości... Kiedy widząc Briana w gazecie... Myślisz, jak by go zabić.
    Nie chciałam o nim myśleć. Nie myślałam. Nie chciałam myśleć o Freddiem. To mi się nie udawało. Miałam go cały czas przed oczami, kiedy tylko próbowałam zasnąć, pojawiał się w moich myślach... To męczące. Chciałam, ale nie potrafiłam się pogodzić z jego stratą... Większość kobiet obwiniałoby partnera lub siebie... Ja nie obwiniałam nikogo. Po co? To nie jest wina ani Briana, ani Todda, ani moja. O nie nie nie.

    Przesiadywałam całe dnie u Todda, ale nie wypowiadałam ani jednego słowa. Siadałam na parapecie z kubkiem herbaty i... i siedziałam do nocy. Prawie nie spałam. Wegetowałam.


    ***


    Ktoś z was wie, jak to jest stracić osobę, którą kocha się najbardziej na świecie ? Nie, nikt was tego nie wie. To straszne uczucie, ból przeszywa każdy milimetr twojego ciała... Jedynie ta mała istotka, jaką jest Katie trzymała mnie przy życiu. Tego dnia wziąłem ją na spacer, wypadało by się w końcu dotlenić. Od tygodnia nie wychodziłem z domu. Nie mogłem sobie poradzić z tym co się stało. Poszliśmy do parku, Katie pobiegła się pobawić w piaskownicy, ja usiadłem na ławce z książką. Nagle usłyszałem cichy płacz. Odwróciłem się. Na ławce obok siedziała blondynka, około 23, 24 lata. Piękna, młoda dziewczyna, miała niewinną, delikatną urodę. Bez zastanowienia podszedłem do niej.
    - Wszystko w porządku ? – zapytałem, siadając obok.
    - Nie, nie jest w porządku – odpowiedziała przenosząc swój wzrok na mnie.
    - Chcesz o tym porozmawiać ? – zapytałem niepewnie.
    - Jeśli tylko zechcesz mnie wysłuchać... – odpowiedziała wycierając łzy.
    - Więc, słucham – dziewczyna przysunęła się bliżej.
    - Tak cholernie go kochałam... a on mnie zostawił... jak zwykłą szmatę. Boże, jaka byłam głupia! - opowiedziała krztusząc się od łez.
    - Ej, nie warto płakać za kimś kto tak się zachował – powiedziałem głaszcząc jej dłoń.
    Poczułem się jakoś dziwnie. Nie znałem tej dziewczyny, a... zachowywałem się... TAK. Po prostu... pomyślałem, że potrzebuje pomocy i wypadało by jej pomóc.
    - Co ty możesz wiedzieć. Masz każdą, którą chcesz. W końcu jesteś Brian May – odpowiedziała patrząc w moje oczy.
    - Skoro już wiesz kim jestem, to teraz chciałbym poznać twoją tożsamość. – powiedziałem, krzywo się uśmiechając .
    - Jestem Rose. – odpowiedziała, wycierając twarz mokrą od łez.
    - Pięknie, masz piękne imię – wypaliłem bez sensu.
    - Dziękuję – powiedziała, a na jej twarzy zagościł subtelny uśmiech.
    - Tato, a kto to jest ? – zapytała Katie, przybiegając do mnie.
    - To jest ….
    - Jestem koleżanką twojego taty. – odpowiedziała biorąc małą na kolana. Uśmiechnąłem się.
    - Słodko wyglądacie – powiedziałem.
    - Jesteś uroczy – odpowiedziała uśmiechając się.
    - Ty bardziej, piękna z ciebie dziewczyna Rose – powiedziałem, dotykając jej dłoni. Drgnęła lekko i przez chwile trzymaliśmy się za ręce. Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy. Nie była Angielką, o nie. Była na nią za ładna. Puściła moją dłoń i przytuliła małą, która siedziała na jej kolanach.
    - Przepraszam, ale muszę iść – powiedziała po chwili, podając mi dziewczynkę.
    - Alealeale... już ? – zapytałem zawiedziony.
    - Tak, przepraszam. – odpowiedziała.
    - Rose, ale tak bez niczego? – zapytałem wstając razem z nią.
    Pomachała mi delikatnie i odeszła z uśmiechem. 

    Wróciłem do domu, byłem załamany. Zainteresowałem się nią, a ona nic. Nawet głupiego numeru mi nie dała. Wieczorem kiedy układałem w szufladzie ubranka Katie, zauważyłem małą karteczkę z numerem telefonu i podpisem. Zrozumiałem od razu czyj to numer. Usiadłem w salonie, wziąłem do ręki telefon i zacząłem gwałcić klawiaturę numeryczną….

    -.-

    "Abonent tymczasowo niedostępny. Zostaw wiadomość"

    Kurcze. No cóż. 
    - Tatusiu...? - podeszła do mnie Katie.
    - Tak, kochanie?
    - Gdzie jest mamusia?
    - Kochanie... Wiesz, że mama...
    - Nie ta mamusia! - zniecierpliwiła się mała - Ta nowa! Ta, co tak uciekła ostatnio... Gdzie ona jest? Mówiłeś, że będzie moją nową mamusią! MÓWIŁEŚ! OBIECAŁEŚ! - jak na swoje ledwo 5 lat była niezwykle uparta i wygadana...
    - Skarbie mój największy... - Brian westchnął - Twoja mama... Ona... Nie chcę nas oboje, wiesz?
    - Jak... Nie chce? Przecież jest moją mamą! Nawet jechaliśmy coś podpisać i mówiłeś, że od teraz to moja mama tak ofi...ocfic...
    - Oficjalnie, słonko.
    - Tak. Więc?
    - Mama jest na mnie zła... Ale... Ale jeśli chcesz, mogę cię do niej zawieźć... Co?
    - TAAAAK! - nosz kurwa. Myślałem, że nie będzie chciała. Teraz muszę się zobaczyć z Karoliną... ech

    ***

    NAZAJUTRZ

    ***

    Zapukałem do drzwi Karoliny. O dziwo, otworzyła. Widząc mnie, otwarła szeroko oczy.
    - CO TY TU DO CHU...
    - CZEKAJ! - przerwałem jej - Katie chciała się z tobą widzieć! Jesteś jej matką też na papierze, wiesz?!
    - CO?
    - Masz do niej prawa rodzicielskie!
    - Ja... JAK TO? NIC NIE PODPISYWAŁAM!
    - Tak, ale to z orzeczenia sądu wyszło. Nie gniewaj się już na mnie, co? Nie mówię, że mamy wrócić do siebie, ale... - wtedy przytuliła się do mnie. Objąłem ją i pogłaskałem po plecach.
    - W porządku? Jak się trzymasz po... no wiesz?
    - Jakoś leci - uśmiechnęła się - To gdzie malutka?
    - Cześć, mamusiu... - Katie nieśmiało wyszła zza Briana



    Z ust Karoliny wyrwało się ciche:
    - Jaka ty śliczna... - wzięła Katie na ręce i przytuliła. Mała ufnie do niej przylgnęła i włożyła kciuk do buzi. Odruch.
    - Kaytlin... - zamyśliła się Kara. Spojrzałem jej niepewnie w oczy - Wiesz, Brian... Ja nie wiem w sumie, czemu się tak wkurzyłam. Przecież... Ona jest... Jest twoja... taka śliczna... - nadal patrzyłem na nią niepewnie - I ja... ja... chciałabym, żeby ona była również... moja...
    - Jest twoja od... tygodnia.
    - Ale nie tak... - podeszła bliżej i odłożyła Katie na ziemię. Przeszła do szeptu - Brian, ja... Ja cię kocham... - momentalnie przylgnąłem do niej i pocałowałem ją w usta. Oddała pocałunek, zarzucając mi ręce na szyję. Przyciągnąłem ją bliżej i zaangażowałem się bardzo mocno. Poczułem, że rozpina mi koszulę.
    - EJ! Katie patrzy, poza tym... Todd u ciebie? - pokiwała głową. Szepnąłem jej do ucha:
    - Za 30 minut na rogu twojej ulicy, ok? - uśmiechnęła się. Mrugnąłem do niej i wraz z Katie skierowałem się do samochodu.

    ***

    30 MINUT PÓŹNIEJ 

    ***

    Karolina wskoczyła do samochodu.
    - Gdzie Katie?
    - U moich rodziców - odparłem, cały drżąc.
    - Jedź już, bo... No jedź - powiedziała, zaciskając pięści. Jechaliśmy dosłownie 5 minut (kocham mój fart - nie było drogówki). Szybko zamknąłem auto, pociągnąłem Karę za sobą, otworzyłem drzwi wejściowe i zatrzasnąłem je za nami. Karolina zrzuciła płaszcz, a ja zachłysnąłem się powietrzem. Miała na sobie skórzane szorty, baaardzo obcisły gorset na zamek i ćwiekowane lita. Przycisnęła mnie do ściany i zaczęła namiętnie całować i rozpinać mi koszulę. Poszliśmy do sypialni. Karolina popchnęła mnie na łóżko i zaczęła cmokać po szyi. Jęknąłem cicho i pozbyłem się jej spodenek oraz butów. Zrzuciłem je gdzieś poza łóżko, a po chwili wylądowały tam też moje spodnie. Zębami rozpiąłem jej gorset i odrzuciłem na stertę ubrań leżących pod łóżkiem. Zdjęliśmy z siebie resztę garderoby.
    Objąłem Karolinę i wszedłem w nią mocno. Jęknęła głośno, wbijając mi paznokcie w plecy. Odchyliłem głowę do tyłu i wsłuchiwałem się w jej coraz głośniejsze jęki. Taaak. Tego mi brakowało.
    Nie trzeba było nam dużo czasu, ona doszła pierwsza, ja zaraz po niej. Opadłem wyczerpany na łóżko, z zamkniętymi oczami. Wtedy Kara położyła się na mnie nagle, a ja jęknąłem głośno.
    - C.c.c...o ty? - wyjąkałem, starając się jakoś opanować
    - No nie wiem... Noc jeszcze młoda, skarbie... - wyszeptała, po czym wpiła się w moje usta. Oddałem pocałunek i ponownie w nią wszedłem, tym razem od pierwszej chwili przyspieszając. Nawet nie wiem, kiedy minęła noc, ale świtało, kiedy Karolina opadła na mnie po raz ostatni, a ja z zadowolonym uśmiechem zasnąłem.