niedziela, 6 października 2013

TURN IT ON TONIGHT 13

Nie wiecie jak to jest, kiedy każdy oddech sprawia wam niewyobrażalny ból, kiedy każdy krok kłuje jak szpilka, kiedy widok jakiekolwiek rodziny czy rodzica z małym dzieckiem jest jak kula w twoje poharatane serce... Kiedy dotykasz swojego brzucha i płaczesz tak strasznie... Kiedy patrząc na stare zdjęcia USG wrzeszczysz ze złości... Kiedy widząc Briana w gazecie... Myślisz, jak by go zabić.
Nie chciałam o nim myśleć. Nie myślałam. Nie chciałam myśleć o Freddiem. To mi się nie udawało. Miałam go cały czas przed oczami, kiedy tylko próbowałam zasnąć, pojawiał się w moich myślach... To męczące. Chciałam, ale nie potrafiłam się pogodzić z jego stratą... Większość kobiet obwiniałoby partnera lub siebie... Ja nie obwiniałam nikogo. Po co? To nie jest wina ani Briana, ani Todda, ani moja. O nie nie nie.

Przesiadywałam całe dnie u Todda, ale nie wypowiadałam ani jednego słowa. Siadałam na parapecie z kubkiem herbaty i... i siedziałam do nocy. Prawie nie spałam. Wegetowałam.


***


Ktoś z was wie, jak to jest stracić osobę, którą kocha się najbardziej na świecie ? Nie, nikt was tego nie wie. To straszne uczucie, ból przeszywa każdy milimetr twojego ciała... Jedynie ta mała istotka, jaką jest Katie trzymała mnie przy życiu. Tego dnia wziąłem ją na spacer, wypadało by się w końcu dotlenić. Od tygodnia nie wychodziłem z domu. Nie mogłem sobie poradzić z tym co się stało. Poszliśmy do parku, Katie pobiegła się pobawić w piaskownicy, ja usiadłem na ławce z książką. Nagle usłyszałem cichy płacz. Odwróciłem się. Na ławce obok siedziała blondynka, około 23, 24 lata. Piękna, młoda dziewczyna, miała niewinną, delikatną urodę. Bez zastanowienia podszedłem do niej.
- Wszystko w porządku ? – zapytałem, siadając obok.
- Nie, nie jest w porządku – odpowiedziała przenosząc swój wzrok na mnie.
- Chcesz o tym porozmawiać ? – zapytałem niepewnie.
- Jeśli tylko zechcesz mnie wysłuchać... – odpowiedziała wycierając łzy.
- Więc, słucham – dziewczyna przysunęła się bliżej.
- Tak cholernie go kochałam... a on mnie zostawił... jak zwykłą szmatę. Boże, jaka byłam głupia! - opowiedziała krztusząc się od łez.
- Ej, nie warto płakać za kimś kto tak się zachował – powiedziałem głaszcząc jej dłoń.
Poczułem się jakoś dziwnie. Nie znałem tej dziewczyny, a... zachowywałem się... TAK. Po prostu... pomyślałem, że potrzebuje pomocy i wypadało by jej pomóc.
- Co ty możesz wiedzieć. Masz każdą, którą chcesz. W końcu jesteś Brian May – odpowiedziała patrząc w moje oczy.
- Skoro już wiesz kim jestem, to teraz chciałbym poznać twoją tożsamość. – powiedziałem, krzywo się uśmiechając .
- Jestem Rose. – odpowiedziała, wycierając twarz mokrą od łez.
- Pięknie, masz piękne imię – wypaliłem bez sensu.
- Dziękuję – powiedziała, a na jej twarzy zagościł subtelny uśmiech.
- Tato, a kto to jest ? – zapytała Katie, przybiegając do mnie.
- To jest ….
- Jestem koleżanką twojego taty. – odpowiedziała biorąc małą na kolana. Uśmiechnąłem się.
- Słodko wyglądacie – powiedziałem.
- Jesteś uroczy – odpowiedziała uśmiechając się.
- Ty bardziej, piękna z ciebie dziewczyna Rose – powiedziałem, dotykając jej dłoni. Drgnęła lekko i przez chwile trzymaliśmy się za ręce. Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy. Nie była Angielką, o nie. Była na nią za ładna. Puściła moją dłoń i przytuliła małą, która siedziała na jej kolanach.
- Przepraszam, ale muszę iść – powiedziała po chwili, podając mi dziewczynkę.
- Alealeale... już ? – zapytałem zawiedziony.
- Tak, przepraszam. – odpowiedziała.
- Rose, ale tak bez niczego? – zapytałem wstając razem z nią.
Pomachała mi delikatnie i odeszła z uśmiechem. 

Wróciłem do domu, byłem załamany. Zainteresowałem się nią, a ona nic. Nawet głupiego numeru mi nie dała. Wieczorem kiedy układałem w szufladzie ubranka Katie, zauważyłem małą karteczkę z numerem telefonu i podpisem. Zrozumiałem od razu czyj to numer. Usiadłem w salonie, wziąłem do ręki telefon i zacząłem gwałcić klawiaturę numeryczną….

-.-

"Abonent tymczasowo niedostępny. Zostaw wiadomość"

Kurcze. No cóż. 
- Tatusiu...? - podeszła do mnie Katie.
- Tak, kochanie?
- Gdzie jest mamusia?
- Kochanie... Wiesz, że mama...
- Nie ta mamusia! - zniecierpliwiła się mała - Ta nowa! Ta, co tak uciekła ostatnio... Gdzie ona jest? Mówiłeś, że będzie moją nową mamusią! MÓWIŁEŚ! OBIECAŁEŚ! - jak na swoje ledwo 5 lat była niezwykle uparta i wygadana...
- Skarbie mój największy... - Brian westchnął - Twoja mama... Ona... Nie chcę nas oboje, wiesz?
- Jak... Nie chce? Przecież jest moją mamą! Nawet jechaliśmy coś podpisać i mówiłeś, że od teraz to moja mama tak ofi...ocfic...
- Oficjalnie, słonko.
- Tak. Więc?
- Mama jest na mnie zła... Ale... Ale jeśli chcesz, mogę cię do niej zawieźć... Co?
- TAAAAK! - nosz kurwa. Myślałem, że nie będzie chciała. Teraz muszę się zobaczyć z Karoliną... ech

***

NAZAJUTRZ

***

Zapukałem do drzwi Karoliny. O dziwo, otworzyła. Widząc mnie, otwarła szeroko oczy.
- CO TY TU DO CHU...
- CZEKAJ! - przerwałem jej - Katie chciała się z tobą widzieć! Jesteś jej matką też na papierze, wiesz?!
- CO?
- Masz do niej prawa rodzicielskie!
- Ja... JAK TO? NIC NIE PODPISYWAŁAM!
- Tak, ale to z orzeczenia sądu wyszło. Nie gniewaj się już na mnie, co? Nie mówię, że mamy wrócić do siebie, ale... - wtedy przytuliła się do mnie. Objąłem ją i pogłaskałem po plecach.
- W porządku? Jak się trzymasz po... no wiesz?
- Jakoś leci - uśmiechnęła się - To gdzie malutka?
- Cześć, mamusiu... - Katie nieśmiało wyszła zza Briana



Z ust Karoliny wyrwało się ciche:
- Jaka ty śliczna... - wzięła Katie na ręce i przytuliła. Mała ufnie do niej przylgnęła i włożyła kciuk do buzi. Odruch.
- Kaytlin... - zamyśliła się Kara. Spojrzałem jej niepewnie w oczy - Wiesz, Brian... Ja nie wiem w sumie, czemu się tak wkurzyłam. Przecież... Ona jest... Jest twoja... taka śliczna... - nadal patrzyłem na nią niepewnie - I ja... ja... chciałabym, żeby ona była również... moja...
- Jest twoja od... tygodnia.
- Ale nie tak... - podeszła bliżej i odłożyła Katie na ziemię. Przeszła do szeptu - Brian, ja... Ja cię kocham... - momentalnie przylgnąłem do niej i pocałowałem ją w usta. Oddała pocałunek, zarzucając mi ręce na szyję. Przyciągnąłem ją bliżej i zaangażowałem się bardzo mocno. Poczułem, że rozpina mi koszulę.
- EJ! Katie patrzy, poza tym... Todd u ciebie? - pokiwała głową. Szepnąłem jej do ucha:
- Za 30 minut na rogu twojej ulicy, ok? - uśmiechnęła się. Mrugnąłem do niej i wraz z Katie skierowałem się do samochodu.

***

30 MINUT PÓŹNIEJ 

***

Karolina wskoczyła do samochodu.
- Gdzie Katie?
- U moich rodziców - odparłem, cały drżąc.
- Jedź już, bo... No jedź - powiedziała, zaciskając pięści. Jechaliśmy dosłownie 5 minut (kocham mój fart - nie było drogówki). Szybko zamknąłem auto, pociągnąłem Karę za sobą, otworzyłem drzwi wejściowe i zatrzasnąłem je za nami. Karolina zrzuciła płaszcz, a ja zachłysnąłem się powietrzem. Miała na sobie skórzane szorty, baaardzo obcisły gorset na zamek i ćwiekowane lita. Przycisnęła mnie do ściany i zaczęła namiętnie całować i rozpinać mi koszulę. Poszliśmy do sypialni. Karolina popchnęła mnie na łóżko i zaczęła cmokać po szyi. Jęknąłem cicho i pozbyłem się jej spodenek oraz butów. Zrzuciłem je gdzieś poza łóżko, a po chwili wylądowały tam też moje spodnie. Zębami rozpiąłem jej gorset i odrzuciłem na stertę ubrań leżących pod łóżkiem. Zdjęliśmy z siebie resztę garderoby.
Objąłem Karolinę i wszedłem w nią mocno. Jęknęła głośno, wbijając mi paznokcie w plecy. Odchyliłem głowę do tyłu i wsłuchiwałem się w jej coraz głośniejsze jęki. Taaak. Tego mi brakowało.
Nie trzeba było nam dużo czasu, ona doszła pierwsza, ja zaraz po niej. Opadłem wyczerpany na łóżko, z zamkniętymi oczami. Wtedy Kara położyła się na mnie nagle, a ja jęknąłem głośno.
- C.c.c...o ty? - wyjąkałem, starając się jakoś opanować
- No nie wiem... Noc jeszcze młoda, skarbie... - wyszeptała, po czym wpiła się w moje usta. Oddałem pocałunek i ponownie w nią wszedłem, tym razem od pierwszej chwili przyspieszając. Nawet nie wiem, kiedy minęła noc, ale świtało, kiedy Karolina opadła na mnie po raz ostatni, a ja z zadowolonym uśmiechem zasnąłem.

Queen rules, rules of music - PART 4

 UWAGA TECHNICZNA:

WIEK QUEEN:

BRIAN: 28
FRED: 29
JOHN: 24
ROGGIE: 26

*****************************


Nagrania posuwały się do przodu, tak jak relacje naszych par. Megan i Roger praktycznie się od siebie nie odklejali, wyglądając przy tym słodko jak nie wiem *.* Freddie ostatnimi czasy kogoś sobie znalazł, bo chodził uśmiechnięty, po próbach niemalże wybiegał ze studia... Ja i John ograniczaliśmy się do uśmieszków i pocałunków w policzek. Jak przyjaciele. Często po próbach siedzieliśmy i słuchaliśmy nowej płyty Roda Stewarta "Atlantic Crossing". Szczególnie przypadła nam do gustu część tzw. WOLNA, czyli z utworami - balladkami.
Brian i Natalie... O, właśnie przy...szli

- Noooo, nareszcie! - zakrzyknął Fred - Brian, myślałem, że nie potrzebujecie tyle czasu na pieprzenie, godzinę się spóźniliście! - kontynuował. Wtedy Brian podniósł wzrok, a Freddie aż się cofnął. Tak wkurwionego Briana jeszcze nikt nie widział.
- Nie będę z nią pracował, jasne? - cedził przez zęby
- Ale... Ale dziś nagrywamy "Love of My Life"... - wtrącił cichutko John
- W DUPIE TO MAM, JASNE?! - wrzasnął. Podeszłam, wzięłam go za rękę i wyszłam przed studio.
- Co się dzieje, Brian?
- TA SUKA KOGOŚ MA!
- Ciiiszej...
- NIE BĘDĘ CISZEJ! - przerwał mi - BĘDĘ SIĘ DARŁ, KIEDY TYL... - zamknęłam mu usta delikatnym pocałunkiem. Był tak zaskoczony, że się przymknął.
- No. O to chodziło. A teraz spokojnie, CICHO mi opowiedz, co się stało.
- Okej... - usiadł na kanapie, a ja obok niego - No bo byliśmy u niej w domu i się całowaliśmy i nagle ktoś zapukał i wszedł jakiś facet, a ona wstała i rzuciła się mu na szyję i go pocałowała i...i...i... - załamał mu się głos - I potem wyszła ze mną przed dom i powiedziała, że to jej chłopak i, że przeprasza, że nie mówiła... - zaczął płakać - Cassie, powiedz mi, dlaczego?
- Nie wiem, skarbie, ale nie płacz... - przytuliłam go lekko - Wszystko się ułoży, jak nie ona to inna
- ALE JA... - widząc mój karcący wzrok przeszedł do szeptu - Kocham ją jak cholera...
- Wiem. Ale jeśli ona ma kogoś, to się musisz z tym pogodzić, wiesz? Masz 22 lata, jeszcze kogoś sobie znajdziesz, ok?
- Ok... Dzięki - posłał mi słaby uśmiech, a po chwili przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek. Oblało mnie dziwne gorąco... Ej, Cass, co się z tobą dzieje? Ty go przecież... Nieeee. Na pewno nie. W życiu. Nie.
Spojrzałam mu w oczy. Miał takie piękne, głębokie, ciemnobrązowe oczy... CASS, DO CHOLERY! OGARNIJ SIĘ!
- Cass, słuchasz mnie?
- Tak, tak, słucham, masz zupełną rację!
- Pytałem, czy warto o nią zawalczyć...
- Wybacz. Fakt. Nie słuchałam... - ciężko mi było budować zdania, kiedy on tak się we mnie wpatrywał...
- To warto?
- Myślę, że... Skoro kogoś ma, to powiedz jej, że w porządku i, że rozumiesz. Zostaw ją. Poszukaj sobie kogoś innego, ok?
- No... dobrze. Jeśli tak myślisz...
- Będzie dobrze, Bri... Uwierz. Są inne dziewczyny...
- Powiedzmy... ty.
- CO? - aż podskoczyłam. Moje serce zaczęło bić z prędkością miliona uderzeń na minutę, oblało mnie gorąco z podwójną siłą, ręce zaczęły mi się trząść, zupełnie jakbym się... Nie, to kurde niemożliwe!
- No jak to! Śliczna jesteś i w ogóle... Szkoda, że zajęta - wstał i wrócił do studia a ja siedziałam oszołomiona totalnie. Shit. Brian coś do mnie... A ja... A z Johnem jesteśmy przecież... PRZYJACIÓŁMI, BRIAN, TO NIE TAK...
Westchnęłam i wstałam. Zabrałam z wieszaka moją kurtkę, torbę i wyszłam z budynku. Dochodziła 22, toteż na dworze było dość ciemno, na szczęście światła Londynu skutecznie oświetlały ulice i sklepy. Szłam przez centrum, ale w końcu musiałam skręcić i iść kawałek przez ciemny park, lecz nie bałam się, bo chodziłam tamtędy dziennie. A, właśnie, nie pochwaliłam się! Rodzice mi sprezentowali kawalerkę w centrum, żebym nie miała tak daleko do studia :D

No, never mind. Jakoś nie było mi spieszno do domu, więc wstąpiłam do małej kawiarenki napić się kawy (taaa, na pewno w nocy zasnę po takiej dawce kofeiny o tej porze) Siedziałam tam dość długo, wpatrując się w połyskujące neony, pędzące samochody i ludzi idących nie wiadomo gdzie...



Kafejka musiała być otwarta do 24, bo kiedy przeniosłam spojrzenie na kelnera, ten pokazał na zegar. 23.55. Osz kurde, pora się zbierać. Zapłaciłam za kawę i z uśmiechem wyszłam na ulicę. Przeszłam przez pasy i skręciłam w stronę parku.

Szłam przez niego już kilka minut, kiedy poczułam gwałtowne szarpnięcie w tył. Jakiś człowiek przycisnął mnie jedną ręką do drzewa, a drugą zatkał mi usta. Starałam się wyswobodzić, ale mężczyzna był zbyt silny. Zakleił mi wargi taśmą a sam zaczął sie dobierać do zapięcia moich dżinsów. Przestałam się kręcić, bo to tylko pogarszało sytuacje. Facet zrobił swoje, jednak to mu nie wystarczyło. Odkleił mi usta i wysyczał "Klękaj". To była moja szansa. Wydarłam się najgłośniej jak umiałam. Srać na to, że umierałam z bólu, że mogłam przez to już nigdy nie zaśpiewać... Usłyszałam czyjeś szybkie kroki, poczułam cholerny ból w brzuchu... Potem nie było już nic.


***


Obudziłam się. Nie wiedziałam co jest ze mną. Żyję jeszcze? Nie czułam prawie nic, oprócz lekkiego bólu w podbrzuszu. Chyba powinnam otworzyć oczy. Ale co zobaczę? Może lepiej nie otwierać? Albo... O, co się dzieje? Ktoś mnie głaszcze po włosach... Chyba ten zboczeniec by mnie nie głaskał, co?

Uchyliłam powieki. Nade mną pochylał się...
- B... Brian?
- Cass! - odetchnął z ulgą - Bałem się, że się już nie obudzisz! Jak się czujesz? - z niemałym trudem usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Dotarło do mnie to, co ten facet mi zrobił i wybuchnęłam płaczem. Brian momentalnie mnie przytulił i posadził sobie na kolanach. Wtuliłam się w niego i szepnęłam:
- John to mój przyjaciel... Tak w ogóle.
- Przy... CO? Nie jesteście parą...? - pokręciłam głową
- Raz się całowaliśmy, ale... Ale nic z tego dalej nie było. Jestem wolna, Bri - mój ton był zbyt łamiący się, zbyt... zbyt proszący... cóż
- Cassie... - spojrzał mi w oczy, a ja poczułam znajome ciepło
- T... Tak?
- Czy ten mężczyzna cię... no wiesz?
- Brian, ja... Ja chciałam... Chciałam zrobić to z kimś... Odpowiednim... A nie... - łkałam
- Już ciii, ja wiem.... Ja wiem.
- Chciałam... żeby to był ktoś kogo... kogo kocham! - wtedy mnie pocałował. Tak po prostu.
- Ja cię kocham. Ale... Ale to chyba nie o taką osobę ci chodziło... - oddałam jego pocałunek
- O taką - szepnęłam i ponownie go pocałowałam.

piątek, 20 września 2013

TURN IT ON TONIGHT 12

Lekko zszokowana kliknęłam w opcję "odpowiedz" i po chwili namysłu wysłałam do Todda taką wiadomość:

"Hm, propozycja wydaje mi się sensowna :) Jesteśmy umówieni. Tooo... kiedy?"

Po chwili przyszła kolejna wiadomość: 

"O :)  Pasuje Ci jutro o 16?"

Odpisałam:


"Pasuje mi, Todd ;D To... do zobaczenia :) "

Na co on:


"Do zobaczenia, słońce" 


***


Kilka dni później


Szliśmy z Toddem do mojego domu, odprowadzał mnie po kolejnym spotkaniu. Przed drzwiami spojrzeliśmy sobie w oczy. Uśmiechnęłam się do niego leciutko i już chciałam coś powiedzieć, kiedy ktoś mnie odwrócił i wpił się w moje usta. Brian. Już zapomniałam, że jestem na niego wkurzona, zarzuciłam mu ręce na szyję i pozwoliłam się złapać w talii. Całowaliśmy się namiętnie, tak namiętnie jak już dawno nie...


TODD


Patrzyłem na szczęśliwą parkę i myślałem, kiedy to się wreszcie skończy. Ostatnimi spotkaniami Karola dała mi nadzieję na coś więcej... I dupa. Znów ten chuj Brian wygrał. Szlag to trafi, kurwa.


KAROLINA

Oderwałam się od Briana i szepnęłam:
- Witaj... Kochanie...
- No hej - uśmiechnął się - Mam coś... Kogoś dla ciebie. Zobacz - zza jego nóg wyszła mała dziewczynka a mi opadła szczęka







- Hm... No więc... To jest Katie... - mruknął i wziął dziewczynkę na ręce. Milczałam, wpatrując się w ufne oczka małej blondynki.
- Ja... Ja nie chcę żeby miała na imię Katie... Ona...
- Kaitlyn. Tak ma na imię.
- Kaitlyn. Nie. Będzie Kaylin. Kylie (czyt. Keili). Okej?
- Jasne... Jasne. To... Może się poznacie? - na jego twarzy zagościł niepewny uśmiech. Spojrzałam mu w oczy.
- Nie - odwróciłam się i weszłam do domu
- Karola! No Karola! Nie wydurniaj się, Karolina! - wrzeszczał, ale ja go już nie słuchałam. Wrzucałam w pośpiechu rzeczy do mojej torby, a kiedy skończyłam, zeszłam szybko na dół, mijając w korytarzu zszokowanego Briana.
- KAROLINA, DO CHOLERY! - krzyknął na mnie, a ja odwróciłam się z wściekłością i wrzasnęłam na niego
- Od dziś jestem Carrie, jasne? I NIE ZNAM CIĘ! - trzasnęłam drzwiami, po czym rozpłakałam się jak idiotka.

- ...Halo?
- T... Todd... Ja... Jasna cholera... Kurwa, pomóż mi!
- Przychodź szybko, dasz radę, czy mam przyjechać?
- Ja... Dam radę - rozłączyłam się i po chwili już siedziałam w metrze jadącym w stronę domu Todda. Czułam się jak totalna debilka. Zaufałam mu... Zaufałam kuźwa, a on...
 Nieważne. Wytarłam nos i oczy, wyprostowałam się i włożyłam w uszy słuchawki od iPoda. Kurwa. "Another World" od Briana? Fuck you, iPodzie! Przełączyłam. Następnym utworem było "Walk This Way" Aerosmith. Dobra, kocham to, może teraz być.

***

Wpadłam bez pukania, a Todd od razu wziął mnie w ramiona i wpił się w moje usta. Nie zaprotestowałam. Poddałam się mu totalnie. Nie zaprotestowałam wcale, kiedy wziął mnie na ręce, ani wtedy, gdy położył mnie na łóżko, ani wtedy, gdy zaczął zdejmować mi koszulkę.





*** RANKIEM ***


Obudziłam się i spojrzałam na puste miejsce obok mnie. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy bólu. Wstałam, przebrałam się i usiadłam na parapecie ze słuchawkami na uszach, pozwalając łzom opuszczać moje oczy...






 Czułam się cholernie. Jak... Jak pierdolona szmata, bo dałam się Toddowi... A z drugiej strony jak totalna idiotka, że w ogóle go zostawiłam. Nie powinnam była tego robić... Wszystko jest nie tak... Wszystko! Co jest ze mną? Jestem jakaś pieprznięta, czy co?
Nagle poczułam, że zostałam pozbawiona jednej słuchawki.
- CO DO... O... - szybko odwróciłam głowę na widok Todda.
- Karola... Ja...
- Carrie. Jestem Carrie, ok?
- Ok. Wszystko w porządku?
- Wiesz, że nie. Wiesz.
- Przepraszam. Mogę ci... jakoś... pomóc? - spojrzałam w jego brązowe oczy i ujrzałam w nich czułość i tęsknotę...
- Ja... - urwałam na chwilę - Nie - basista posmutniał
- Oh... J... Jasne... Rozumiem...
- Kurwa, ty pieprzony chuju... - załkałam, wtulając się w niego z całej siły. Przytulił mnie do swojej klatki piersiowej i zaczął coś nucić, jakąś piosenkę mi nieznaną... Przyciągnęłam jego głowę blisko i wyszeptałam:
 - Jesteś dla mnie wszystkim w tym momencie, wiesz? - pocałował mnie delikatnie, a ja oddałam pocałunek.
- Zawsze.
- Co "zawsze"?
- Zawsze będę... Bo ja... Ja cię nigdy nie przestałem kochać, wiesz? - uniosłam głowę
- Co?
- JA CIĘ KURWA KOCHAM, SŁYSZYSZ?! Słyszysz?
- Słyszę Todd...
- A ty?
- Ja? Ja... Muszę się przejść. Idziesz ze mną?
- Oczywiście! - wzięliśmy się za ręce i ponad godzinę łaziliśmy po parku. Todd zabrał aparat i nawet zrobił mi zdjęcie, chociaż później goniłam go 20 minut, żeby je skasować, to jednak mi się nie udało. Ale... tak szczerze to wyszłam na nim ładnie :3 Mimo tego, że jeszcze chwilę przed zrobieniem tej fotografii płakałam... Nieważne.





Po powrocie niemal cały dzień oglądaliśmy filmy. Nie wiem czemu, ale czułam jakiś ucisk w dołku zwany niepokojem...

***

W nocy obudził mnie cholerny ból brzucha.
- Todd... Aaa, kurwa... Todd! - basista przebudził się i spojrzał pytająco. Wtedy straciłam przytomność.


***


Obudziłam się w jakimś białym pomieszczeniu, słysząc przyciszoną, ale zrozumiałą rozmowę.
- Mówi pan, że od ilu?
- Co najmniej od tygodnia, panie Kerns. Dużo się stresowała?
- Dużo. Miała problemy z partnerem, z... z kimś jeszcze... Ze śmiercią... No i... Tyle.
- Rozumiem. Więc tu mamy sedno tego. Myśli pan, że... Będzie bardzo rozpaczała?
- Nie wiem, na ile była z nim związana... Ostatnio w ogóle nie było najlepiej... 
- Dobrze... Ja już pójdę, kiedy się obudzi... Proszę jej to jakoś delikatnie przekazać.
- Oczywiście, dziękuję - usłyszałam trzask drzwi i dopiero wtedy odważyłam się otworzyć oczy i posłać Toddowi lekki uśmiech.
- Cześć, Dammit.
- Carrie, ja... Muszę ci coś powiedzieć ważnego... O nim...
- NIE CHCĘ SŁUCHAĆ O TYM DUPKU, ZWANYM BRIANEM!
- Nie o nim...
- A o kim? - ogarnął mnie strach. Todd kiwnął głową w stronę mojego brzucha. Zmroziło mnie.
- Ccc... coś nie tak? - zagryzł wargę i spuścił głowę
- Todd, Jezu, mów! - podał mi jakąś kartkę. Wzięłam ją i zaczęłam czytać. Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam wrzeszczeć i łkać naraz. Todd widząc to, natychmiast mnie przytulił i zaczął całować. Uspokajał mnie z pół godziny, zanim w ogóle byłam w stanie zamilknąć i nie krzyczeć.
- T... Todd... Todd, kochany mój... Ja... Todd, dlaczego? - szepnęłam i ukryłam twarz w dłoniach, płacząc cichutko. 
- Może... Może tak musiało się stać... Ono w jakiś sposób wiązało cię z Brianem, prawda?
- Tttt...tak...
- Już ciii, wszystko będzie dobrze...
- Todd... Ja tak bardzo chciałam...
- Wiem, skarbie, wiem... Już, ciii, nie płacz. Wszystko się ułoży, ok? - pokiwałam głową
- Dziękuję, że przy mnie jesteś.
- To.. To nic takiego. 
- To bardzo dużo Todzio... Dla mnie... wszystko - spojrzał mi w oczy
- Kocham cię - wtuliłam się w niego
- Ja... Ja ciebie też.
- Też?
- Też - odparłam i uśmiechnęłam się przez łzy.


środa, 21 sierpnia 2013

Queen rules, rules of music - PART 3

 Dorwałam stacjonarnego kompa i wolną chatę XDDD Macie:


Nie wiem do końca, ile czasu to trwało... Nie myślałam o tym. Skupiłam się na czułych wargach Johna, tak słodko mnie całujących... W pewnej chwili chwycił mnie rękami w talii i przysunął do siebie blisko, tak, że czułam gorąco płynące od jego ciała. Nie kontrolując się zupełnie, zarzuciłam mu ręce na szyję, przez co John musiał przyciągnąć mnie jeszcze bliżej. Teraz byłam przytulona do jego klatki piersiowej i siedziałam mu na kolanach. Przestaliśmy się całować; wtuliłam twarz w jego mięciutkie, pachnące cytryną włosy i westchnęłam cicho.
- Wszystko ok? - spytał szeptem, dmuchając mi na szyję
- Jak najbardziej... - odszepnęłam opierając swoje czoło o jego. John uśmiechnął się słodko.
- Już myślałem, że zaprotestujesz... - pokręciłam głową i ponownie wpiłam się w jego usta. Oddawał pocałunki pewnie, namiętnie i tak bardzo czule...
W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka. Nie odrywając się od Johna, sięgnęłam po nią i wymruczałam:
- Haaalo?
- Hmm... No cześć, Cass, gdzie jesteś?
- M... Mama? No ja... Ćwiczę "Bohemian..."
- Ah, o tej porze?
- Nooo... Wiesz, jutro moja partia...
- A, no tak. Okej, a kiedy wrócisz?
- Em... No nie wiem, koło północy?
- Dobrze, to pa! - rozłączyła się. Odłożyłam telefon.
- Kazała ci wracać?
- Mi? No coś ty! - John uśmiechnął się i znów zaczął mnie całować. Poczułam jak przesuwa dłońmi po moich plecach i kręgosłupie, wywołując przyjemne dreszcze.
- Deaky...?
- Hmmm?
- Która godzina?
- Za dziesięć dwunasta.
- Kuźwa, niedobrze... Nie przyjechałam Harleyem, bo jest w warsztacie, zakładam nową skórę na siedzenie.... Fak, nie mam autobusu już...
- Nie jestem dziś autem... Brian mnie zgarnął rano...
- Co robimy?
- Śpimy tu, w studiu? - na to zaśmiałam się nerwowo
- Żartujesz?
- A mamy inne wyjście?
- Nooo... Cholera, nie mamy - 15 minut później leżeliśmy na ziemi przykryci kocem, a pod głową mieliśmy kurtkę Johna, który na szczęście już się ubrał.
- Tooo..... eeee.... Dobranoc?
- Dobranoc... Cassie - wyszeptał, a mi zrobiło się gorąco
- John, ja... Mam pytanie...
- Tak?
- Czy ja... Hm... Czy ja jestem... Gruba? - spojrzał na mnie dziwnie i zaczął się śmiać
- COOOO? Czemu niby? Co tak wyskoczyłaś z tym?
- No... Nie wiem czemu... Tak jakoś sobie pomyślałam.Ale powiedz mi!
- Coś ty! - spojrzałam kątem oka na znienawidzony "brzuszek"
- Nie wcaaaaale - mruknęłam cicho i oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
- No jejku, przecież mówię!
- Nie kłam.
- Ehhhh... - westchnął ciężko - Ja uważam, że jesteś śliczna.
- A... Ale... Al...
- Ciiiicho - przerwał mi pocałunkiem. Natychmiast ucichłam i pozwoliłam mu na to.

***

- Idźmy już spać... Jest prawie druga... - szepnęłam zmęczonym głosem. John uśmiechnął się i ostatni raz cmoknął mnie w usta.
- Jeszcze nigdy sie nie całowałam bite dwie godziny!
- Ja też nie - objął mnie w pasie - Dobranoc, Cass.
- Dobranoc, John.


*** OK. 5 RANO ***


Obudziło mnie delikatne smyranie po nodze. Uchyliłam powieki.
- Zccccccooooo się dzieje? - mruknęłam zaspanym głosem. Nade mną pochylał się John
- Wstawaj, mała...
- Po cooooo? Jest - zerknęłam na zegar - Pięć po piątej!
- Taaak, ale Brian ma zwyczaj wpadać do studia o 6 rano, żeby przećwiczyć swoje partie i... No nie chciałbym, żeby nas nakrył.
- Ah, Brian... No tak... Okej, już wstaję - podniosłam się z podłogi i ubrałam ramoneskę - Jedziemy... czym?
- Metro, chodź - złapał mnie za rękę i puściliśmy się truchcikiem na stację. W metrze siedzieliśmy, tuląc się do siebie, a ludzie gapili się na Deacona jak na UFO. Na pewno go poznali, ale nikt nie odważył się poprosić o autograf...
John wysiadł przy mojej stacji razem ze mną.
- Toooooo... Na razie - uśmiechnęłam się - Do popołudnia!
- Do popołudnia, słonko - pocałował mnie w usta i pobiegł na autobus do domu.












sobota, 17 sierpnia 2013

wtorek, 13 sierpnia 2013

Queen rules, rules of music - PART 2

Już od tygodnia pracowaliśmy nad " '39 " i z tego co mówili Fred i Brian wynikało, że dziś ostatni dzień roboty.
Chłopaki zadzwonili po mnie, bo chcieli żebym jeszcze trochę powyła z Rogerem partię po zwrotce. Pewnym krokiem weszłam do studia i spaliłam buraka. Roger siedział na kanapie, a na jego kolanach była jakaś laska... Cholera... MEGAN?
- Ekhm, ekhm... - zakaszlałam, speszona jak nigdy, a parka natychmiast przestała się obściskiwać - Prze... Przepraszam... - wyjąkałam i zwiałam. Usiadłam na korytarzu, wiedząc, że prędzej czy później Rog tu przyjdzie po mnie. I faktycznie, jakieś 10 minut później w holu pojawił się Taylor.
- No to.... Cass... Możemy zaczynać... - mruknął ze wstydem
- Ale czego taki smutny jesteś? - zagadnęłam wesoło - Przecież nic się nie stało! - podniósł z nadzieją głowę
- NIC?
- Nic a nic. Nooo, chodź już, chcę skończyć to cholerstwo! - roześmialiśmy się i poszliśmy do studia. Jak z Roggiem się zajebiście pracuje! On chodzi "jak w zegarku", wie co i kiedy i jak ma robić. Po prostu perfekcja! Czysta perfekcja w przystojnym blondzie... Okej, okej, już jestem cicho.

Po półtorej godziny pracy, opadliśmy oboje na kanapę.
- KONIEC!
- Nareszcie! Puścisz? - spytałam
- Jasne - posłuchaliśmy i stwierdziliśmy, że jest idealnie.
- No to skoro koniec, to ja lecę... A... Masz może, Cassie... Numer do Meggie? - uśmiechnęłam się pod nosem i szybko zapisałam mu numer na ręce.
- Nie zgubisz przynajmniej. No leć, leć, powodzenia!
- Dzięki! - zawołał i niemalże wybiegł ze studia. Zostałam sama i stwierdziłam, że skoro mam okazję, to przećwiczę nowy utwór, który rozpisał mi Freddie. Nazywał się "You're My Best Friend" i został napisany przez... JOHNA?

No nic. Stanęłam za mikrofonem, włączyłam sobie linię melodyczną i śpiewałam najpierw partie Freda, potem chórków i tak na zmianę. Kiedy stwierdziłam, że jestem obcykana z utworem, wyszłam z kabiny i napotkałam na sobie czyjś wzrok.
- Deaky? Co ty tutaj robisz?
- Nic. Słucham jak śpiewasz mój utwór. Podoba mi się - uśmiechnął się, a mi aż zmiękły kolana. Miał taki cudny uśmiech.... Brr, Cass, ogarnij się!
- Hej, słuchasz mnie?
- C... CO? Wybacz, zamyśliłam się. Co mówiłeś?
- Czy się spieszysz do domu? Bo wiesz... Przygram ci na syntezatorze do tego, a ty zaśpiewasz, co? Nagramy to, zobaczymy jak Freddie zareaguje.
- Okej. Chórki, czy główny?
- Dawaj tak do jaj główny! - Johnny zasiadł przy klawiszach, przedtem włączając nagrywanie i ścieżkę gitary. Zaczęłam śpiewać spokojnym, ale mocnym głosem.

Po nagraniu, odsłuchaliśmy.
- Podoba mi się to.
- Mi również. Na czym ty grasz, John?
- Bas, gitara, syntezator, pianino i coś tam czasem podśpiewuje, a co?
- No to ładnie...
- Niby tak, ale w zespole jestem na ostatnim miejscu - posmutniał - Rzadko kto wie, jak mam na imię...
- John Richard Deacon, urodzony 19 sierpnia 1951 roku w Leicester - wyrecytowałam, a Deaky uśmiechnął się szeroko.
- Miłe to było. Fajnie, że wiesz.
- Wiem o was wszystko to co się da...
- A wiesz, że Fred jest bi?
- Mama mówiła. Widziała go w klubie. Z facetem. Pogadała trochę z różnymi ludźmi i doszła do tego sama.
- Razi cię to?
- Ani trochę.
- Tylko wiesz... Ani słowa!
- Oczywiście! Eh... - oparłam głowę na jego ramieniu - Zmęczona jestem...
- Odwieźć cię?
- Jak chcesz i możesz, to fajnie by było...
- No to na co czekasz, wsiadamy!




********




 Tak mijały mi kolejne tygodnie nagrań. Zdążyłam totalnie zżyć się z chłopakami i można powiedzieć, że byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Najbardziej to polubiłam chyba Johna, jakoś tak najlepiej się z nim gadało, słuchał tych zespołów co ja (nie licząc jego własnego xD), też kochał fotografię... Trochę cichy, ale mi to nie przeszkadzało.
Z tego co przyuważyłam, Freda mogę opisać jako energicznego, zapalonego do pracy i nieco zboczonego, super faceta, Briana jako nieco nieśmiałego, roześmianego i obowiązkowego, a Rogera jako taką troszkę szaloną, z trudnym charakterem, osobę. Wszyscy byli fajni i mili, pracowało się z nimi super, Freddie to perfekcjonista! Nieraz Brian czy John nagrywali swoje partie po 10 razy, bo Fredowi nie pasowała 1/10 sekundy! Za to jakie potem dzieła wychodziły!

Gdzieś na początku lipca Mercury wszedł do studia z plikiem kartek i pokazał nam coś zatytułowane "Bohemian Rhapsody". Kiedy zobaczyłam ilość chórku i części wokalnych aż otworzyłam usta i wymsknęło mi się ciche:
- Fred, czy ty zwariowałeś? - Mercury spojrzał na mnie dziwnie
- Nie podoba ci się?
- Patrz ile tu tego nawaliłeś! - wtedy podeszła Meg i zerknęła mi przez ramię
- Nooo, myślę, że to nie jest dobry pomysł... - powiedziała cicho i wróciła na kanapę obok Rogera. A, no tak. Zapomniałam.
Od jakiegoś miesiąca Rog i Megan mają się wyraźnie ku sobie i wszyscy po cichu kibicujemy, żeby im się udało. Przyuważyłam też, że Brian zerka co nieco na Natalie, ale ja nic nie mówię!

Patrzyłam na ten super utwór Freda i starałam się odczytać tonację i chórki.
- Czyli, Freddie, tu są trzy tonacje oparte na 4 harmoniach, tak?
- TAK, WŁAŚNIE TAK! - wykrzyknął uradowany.
- Czyli tu, tą pierwszą ty zaśpiewasz, na tą bym proponowała Johna i Briana, a tą najwyższą ja i Roger. Co ty na to?
- Też tak myślałem! - Mercury był wniebowzięty, że wiem o co chodzi.
- No, no, a harmonie to przy miksie... A co to jest? - pokazałam na fragment ze słowami "Magnifico"
- To będzie takie coś: O o o o... - zanucił - Wiesz, każdy z was osobno i takie jakby echo!
- Rozumiem. Ale.... Wychodzi na to, że wyjdzie jakieś 200 ścieżek, a mamy 24 ścieżkowy sprzęt....
- Będziemy dogrywać! - emocjonował się Freddie
- Okej, zobaczymy jak to będzie. Popróbujemy już dziś?
- Jasne, jasne!


****


Od tygodnia próbowaliśmy wykonywać "Bo Rhap" i w sumie każdy mniej więcej wiedział co i kiedy śpiewać. Większość partii gitarowych w utworze była początkowo grana na fortepianie przez Mercury'ego, aby pokazać Brianowi jak powinien grać je na gitarze. Na szczęście May miał tą zdolność, że był bardzo kapowaty (w końcu fizyk, matematyk i astronom w jednym) i dość szybko się uczył. John i Roggie nie mieli problemów z graniem, mi się wygodnie śpiewało, Meg też, tylko Natalie nie mogła się nadal w tym połapać, choć był już koniec lipca, a pracowaliśmy nad tym od 3 tygodni.

Po godzinie starań, Brian usiadł obok niej z rozpiską i śpiewali razem. No i proszę - wystarczyła bliska obecność Maya i 30 minut, żeby Natalie zaśpiewała to zawodowo!


***


Wraz z dniem 18 sierpnia w końcu mogliśmy rozpocząć nagrywanie.
- Nooo, ciężki miesiąc za nami, cięższy przed nami - ogłosił Freddie - Myślałem, żebyśmy zaczęli nagrania od ścieżek gitary, basu, perki i fortepianu, a potem zajmiemy się resztą. Ale wy dziewczyny też macie robotę. Chciałbym, żebyście nadzorowały chłopaków, jak grają. Macie podkład na fortepianie do wszystkiego, wiecie jak to ma być i tak dalej.
- Znamy tą melodię na pamięć, Fred - mruknęła Megan, a ja i Nat pokiwałyśmy głowami.
- No to pięknie. Natalie, idziesz na gitarę Briana, Meg na perkusję, a Casson na bas. Siadacie sobie przed stołem mikserskim, tu jest głośność, zresztą, wszystko opisane, wiecie jak się włącza i te de. Pilnujcie czasu! Każdy muzyk ma określony czas na daną partię! - o tym też nie wspomniałam. Freddie wyuczył nas, jak się nagrywa i jak ustawia najważniejsze rzeczy. Obróbką zajmie się facet od miksów, my tylko podstawowe rzeczy robimy. Łatwizna.

John wszedł do kabiny, założył słuchawki i wziął bas. Przysunęłam sobie mikrofon.
- To co, może najpierw próba? Puszczę fortepian a ty graj - powiedziałam i włączyłam podkład. Deaky był zdolny w cholerę, bo zagrał całość idealnie.
- To nagrywamy, najpierw intro - musiałam się skupić totalnie, to nie takie łatwe przedsięwzięcie.


*** 3 GODZINY PÓŹNIEJ ***


- Ile razy ci jeszcze mam powtarzać, że wchodzisz pół sekundy za szybko?! - wydarłam się po raz kolejny. John przetarł twarz i ziewnął. Była już 22 a my nadal męczyliśmy dopiero zwrotkę.
- Co się dzieje? - podszedł Freddie. Jak zawsze tryskał energią.
- Nie wiem, John już od godziny nie potrafi wejść równo w dźwięk.
- Pokaż - odebrał słuchawki i kazał basiście grać - Cholera, faktycznie. Dobra, Johnny, jutro dokończysz, bo widzę, że ledwo dyszysz - Deacon wyszedł z kabiny i odetchnął
- Sorry, naprawdę się staram - powiedział ze skruchą i odgarnął włosy
- Wiem, Deaky, wiem - odparłam i odłożyłam słuchawki. Wyjęłam taśmę i włożyłam do odtwarzacza. Fred i John słuchali uważnie.
- No, no, no, Cassie, dobra robota! - pochwalił Freddie - Ja już spadam, do jutra! - pożegnał się i wyszedł.
- A gdzie reszta? - spytał Johnny
- Skończyli dwie godziny temu.
- CAŁE?
- Co ty! Może mają 1/4... My mamy już połowę - posłałam mu uśmiech. Pokiwał głową
- To dobrze. Potem chórki, nie?
- No, ale jest zmiana. Bo tak. A zresztą pokażę ci kartkę:

1 TONACJA - Freddie
2 TONACJA - John i Brian
3 TONACJA - Cass i Roger
4 TONACJA - Meggie i Natalie

1 HARMONIA - Cass, John, Roger, Brian
2 HARMONIA - Meggie i Natalie
3 HARMONIA - Freddie
4 HARMONIA - Dziewczyny + Roger

"MAGNIFICO" - W kolejności: Fred, Brian, John, Roger, Cassie + John, Megg + Brian, Natalie + Roger


- O Boże, ale masakra!
- No nie? Ale ja to ogarniam, tyle, że... No trudne to będzie.
- No będzie. Damy radę! - kiwnęłam głową
- Zmęczona jestem. Ciężki dzień, jutro i pojutrze kończymy ścieżki instrumentalne a potem wokal... O masakra!
- Pfff.... - skomentował John i klapnął na kanapę. Zlustrowałam go wzrokiem. Dziś miał na sobie białą, rozpiętą do połowy koszulę, marynarkę czarną i dość mocno obcisłe spodnie...



 - Mogę ci zrobić zdjęcie? - spytałam cicho. Pokiwał głową, wziął bas do ręki i ustawił się jako tako.
- Ładnie - uśmiechnęłam się i podałam mu zdjęcie
- Weź je sobie jeśli tylko chcesz - powiedział, a wtedy do studia wparował Bri.
- Siemson, jeszcze siedzicie? Ja tylko po nuty... O, robicie zdjęcia? Zrobisz miiii? - Brian kochał być fotografowany.



- No pewnie! - wyszło przecudne:









- Dobrze, że przyciąłeś włosy. Tak ci ślicznie - powiedziałam, a gitarzysta uśmiechnął się szeroko
- Miło. A zrobisz mi z Johnem?
- Jutro zrobię całemu zespołowi, okej?
- No dobra. To ja będę leciał, do jutra!
- No papa! - odwróciłam się do Johna - Idziemy też?
- Idziemy.


*** NASTĘPNEGO DNIA ***


Byłam trochę spóźniona, więc wleciałam do studia jakby mnie kto gonił. W środku byli już wszyscy.
Podeszłam do Johna i zaczęłam mu składać życzenia:
- Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności, żeby bas ci zawsze dobrze grał, żebyś nie ścinał włosów, bo są śliczne... No i wszystkiego dobrego! - przytuliłam go z całej siły i wręczyłam prezent. John otworzył szeroko oczy.
- SERIO? - basista oglądał z zachwytem śliczny, skórzany pas do basu - Ej, kurwa, to jest genialne! - pocałował mnie w policzek. Świeciły mu oczy.
- Podoba się?
- I TO JAK!
- No to dobrze. Bierzmy się do pracy.


*** WIECZOREM ***


- Skończyliśmy ścieżki instrumentów, ale jaja, dwa dni nam zajęły! Brawo! - pochwalił Freddie - Okej, dziewczyny, Meg i Natalie mogą iść, ale Cassie zostanie, bo mamy... prośbę.
- Okej... - spojrzałam podejrzliwie. John podał mi aparat i powiedział:
- Jak cię zawołamy to przyjdź do tego pokoju obok.
- No dobra... - kilka minut później usłyszałam:
- WEJDŹ! - więc weszłam i... lekko mnie przytkało. Cały Queen siedział na podłodze... w samych bokserkach... bez koszulek... z makijażem...
- O.... o.... o... Wow! - Freddie wstał, a ja poczułam gorąco na całym ciele.
- To jest, jak widzisz, ciemnia. Z racji urodzin Johna postanowiliśmy zrobić taką seksi sesyjkę zdjęciową. A ty robisz genialne zdjęcia i dlatego John zaproponował... Żebyś to ty nas fotografowała. Zgodzisz się?
- J... Jasne! - odparłam, nadal zaskoczona i poleciłam Queen się ustawić.

Oto najlepsze zdjęcia:
















Po sesji chłopaki nie kwapili się do ubierania, tylko obsiedli mnie ciasno i kazali pokazywać fotografie. Czułam ciepło ramienia Johna po prawej stronie, a po lewej rękę Freda. Byli zachwyceni zdjęciami, pozwolili mi nawet zachować odbitki!
Każdy z nich dostał zestaw, bo cykałam każdą pozę razy pięć.
- To.... eee... Może się ubierzecie? - zaproponowałam, a Freddie uśmiechnął się szatańsko
- Czujesz się dziwnie? - spytał
- No wiesz... Obsiada mnie czterech prawie nagich i.. - dodałam ciszej - przystojnych facetów... Czuję się zagrożona! - zaśmiałam się
- Hehe. Ta sesja to mój pomysł. Zresztą, pewnie się domyśliłaś - odparł Mercury
- Taaak, wiedziałam. Świetny pomysł! Ale żeby nie było, nie bawię sie w fifty fifty, jasne? - leżałam ze śmiechu.
- W... Wiemy! - chichotał Roggie
- Hmmm, Rog, wiesz... Myślę, że Meggie by się spodobały te zdjęcia... - powiedziałam. Perkusista spalił buraka.
- Możliwe.... - mruknął, a ja zmierzwiłam mu czuprynę
- Zobaczy, jak jej pokażesz...
- Ty właśnie! Miałem po nią przyjść! Ja lecę! - wstał, zarzucił ciuchy i wybiegł ze studia.
- Ja też spadam, umówiłem się z Natalie! - powiedział z dumą Brian
- No w końcu! Brawo! - pogratulowałam mu serdecznie. Gitarzysta zaczął się ubierać i nucić coś pod nosem.
- To do jutra! - pomachał nam i wyszedł radosnym krokiem.
- A ty Fred? - spytałam
- Ja? Ja jak zwykle do "Heaven". Idziecie ze mną?
- Eeeeee, nieeeee - pokręciłam głową - Wybacz, nie kręci mnie to.
- Spoko - uśmiechnął się - A ty, Johnny? W urodzinki?
- Wiesz, że ja nie chodzę do takich klubów. Kumple mnie zaprosili na popijawę, pójdę do nich.
- Ah, no to okej. Widzimy się jutro, o 14 tak? - kiwnęłam głową
- Tak.
- To ja idę.
- Dobrej zabawy, Fredziu.
- A wzajemnie... - wstał i szepnął mi na ucho - Z Johnem... - wyszedł szybko, żebym nie zdążyła odpowiedzieć. Udałam, że nic nie słyszałam i zamknęłam za Fredem drzwi ciemni. Odwróciłam się do Johna. Żeby nie powiedzieć jak zboczeniec, to stwierdzę, że miał na sobie BARDZO obcisłe bokserki.... Ekhm...

Siedzieliśmy w ciszy, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, czy zrobić.
- Hm.... Fajnie, że i Brianowi sie udało z Natalie... - mruknęłam i podniosłam wzrok. Deacon pokiwał głową. Zagryzłam wargę. Zaczęłam lustrować go wzrokiem i po raz enty stwierdziłam, że z Queen jest chyba najprzystojniejszy...

- Wiesz co? - zaczął w końcu John
- Hm?
- Dlaczego tak zawsze jest? Rogerowi się udało, Brianowi też, Fredkowi też... A mi?
- A... Masz w ogóle kogoś na oku? - pokiwał głową
- Wiesz... Może musisz zrobić w końcu ten pierwszy krok. Ty. Ty sam. Może, a raczej na pewno się tej dziewczynie podobasz... Spróbuj.
- Serio? A jak ona mnie... Odrzuci?
- To się wtedy będziesz martwił - zagryzł wargę i przysunął się bliżej. Blisko. Za blisko.
- A... jeszcze jedno pytanie... - szepnął
- Tak? - odszepnęłam, patrząc mu prosto w oczy
- Myślisz, że mogę się zakochać na zabój, znając kogoś ledwo pół roku?
- M... Myślę... Że możesz...
- I myślisz, że... Nic się nie stanie, jeśli... Zrobię tak? - wyszeptał i delikatnie mnie pocałował. Momentalnie zamknęłam oczy, oddając pocałunek. Po chwili odsunęłam się.
- Myślę... Że nic nic złego się nie stanie...
- Czyli... Mogę spokojnie to powtórzyć? - uśmiechnęłam się
- Jak najbardziej - odparłam i ponownie poczułam jego usta na moich...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Queen rules, rules of music - PART 1

Kilkanaście dni później wyruszyłam do studia zapoznać się z utworami. Byłam ubrana w takie ciuchy:









Żadna nowość, mój normalny styl. Mama zawiozła mnie pod studio i pojechała do pracy. Pokazałam ochronie plakietkę i poszłam w stronę studia, zgodnie ze wskazówkami ochroniarza. Zobaczyłam duże, obite brązową skórą drzwi z napisem "STUDIO QUEEN". Weszłam i nieśmiało stanęłam w progu. Chłopaki byli sami, widocznie jako jedyna byłam punktualna.
- Hejka.... - mruknęłam, a wtedy wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w moją stronę.




- Siemson, Casson! - zawołał Freddie dźwigając się z kolan Johna. Widać, że się wygłupiali, bo Roger i Brian dusili się ze śmiechu.
- Jak? Casson? Nieważne... Co wy... robicie? - spytałam, powoli także zaczynając się śmiać.
- Nic takiego, to po prostu Queen - uśmiechnął się Mercury - Gdzie reszta?
- Też się właśnie zastanawiam...
- Mamy listę utworów, mamy ścieżki...  Pierwszym utworem jaki weźmiemy na warsztat, jest "'39" napisany przez Bri... Posłuchaj - założył mi słuchawki i włączył surową ścieżkę demo, z jego wokalem i gitarą Maya. Pokiwałam głową.
- Podoba ci się? - spytał Brian
- Podoba, ale mam pytanie. Gdzie tu chórki?
- Roggie zaśpiewa z tobą. Rog, wyj nam tu - Mercury włączył utwór przez kolumny, a Roger wył te swoje partie. Po chwili skapnęłam melodię i swobodnie się dołączyłam.
- No, no, no, pięknie, bierzemy to! - zawołał Brian - Co ty na to, John? - Deacon tylko pokiwał głową. On w ogóle mało się odzywał i właśnie to mnie w nim intrygowało. Cicha woda brzegi rwie...

Po chwili weszły Natalie i Megan, którą zaczęliśmy nazywać Meg. Dziewczyny stanęły przy bocznych mikrofonach, a ja przy głównym i śpiewałyśmy to, co mówili muzycy niemal przez 2 godziny.
- Okej. Idzie wam zajebiście, oby tak dalej. Jutro o tej samej porze. Aha, Cassie, zostań na moment - powiedział Fred, biorąc szklankę z jakimś napojem. Kiedy dziewczyny wyszły, zaczął mówić:
- Bo wiesz... Rozmawiałem z chłopakami... I tak sobie myślę... Czy nie chciałabyś... Pojechać z nami w trasę?
- J... Ja?
- No tak, jesteś świetna, ubogacisz chórek jak nic!
- Hmm... Ja bym chciała, tylko muszę pomówić z rodzicami - uśmiechnęłam się
- To załatwione!
- Nie do końca...
- Super! - Freddie coś tam sobie mówił, a wtedy ja zauważyłam na stoliku piękny aparat, polaroid. Wzięłam go do ręki bez pytania i zaczęłam oglądać. Moja ukryta pasja - fotografia. Nikomu, nigdy o tym nie mówię, tylko rodzice wiedzą.
Korzystając z okazji uchwyciłam na zdjęciu cały Queen, w genialnych pozach. Wyjęłam gotowe zdjęcie, kiedy ktoś wyrwał mi je z ręki.
- Pokaż... O KURWA! - Brian. No jasne - Patrzcie jakie zajebiste! Nie chwaliłaś się, że lubisz fotografię... - popatrzył na mnie z wyrzutem
- Nie chwalę się nikomu. To moje ukryte hobby. Ale wy już wiecie... - westchnęłam. Cały zespół podszedł zobaczyć i co rusz wydawał z siebie okrzyki zachwytu.
- Hehe... Dzięki... A tak ogólnie... Czyj to aparat?
- Mój - usłyszałam głęboki, spokojny głos. John.
- Ah... Wybacz, nie wiedzia...
- Daj spokój - przerwał mi - Możesz cykać ile chcesz. Jesteś w tym dobra - uśmiechnął się do mnie
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech - To może teraz ty pokażesz, co potrafisz?
- Eeee... - podszedł bliżej - Może... Może nie teraz... Ale... Jeśli chcesz to dziś wieczorem przyjechałbym po ciebie i troszkę pofotografował... Jeśli tylko chcesz. Zdjęcia będą dla ciebie!
- O, bardzo chętnie. Czyli... Do wieczora?
- Adres - przypomniał
- No tak! - pacnęłam się w czoło. Zapisałam adres i numer na kartce i podałam mu - Przyjedź o ósmej - puściłam mu oczko, pożegnałam się z resztą Queen i poszłam sobie.


W domu zaczęłam jak głupia przeczesywać szafę z jedną tylko myślą w głowie "CO BY TU UBRAĆ???"

W końcu się zdecydowałam











I tak ubrana czekałam na Johna. Nie spóźnił się prawie wcale - lubię taką punktualność.
- Cześć, Deaky!
- O... o.... No hej... Jak ty ślicznie... wyglądasz! - powitał mnie, zająkując się nieco - To co, idziemy?
- Idziemy - wsiedliśmy w jego samochód i pojechaliśmy w plener. Johnny robił tak zajebiste zdjęcia, że aż mi się płakać ze szczęścia chciało!
Potem ja go trochę obzdjęciowałam. Wyszedł prześlicznie *_*



Kiedy wracaliśmy, starałam się pogadać. Niby cichutki, ale nawet dużo mówił! Opowiadał o Queen, o płytach, o sobie... Miły był. Nawet bardzo.
- A powiedz mi... Tak najbardziej, to kogo lubisz z naszego zespołu? - zapytał mnie
- Euh.... Ja... Ja... Ja nie wiem! Wszystkich was lubię tak samo!
- Ah... Okej. Rozumiem. Późno już, wracamy?
- Okej. Odwieziesz mnie?
- No jasne, chodź! - odwiózł mnie pod same drzwi i pożegnał całusem w policzek - Fajnie było. Masz te zdjęcia - podał mi teczkę i odjechał.

Weszłam do domu i osunęłam się po ścianie. "Kogo najbardziej z nas lubisz?" To pytanie siedziało mi w głowie. Tak jak jego imię. I te dwukolorowe oczy. Pomyślałam, że jutro próba.
- Dobranoc, mamo! - krzyknęłam i poszłam pod prysznic. Potem niemal od razu usnęłam.